środa, 15 lipca 2026

Jeźdźcy torped - Włoska podwodna niespodzianka

„Olterra” była tankowcem używanym przez Regia Marina podczas niektórych operacji specjalnego oddziału uderzeniowego włoskiej marynarki X Flottiglia MAS wymierzonych przeciwko brytyjskiej bazie morskiej na Gibraltarze podczas II wojny światowej. Ten statek, pierwotnie używany do handlu między Hiszpanią a Królestwem Włoch, po przystąpieniu tego drugiego państwa do wojny, aby nie wpaść w ręce aliantów, został samozatopiony 10 czerwca 1940 roku w pobliżu hiszpańskiego miasta portowego Algeciras. Później, za milczącą zgodą władz hiszpańskich, został przekształcony w tajną bazę, w której montowano torpedy wolnobieżne Siluro a Lenta Corsa (SLC), które wykorzystywano do ataku na statki zakotwiczone na Gibraltarze.


"Olterra" zacumowana do zezłomowania w 1961 roku.


Historia szalonych „jeźdźców torped” sięga jednak dalszych lat. Zanim tuż pod nosem Brytyjczyków Włosi dokonywali swoich operacji specjalnych, o efektywności załogowych torped przekonała się marynarka wojenna innego państwa.

czwartek, 25 czerwca 2026

202. Batalion Schutzmanschaft - Mundur zdrajcy, misja obrońcy. Tragiczny paradoks polskiej „Szumy”

W polskiej pamięci historycznej jedno twierdzenie uchodzi za nienaruszalny dogmat: jako jedyni w okupowanej Europie nie wystawiliśmy u boku Hitlera żadnego kolaboracyjnego legionu. Nie mieliśmy swojego Quislinga, nie stworzyliśmy polskiej dywizji SS. I choć w ogólnym rozrachunku to prawda, historia lubi skrywać w swoich okruchach fakty, które burzą czarno-biały spokój sumienia. 


Goniec Krakowski wydanie ze stycznia 1944 roku

Jednym z nich jest opowieść o ponad czterystu mężczyznach, którzy latem 1942 roku założyli zielone mundury i przypięli do pasów niemieckie ładownice. Poznajcie dzieje Schutzmannschaftsbataillon 202 – jedynej polskiej formacji zmilitaryzowanej policji pomocniczej, która operowała u boku Niemców.

środa, 20 maja 2026

"Swordfish", czyli torpedowa siatka na zakupy

Chociaż ten bombowiec torpedowy Brytyjskiej Marynarki Wojennej był współczesny Spitfire'owi, był już przestarzały w momencie wejścia do służby jesienią 1938 roku. Mimo to zatopił większy tonaż statków niż jakikolwiek inny bombowiec torpedowy podczas tej wojny. Nawiasem mówiąc, okazał się lepszy od maszyny, która miała go zastąpić.



Fairey Swordfish


„Stringbag” („siatka na zakupy”) tak kpiąco nazywany był przez żołnierzy „Swordfish”. Lotnicy mieli na myśli jego osobliwy wygląd, jednak ten pseudonim tak naprawdę podkreślał jego elastyczność w zakresie przenoszonych ładunków. Załogi z czasem, używając tego określenia, wyrażały uznanie dla zdolności „upchania” w nim szerokiej gamy nieporęcznego sprzętu tak jak w elastycznej torbie na zakupy. Jako bombowiec torpedowy na pokładzie lotniskowca był również łatwy w obsłudze. Udawało mu się nawet wystartować bez konieczności ustawiania lotniskowca pod wiatr. „Swordfish” dobrze radził sobie też na wzburzonym morzu.

niedziela, 17 maja 2026

Kolonialna gorączka w Niemczech - Początek

Kolonie? Nie, dziękuję! Jeszcze w 1881 roku Otto von Bismarck zapewniał:

»Dopóki jestem kanclerzem Rzeszy, nie będziemy angażować się w politykę kolonialną«


Budowa kolei w niemieckim Kamerunie lata 80 XIX wieku.


Priorytety leżały gdzie indziej. Po pierwsze, młoda jeszcze Rzesza Niemiecka musiała pozyskać zaufanie innych państw, aby umocnić swoje miejsce na Europejskiej scenie, a na tym etapie polityczne gry siłowe były raczej kontr produktywne.
Poza tym Bismarck uważał nabywanie kolonii za nieobliczalne ryzyko finansowe. Wielu Niemców początkowo postrzegało sprawy w ten sam sposób. 

środa, 13 maja 2026

Pływające trumny Stalina. Piekło na pokładach floty GUŁagu


Dla tysięcy więźniów radzieckich łagrów droga na Kołymę nie kończyła się na wielotygodniowej podróży bydlęcymi wagonami przez Syberię. Najgorszy etap – ten, o którym krążyły mrożące krew w żyłach legendy – zaczynał się w portach Dalekiego Wschodu. To tam, w mrocznych czeluściach ładowni statków „floty śmierci”, człowiek przestawał być jednostką, a stawał się jedynie elementem „ludzkiego ładunku”.


Statek "Odessa" w porcie we Władywostoku. Jedna z jednostek "Floty Gułagu"


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Granice świata - wizja „Stanów Zjednoczonych Wielkiej Austrii”

Historia często wisi na włosku, a czasami wręcz na „złym skręcie”. 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie samochód arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, następcy tronu Austro-Węgier, zboczył z trasy, stając się bezpośrednim katalizatorem tragicznych wydarzeń XX wieku. Jak pisze Jon Elledge w swojej książce Granice świata:

»Wojna między Austro-Węgrami a Serbią, Rosja, Niemcy, Francja i Wielka Brytania mobilizujące siły, gdy misterna sieć traktatów i sojuszy tworzona przez blisko stulecie weszła w ruch. Pierwsza wojna światowa pochłonęła miliony istnień, obaliła imperia i wywołała rewolucje, przekształcając przy tym mapę Europy«.
 
Sam zamach był zwieńczeniem serii niefortunnych zdarzeń. Członkowie organizacji „Czarna Ręka” z niezwykłą determinacją dążyli do destabilizacji imperium. Pierwsza próba tego dnia, rzut bombą, zakończyła się niepowodzeniem i zranieniem postronnych osób, co powinno było być sygnałem ostrzegawczym. Jednak arcyksiążę, zamiast przerwać wizytę, postanowił odwiedzić rannych w szpitalu.


Zniszczenia po próbie zamachu na Franciszka Ferdynanda. Sarajewo 28 czerwca 1914 roku. 


To właśnie w drodze do szpitala, na skutek wspomnianego przez Elledge’a „złego skrętu” w ulicę, gdzie czekał Gavrilo Princip, losy kontynentu zostały przesądzone. Jak zauważa autor, nie był to odosobniony akt fanatyzmu, lecz kulminacja nastrojów nacjonalistycznych, które od lat drążyły fundamenty starego ładu.

środa, 25 lutego 2026

Lee Miller i wanna Hitlera

Wypalona, dymiąca sceneria Monachium u schyłku kwietnia 1945 roku nie przypominała kolebki narodowego socjalizmu, lecz ponure cmentarzysko ideologii. Wśród ruin i chaosu, dwójka korespondentów wojennych: Lee Miller i David E. Scherman, szukała czegoś więcej niż tylko kolejnego kadru zniszczeń. Szukali serca ciemności, które przestało bić. Moment ten po latach David Scherman wspominał z uderzającą prostotą:

W Monachium znaleźliśmy starszego mężczyznę, który znał angielski. Pokazał nam mieszkanie Hitlera. Pamiętam, że Lee kąpała się w wannie Hitlera…”.


Lee Miller w wannie Hitlera. Monachium 30 kwietnia 1945 roku


To zdanie, choć brzmi niemal jak opis wakacyjnej anegdoty, stało się wstępem do powstania jednej z najbardziej wstrząsających i wielowarstwowych fotografii XX wieku. Obraz kobiety myjącej się w białej, emaliowanej wannie przy Prinzregentenplatz 16, nie był jednak zwykłym zapisem higienicznej potrzeby. Był to starannie wyreżyserowany akt egzorcyzmu.

Kiedy Lee Miller zanurzała się w wodzie, na jej skórze wciąż znajdował się pył z wyzwolonego zaledwie kilka godzin wcześniej obozu koncentracyjnego Dachau. Jej ciężkie, ubłocone buty, które zostawiły brudne ślady na nieskazitelnie białej łazienkowej macie Führera, niosły na sobie fizyczny dowód zbrodni, o których świat dopiero zaczynał się dowiadywać. Ta scena, surrealistyczna, intymna i brutalnie szczera, stanowi idealny punkt wyjścia do zrozumienia fenomenu Lee Miller.

Była to kobieta, która całe życie przesuwała granice: od bycia muzą paryskich artystów, przez pustynie Egiptu, aż po mroczne piwnice monachijskich kamienic. Fotografia w wannie to nie tylko dokument zwycięstwa nad nazizmem, to także klucz do jej skomplikowanej psychiki, w której piękno zawsze sąsiadowało z traumą, a nagość z pancerzem korespondenta wojennego. Aby zrozumieć, jak modelka z okładek „Vogue’a” znalazła się w najbardziej strzeżonej łazience III Rzeszy, musimy cofnąć się do początków jej niezwykłej drogi, która była niczym innym, jak nieustanną walką o prawo do patrzenia tam, gdzie inni zamykali oczy.