poniedziałek, 23 listopada 2015

Tirpitz - Ostatni pancernik Führera

"Tirpitz" - największy pancernik III rzeszy i najcięższy jaki widziała Europa do dziś. Ten olbrzym był bliźniaczą jednostka "Bismarcka", wypierał jednak 500 t wody więcej od swojego "brata". Hitler nazwał ten okręt "Dumą Kriegsmariene", jednak nie wziął on udziału w ani jednym morskim starciu, a salwę w stronę wroga z głównych baterii oddał jedynie dwa razy. Adolf Hitler chciał uzyskać panowanie na morzach i oceanach dzięki flocie takich właśnie pancerników. Jak się okazało zbudowano tylko dwa okręty typu Bismarck i obu nie udało się przetrwać wojny.

Pancernik "Tirpitz" nieopodal bałtyckiego portu Wilhelmshaven.




Stępkę pod pancernik "Tirpitz" podłożono w listopadzie 1936 roku. Kiedy Adolf Hitler przybył do Wilhelmshaven 1 kwietnia 1939 roku na wodowanie okrętu, w porcie zebrało się 80 tysięcy widzów. Córka Alfreda von Tirpitz, admirała i twórcy Cesarskiej Marynarki Wojennej (Kaiserliche Marine), Ilse von Hassell, ochrzciła pancernik nazwiskiem ojca. Zwodowanie jednostki, nie oznaczało jednak, że jest ona gotowa do służby. Trzeba było jeszcze zamontować wieżyczki wraz z działami, jak również uzbroić i zaopatrzyć pancernik. W trakcie uroczystości do wody zsunął się jedynie kadłub statku, a prace przy nim trwały nadal nieprzerwanie. "Tirpitz", dzięki swemu uzbrojeniu miał się stać najpotężniejszym okrętem świata. Główne baterie 8 dział 380mm po dwa na wieżę miały zasięg ponad 45.000m i w sumie mogły oddać 960 salw. Artylerię pomocniczą stanowiło 12 dział 150mm, pod pokładem znajdowało się do niej 1.800 pocisków. Oprócz tego okręt uzbrojono w 8 wyrzutni torped i działka przeciwlotnicze FLAK. Na alianckie samoloty czekało 16 działek kalibru 37mm i 78 kalibru 20mm. W lipcu 1940 roku, "Tirpitz" cumował jeszcze przy nabrzeżu gdzie kończono jego dozbrajanie, w tedy Brytyjczycy zaatakowali go po raz pierwszy. Bombowce typu Hampden nie zdołały jednak trafić w cel, pomimo jego słusznych rozmiarów. Długość kadłuba wynosiła 253,6m, a szerokość 36m. Kolos potrzebował prawie 10m wody pod kilem. Nim pancernik został całkowicie ukończony, RAF atakował go jeszcze 13 razy, bez powodzenia.

1 kwietnia 1939 rok. Wodowanie pancernika "Tirpitz"


25 lutego 1941 okręt został oddany do służby na Bałtyku pod dowództwo kapitana Karla Toopa. Musiał jednak przejść jeszcze próby morskie. Ten olbrzym o całkowitej wyporności 53.500t, dzięki 12 turbinom parowym Wagnera i 3 śrubami Brown Bowery potrafił rozwinąć prędkość 30,8 węzłów, co równa się mniej więcej 57km/h. Moc tej jednostki napędowej była naprawdę imponująca 138.000 koni mechanicznych.
27 maja 1941 roku, przy użyciu znacznych sił, Brytyjczykom udało się zatopić pancernik "Bismarck". W tym czasie "Tirpitz" nadal nie był jeszcze gotowy do walki. Rejsy próbne i szkolenie załogi trwały aż do początków stycznia 1942 roku. Kidy wreszcie stwierdzono gotowość bojową, Admiralicja wysłała okręt do brzegów Norwegii, z dala od alianckiego lotnictwa. Przykład "Bismarcka" pokazał, że nawet najpotężniejszy pancernik ulegnie w obliczu przeważającej i wspieranej lotnictwem siły wroga. Hitler obawiał się poza tym lądowania aliantów w Norwegii, jednostka miała również zwalczać konwoje wysyłane przez amerykanów do Związku Radzieckiego na mocy Lend-Lease Act.  Przy silnej eskorcie czterech krążowników "Tirpitz" bezpiecznie dotarł 16 stycznia 1942 roku do portu w Trondheim i ukrył się w fiordzie As. Tam został jednak namierzony już nazajutrz, przez Royal Air Force. Po analizie przeprowadzonej przez brytyjskie dowództwo, okazało się, iż jedyną możliwością ataku na okręt, jest rajd niezwykle lekkich i szybkich bombowców "Mosquito". Choć i to było by nader trudnym zadaniem. Specyfika fiordu bardzo przeszkadzała w zadaniu, pagórkowaty i nierówny teren z licznymi zagłębieniami stanowił już sam w sobie dobrą ochronę. Do tego Niemcy dysponowali silną obroną przeciwlotniczą, a w okół "Tirpitza" na wzgórzach umieszczono urządzenia produkujące zasłonę dymną. Od chwili alarmu po kilku minutach pancernik stawał się zupełnie niewidoczny w kłębach dymu. Więc chwilowo zaniechano wszelkich działań.
Sama obecność okrętu, paraliżowała ruch na morzu północnym. Cała aliancka flota w tym rejonie była wiązana przy ochronie konwojów wysyłanych do Murmańska z powodu jednego okrętu.


Salwa z 380mm dział pancernika "Tirpitz". Zdjęcie wykonano w trakcie prób przeprowadzonych na Bałtyku.


Brytyjczycy tak dalece obawiali się niemieckiego olbrzyma, że w obawie przed jego "rajdem" do Francji poprzez kanał La Manche, postanowili zniszczyć jedyny dok w tym rejonie mogący podjąć do napraw tak dużą jednostkę. Port w Saint-Nazaire dysponował największym suchym dokiem we Francji, wybudowanym niegdyś dla liniowca "Normandie". Plan przewidywał użycie okrętu - tarana, wypełnionego ładunkiem wybuchowym, przy wsparciu komandosów. Może należy tu wspomnieć, że Anglicy w pierwszej wersji chcieli użyć w tym celu polski niszczyciel ORP "Burza". Na szczęście zdecydowany sprzeciw polskich marynarzy uratował ten piękny okręt. Operacja "Chariot" powiodła się na tyle, iż dok jak i śluza zostały doszczętnie zniszczone. Również cześć portu wraz z  dwoma zbiornikowcami uległa uszkodzeniu. Okupione zostało to jednak dużymi stratami, prawie jedna czwarta z oddziału komandosów została zabita a jedynie pięciu uniknęło niewoli. Mimo to, według brytyjskiego dowództwa, operację uznano za udaną, a zniwelowanie zagrożenia w pełni uzasadniało straty.

W tym czasie "Tirpitz" przez ponad dwa miesiące ukrywał się bezczynnie w swoim "norweskim bastionie". Załoga stawała się coraz bardziej niespokojna, dr. Heinz Hellendoorn oficer obrony przeciwlotniczej na pancerniku "Tirpitz" wspomina:
"Mieliśmy oczywiście obawy, że mogło by być tak jak w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy dochodziło do buntów i tak dalej. Wywołanych najwidoczniej przez bezczynność. Baliśmy się, że u nas również może się to wydarzyć, małe rewolty i tym podobne. Dlatego starano się jak najlepiej zająć czymś marynarzy."    
Jednak po tygodniach spędzonych na pokładzie pancernika stojącego na kotwicy, morale żołnierzy pogarszało się drastycznie. Poczucie nieprzydatności i wstyd z powodu unikania walki pogłębiały frustrację załogi, jak wspomina kanonier Rudi Ettel.

"Tirpitz" na kotwicy w Altfjordzie


Wreszcie w marcu 1942 roku naszedł tak upragniony rozkaz bojowy. Alianci wysłali z Islandii konwój PQ-12 w stronę Murmańska, zadanie było jasne: "Namierzyć i zniszczyć". Rozkazu nie udało się wykonać, PQ-12 przemknął się niepostrzeżenie do sowieckiego portu. Na dodatek w drodze powrotnej "Tirpitz" został zaatakowany przez brytyjskie samoloty torpedowe. Ale skuteczna obrona p-lot. odpędziła szybko napastników i bez jakiegokolwiek uszczerbku okręt wrócił do Fattenfjord w pobliżu Trondheim. Do lipca pancernik nie ruszał się z miejsca, trzykrotnie Brytyjczycy atakowali go bombowcami, jednak żadna z angielskich bomb nie trafiła nawet w cel. pod koniec czerwca 1942 alianci wysłali Stalinowi największy konwój jaki  został utworzony w czasie drugiej wojny światowej. PQ-17 składał się z 33 frachtowców 3 okrętów ratowniczych, zbiornikowca i eskorty. Niemcy nie chcieli pozwolić by tak wielkie ilości sprzętu i broni trafiły na front wschodni, zaczęli formować flotyllę mającą zniszczyć transport. 2 lipca "Tirpitz" i krążownik "Admirał Hipper" przesunęły się do fiordu Vest, stamtąd przeszły do fiordu Alta gdzie czekały inne okręty. Kiedy konwój był już na północnym Atlantyku, alianci dowiedzieli się, po przechwyceniu meldunku radiowego, o ruchach Kriegsmarine. Z obawy przed potężnym "Tirpitzem", admiralicja wycofała eskortujące konwój niszczyciele. Frachtowcom nakazano rozproszyć się i pojedynczo obrać kurs na Murmańsk. Jak się okazało był to największy błąd. Niemieckie U-Boty i Luftwaffe wyłuskiwały jeden po drugim bezbronne statki, los PQ-17 był przesądzony. Żadna jednostka nie dopłynęła do Murmańska, a przez następnych kilka miesięcy alianci nie wysłali więcej konwojów. "Tirpitz" znów nie mógł się sprawdzić w boju i 5 lipca obrał kurs na kryjówkę we fiordach. I tu mamy do czynienia z rozbieżnymi informacjami. Według Nikołaja A. Łunina, kapitana sowieckiej łodzi podwodnej K-21 pancernik został przez niego zaatakowany i trafiony dwiema torpedami. Następnie bohaterskiemu kapitanowi i jego załodze udało się wymanewrować niszczyciele i umknąć pogoni. Za co zresztą odznaczono go "Medalem Bohatera Związku Radzieckiego". Natomiast według raportów Kriegsmariene, "Tirpitz" jak i eskorta złożona z krążownika i siedmiu niszczycieli, zawróciła do portu na skutek rozwiązania konwoju i skutecznych ataków łodzi podwodnych oraz samolotów. O samym incydencie z K-21, niemieccy marynarze dowiedzieli się, kiedy przechwycono meldunek radiowy Łunina, o rzekomym trafieniu pancernika.

"Tirpitz" w asyście niszczycieli. Wybrzeże Norwegii 1942 rok


Po kolejnym "pustym" rejsie, pancernik wraz z większymi jednostkami został ulokowany w Altenfjordzie. Niemieccy marynarze na "Tirpitzu", którzy poza atakującymi ich samolotami do tej pory nie widzieli nawet wroga, robili się coraz bardziej niespokojni. Coraz trudniej było utrzymać morale załogi na satysfakcjonującym poziomie. Pod koniec lata z okrętu zdezerterował gefreiter Bernard Turowski, marynarz polskiego pochodzenia przymusowo wcielony do Kriegsmarine. Został jednak zatrzymany przez żandarmerię polową w pobliżu granicy norwesko-szwedzkiej. Doprowadzono go na okręt i postawiono przed sadem wojennym. Turowski przyznał się, do dezercji i próby przedostania się do aliantów, został skazany na śmierć. 5 września 1942 roku cała załoga "Tirpitza" (poza marynarzami pełniącymi służbę) została zebrana na achterdeku gdzie wykonano wyrok na skazanym. Do plutonu egzekucyjnego wybrano jego kolegów. Po wykonaniu wyroku, cześć załogi zaczęła gwizdać, dając w ten sposób upust swojemu niezadowoleniu. dr. Heinz Hellendoorn oficer obrony przeciwlotniczej wspomina:
"Bardzo go lubiłem, znałem bardzo dobrze Turowskiego. Było mi bardzo przykro z tego powodu [że go rozstrzelano]."  
Brytyjczycy tymczasem pracowali nad nowym planem zniszczenia znienawidzonego okrętu, Churchill stwierdził, że:  
"Zniszczenie lub uszkodzenie Tirpitza jest największym zadaniem na morzu obecnego czasu."

Zakamuflowany "Tirpitz" na kotwicy w kafjordzie. 



"Tirpitz" w kamuflarzu


W tym celu miała posłużyć technika podpatrzona u Włochów. Jednostki "Chariot", dwuosobowe żywe torpedy. Płetwonurkowie mieli przedostać się na nich w okolice okrętu, przymocować do jego kadłuba ładunki wybuchowe a następnie odpłynąć. W podobny sposób w 1941 włochom udało się zatopić dwa brytyjskie pancerniki. Jesienią 1942 roku, ochotnicy i ich "broń" byli gotowi do akcji. 26 października załadowano Charioty na kuter rybacki, który wyruszył z Wysp Szetlandzkich w kierunku norweskich fiordów. Gdy kuter znajdował się około 19 km od miejsca w którym na kotwicy stał "Tirpitz", rozpętała się burza. Fale i wiatr zerwały liny zabezpieczające "żywe torpedy", ktore zniknęły w głębinach morskich. Cały wysiłek i przygotowania okazały się daremne. Akcję trzeba było przerwać.
W styczniu 1943 roku zmienił się głównodowodzący flotą niemiecką. Großadmiral Raeder został odsunięty od obowiązków, na jego następcę mianowano admirała Dönitza. Teraz załoga "Tirpitza" miała nadzieję, iż wreszcie wyruszy w morski bój. Jednak na akcję musieli czekać aż do września 1943 roku. Grupa operacyjna składająca się jeszcze z pancernika "Scharnhorst" i 9 niszczycieli ruszyła 6 września w kierunku Spitzbergen, największej norweskiej wyspy. W rozkazie zapisano, że aliancki przyczółek na Spitzbergen musi zostać zniszczony. Lecz w rzeczywistości znajdowała się tam stacja meteorologiczna. Kiedy niszczyciele wraz z grupą desantową napotkały na opór, "Tirpitz" wreszcie oddał swoją pierwszą salwę w stronę wroga z 380mm dział. Rudi Ettel kanonier tak opisuje to zdarzenie:
"I w tedy Tirpitz oddał jedną salwę, 38cm w pozycji do strzału, potem można było swobodnie lądować. Wszyscy obrońcy byli niezdolni do walki..."
Kilka dni późnej okręt schronił się znów w Kafjordzie, zorganizowano tam prawdziwą twierdzę dla ochrony pancernika. Otoczono go podwójną ścianą sieci chroniących przed torpedami i podejściem pod wodą, sieci sięgały samego dna. Działka FLAK i urządzenia dymne na zboczach chroniły przed atakami z powietrza. Na pobliskim lotnisku stacjonowały myśliwce Luftwaffe, gotowe w ciągu kilku minut zjawić się nad "Tirpitzem" i przechwycić alianckie samoloty. Brytyjczycy jednak nie dawali za wygraną. Specjalnie w celu zwalczania niemieckich jednostek strzeżonych we fiordach, opracowali miniaturowe okręty podwodne X-Craft. Długa na 16m i o średnicy zaledwie 1,8m trzy osobowa jednostka mogła pozostawać w zanurzeniu 36 godzin i schodzić na 100m pod powierzchnię morza. Pod wodą rozwijała prędkość 5 węzłów, na powierzchni 6,5. Ich zasięg wynosił 300 mil, co daje około 550 km. Nie posiadały one jednak torped, trzeba było podpłynąć nimi do celu i z wnętrza zwolnić ładunki wybuchowe z zapalnikiem czasowym. X-Craft mógł przenosić do 4 ton ładunków wybuchowych.

X-Craft. Takich łodzi użyto do ataku na pancernik "Tirpitz"


 Brytyjski wywiad dowiedział się, że 22 września Niemcy wyłączą podwodne urządzenia nasłuchowe w Kafjordzie. Znajdowały się tam oprócz "Tirpitza" inne okręty: "Scharnhorst", "Scheer" i "Lützow". Anglicy wiedzieli, że nie mogą przepuścić takiej okazji. Brytyjskie okręty podwodne, holując X-Crafty ruszyły w stronę norweskich fiordów. Po drodze utracono trzy miniaturowe okręty, jeden poszedł 16 września 1943 roku na dno wraz z załogą. Pozostałe jednostki doholowano na odległość 160 mil od brzegów Norwegii i zwolniono z holu. Pierwszą trudnością było wejście do samego fiordu, zagradzała je sieć. Oficer X-Crafta John Lormier wspomina:
"... Po zanurzeniu na 15m natknęliśmy się na sieć. To samo na 25m i nawet na 35m. To bylo typowo niemieckie - perfekcyjne. Sieć sięgała dna, wynurzyliśmy się na głębokość peryskopową i szczęście nam dopisało. Zobaczyliśmy jak Niemcy nieco uchylili zaporę z sieci dla zbliżającej się łodzi. Podążyliśmy za nią." 

Tirpitz w Kafjordzie, otoczony zaporą z sieci.


Kilka chwil później znajdowali się już pod pancernikiem. Okręt "niósł" na każdym z boków po 2 tony Amatolu - bardzo silnego ładunku wybuchowego, mieszaniny trotylu z saletrą amonową. Po ustawieniu zapalników czasowych i zwolnieniu ładunków, okręt Johna Lormiera musiał się wynurzyć. Była to podroż w jedną stronę, bez możliwości powrotu. Niemcy zabrali ich na "Tirpitza" dając kawę i koce, dołączył do nich jeszcze jeden brytyjski marynarz z drugiego X-Crafta, którego ostrzelano i zatopiono. Po trzecim miniaturowym okręcie podwodnym nie było śladu.   Było jednak pewne, że udało się założyć kilka ton amatolu do kadłuba pancernika. Był to największy ładunek wybuchowy jaki użyto w czasie II wojny światowej. W tedy angielscy marynarze zrobili coś dosyć dziwnego. Powiedzieli Niemcom, że za godzinę wszystko wyleci w powietrze. Lormier stwierdził, że rozkaz brzmiał "zniszczyć okręt", a nie marynarzy. Kapitan Wolf Junge wydał rozkaz by przemieścić okręt, jednak kotły nie były pod parą więc przesunął się nieznacznie tylko dzięki wciąganiu kotwicy. Chwilę potem nastąpiła eksplozja, manewr zastosowany przez Junga sprawił, że siła wybuchu trafiła sterburtę zamiast kil. Eksplozja jednak była tak wielka, że marynarze wyrzuceni w górę łamali sobie kości spadając ponownie na pokład. "Tirpitz" został poważnie uszkodzony. Jedna śruba jak i stery zostały zniszczone, wieże artyleryjskie wypadły ze swoich siedzisk, okręt stracił swoją zdolność bojową. Mimo to Niemcy potrafili docenić wysiłki wroga, ich determinację i fakt, że nie chcieli dopuścić by załoga pancernika straciła życie. Karl Heinz Lohse pokładowy stolarz przypomina sobie:
"Podziwialiśmy ich. W tedy, z naszego punktu widzenia byli absolutnymi bohaterami." 
Do naprawy trzeba było skierować 1.000 stoczniowców, "duma Kriegsmarine" została wyłączona z użytku, aż do  marca 1944 roku. W tym okresie alianci znów wymorzyli wysyłanie konwojów do Związku Radzieckiego.
Przed inwazją w Normandii Churchill ogłosił ponownie pancernik "Tirpitz" jako główny cel. W obawie, że ten kolos mógłby szybko się przemieścić i zagrozić powodzeniu operacji. Tym razem postawiono na lotnictwo. Już w lutym 1944 roku samoloty sowieckie wznowiły naloty na pozycje okrętu, jednak zupełnie bezskuteczne. Na początku kwietnia alianci wysłali w stronę norweskich brzegów pięć lotniskowców. 3 kwietnia z ich pokładów wystartowało 41 samolotów torpedowo-bombowych "Barracuda", przy asyście myśliwców "Wildcat". Rozpętało się piekło, kule odbijały się od grubego na 320mm pancerza okrętu. Marynarze wspominają, że amunicja smugowa tak głośno bębniła w pokład, że zagłuszała eksplozje spadających bomb. Jedna z nich trafiła pokład wyrywając w nim dziurę. Zginęło około 135 niemieckich marynarzy, naprawa trafionego przez 15 bomb "Tirpitza" trwała do jesieni 1944. W tym czasie jednostka była nękana przez naloty, do sierpnia przeprowadzono ich 4 i wszystkie nieskuteczne.

Pancernik "Tirpitz" atakowany przez brytyjskie samoloty "Barracuda" 3 kwietnia 1944 rok.


Dopiero 29 tego miesiąca znów dwie bomby trafiły w cel, uszkadzając pokład. Jednak jak się okazało, nie dało się zatopić w ten sposób niemiecki pancernik. Dopiero zastosowanie nowoczesnej bomby Tallboy przyniosło nadzieję. Ważąca blisko 5.400 kg bomba, była używana między innymi do niszczenia niemieckich schronów dla U-botów we Francji. Potrafiła przebić ich grube na 5m żelbetonowe stropy. Pierwszą próbę przeprowadzono 5 września 1944. Bombowce typu "Lancaster" wystartowały z sowieckiego lotniska nieopodal Archangielska, gdzie musiały między-lądować ze względu na uzupełnienie paliwa. Jednak dzięki zasłonie dymnej samoloty nie zrzuciły wszystkich swoich bomb. Mechanik pokładowy 617 dywizjonu bombowego Robert Knighst tłumaczy dlaczego:
"Kiedy dostaliśmy Tallboye Churchill powiedział: 
- Ta wspaniała bomba Barnesa Wallisa jest bardzo droga. Chłopcy, zrzucajcie ją tylko kiedy będziecie widzieć cel. W innym wypadku lepiej ją przywieźcie z powrotem."  
Jeden Tallboy trafił w cel, uszkadzając górny pokład i burtę. Postanowiono wyprowadzić nienadającego się do rejsów "Tirpitza" z Kafjordu i przemieścić go w okolice Tromso jako pływającą baterie przybrzeżną. Tutaj jednak nie było maszyn dymnych, a "Lancastery" mogły operować z lotnisk w Anglii. 12 listopada 1944 jeszcze raz wystartowało 18 brytyjskich bombowców. Pancernik nie stanowił już praktycznie żadnego zagrożenia, nie nadawał się by wypłynąć w morze, a alianci przekroczyli już granice III Rzeszy zajmując Aachen. Mimo to Winston Churchill chciał jego zniszczenia za wszelka cenę.
Kiedy na pokładzie "Tirpitza" rozległ się alarm lotniczy, wszyscy skierowali swoje oczy na niebo. Jednak nie w stronę nadlatujących "Lancasterów", marynarze wypatrywali swojej jedynej obrony przeciwlotniczej - myśliwców Messerschmitt Bf 109, które stacjonowały na pobliskim lotnisku. Niestety niebo pozostawało puste, Luftwaffe nie pojawiło się, pancernik musiał samotnie stoczyć ostatnia walkę. Bombowce nadleciały w szyku i bez przeszkód zajęły pozycje. Nagle ich załogi dostrzegły pomarańczowe błyski i dym. To główne działa pancernika oddały salwę w ich kierunku, był toi drugi i ostatni raz kiedy "Tirpitz" wystrzelił ze swoich potężnych armat w stronę nieprzyjaciela. Na szczęście dla Anglików pociski eksplodowały poniżej samolotów. Potem dla pilotów odbyło się już wszystko jak na ćwiczeniach.

"Tirpitz" trafiony blisko 6 tonową bombą Tallboy. 12 listopada 1944 roku


Maszyny bez problemu przeleciały nad celem zrzucając kolejne bomby Wallisa. Kapitan Robert Weber wydał rozkaz opuszczenia okrętu, jednak w ferworze walki nie wszyscy zdołali opuścić pokład. Dwa Tallboye wbiły się w pancerny pokład swojej ofiary. Siłą wybuchu jedna z wież baterii głównej, ważąca 700 ton oderwała się i przeleciała kilkadziesiąt metrów. Wpadając do wody przygniotła marynarzy, którzy płynęli już do brzegu. 10 minut po zakończeniu nalotu pancernik miał już 70° przechyłu, chwilę potem wywrócił się do góry kadłubem i zarył nadbudówkami w dno. Z liczącej 1500 osób załogi zginęło 700 ludzi z kapitanem i większą częścią wyższych oficerów włącznie. W końcu udało się Churchillowi zatopić "bestię" jak nazywał niemiecki okręt. Było to bardziej zwycięstwo prestiżowe niż strategiczne, ostatni pancernik Hitlera leżał wywrócony stępką do góry u brzegów Tromso. Dlaczego jednak nie nadleciały niemieckie myśliwce? Uważano, że zawiodła łączność i Luftwaffe zbyt późno dowiedziało się o nalocie. Jednak najprawdopodobniej porucznik Karl - Heinz Wessner, główny operator sieci radarów, rozmyślnie opóźnił przekazanie meldunku. Po wojnie przyznał się do współpracy z norweskim ruchem oporu i sympatyzowania z anglikami. Może gdyby myśliwce zdołały się poderwać na czas, okręt i tak niezdolny do walki, nie został by zatopiony, a 700 marynarzy zachowało by swoje życie.
Winston Churchill nie szczędził środków i ofiar by zniszczyć kolejny symbol dumnej niemieckiej armii i jakże trafnym wydaje się tu cytat jego sojusznika:
"Śmierć jednostki to tragedia - milion zabitych to tylko statystyka"   
- Józef Stalin.                        

Wrak "Tirpitza" u brzegów Tromso zima 1944 rok.

            

13 komentarzy:

  1. Znałem już historię Tirpitza ale nie aż tak dokładnie, dzięki za dużo szczegółów i bardzo dobry opis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całą przyjemność po mojej stronie. Raduje mnie gdy ktoś znajdzie tu coś dla siebie.

      Usuń
  2. Zdjecia pancernika robia wrazenie (bydle). Moze Tirpitz sie nie nawalczyl ale napewno byl bronia psychologiczna. Nasowa mi sie porownanie z bomba atomowa w dzisiejszych czasach, samo jej posiadanie przez jakis kraj konczy wojne zanim sie wogole zacznie.
    Samo posiadanie przez Niemcow Tirpitza zrobilo wiecej dla nich niz nie jeden walczacy niszczyciel. Franiu swietny artykol, prosze o prenumerate ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, wystarczy zaglądać i czytać.

      Usuń
  3. czy jest mozliwosc dowiedzieć się imion i nazwisk ocalonych z Tirpitza,szczegulnie tych co byli wyciagnieci poprzez wypalanie dziury w kadlubie?Pytam dlatego ze znam człowieka który twierdzi ze jest jednym z nich mieszka na slasku i był wcielony do marynarki niemieckiej.Osobiscie widziałem jego zdjecie w mundurze kriegsmarine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu należało by zgłosić się do niemieckiego archiwum. Niemcy byli bardzo skrupulatni w dokumentowania i katalogowanie, więc szanse są wysokie.

      Usuń
  4. A co się stało z okrętem później? Wydobyli go i poszedł na złom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak został pocięty i zezłomowany. Jednak do dziś
      Morze na brzeg wyrzuca elementy tego kolosa.

      Usuń
  5. Nasz TIRPITZ na pewno był największym okrętem, jaki kiedykolwiek nosił niemiecką banderę wojenną. Spłynął na wodę w Prima Aprilis i na pewno zapisał się (podobnie, jak swego czasu GOEBEN) w annałach historii flot i wojen morskich. W KMW nosił numer 124 (Baunummer).

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspomniany TIRPITZ był także drugim z jedynie dwóch "pełnokrwistych" pancerników Kriegsmarine. Pierwszym był "Bismarck". Ciekawe, że oba bliźniaki z Hamburga i Wilhelmshaven były jednymi z bardzo nielicznych okrętów niemieckich, uzbrojonymi w działa 38 cm. Poza nimi do służby weszły, zdaje się tylko dwa takowe - a to "Bayern" i "Baden". Cała reszta okrętów pancernych KM do kategorii "pełnokrwistych" pancerników nie pasowała. Dwa "Szlezwigi" były ledwie predrednotami, "Dojczland" i siostrzyczki - jakimiś "pancernikami kieszonkowymi" (???!!!), a "Szarnhorst" i "Gnajzenau" - krążownikami liniowymi (zresztą znakomitymi!) Więcej niż pełnokrwiste byłyby legendarne pancerniki typu H44, ale tych mastodontów nie zbudowano.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wilhelmshaven leży nad Morzem Północnym, a nie Bałtykiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przepraszam gdzie tak napisano?
      Okręt budowano w Wilhelmshaven a do służby oddano go na Bałtyk. Z tego zdania nie wynika że port leży nad Bałtykiem.

      Usuń
  8. Bardzo ciekawie i zgrabnie napisane.
    Jednak marynarka i częściowo lotnictwo to wojskowa arystokracja. Niestety zające nie mają jednak takieg9 luksusu

    OdpowiedzUsuń

Komentuj - to dla mnie najlepsza motywacja.