Sobotnia noc 24
lipca 1943 roku była czarna i cicha. W kabinie Halifaxa tą ciszę zagłuszały
jednak 4 olbrzymie silniki, które pracowały bez przerwy już od kilku godzin.
Flight Lieutenant John Petrie-Andrews siedział za sterami maszyny i w skupieniu
trzymał ją na kursie wskazywanym przez nawigatora. Księżyc, którego połówka tarczy
przebijała się przez wysokie chmury, zaglądał od czasu do czasu do kabiny
brytyjskiego bombowca. John znał cel… Hamburg. Więcej nie dowiedział się na
odprawie na lotnisku Graveley przed wylotem, więcej go też nie interesowało.
Wiedział, że znajdują się tam stocznie i rejony przemysłowe. Na mapie był po
prostu zaznaczony punkt i tam zamierzali zrzucić swój zabójczy ładunek. John
wyjrzał przez szyby kabiny na pozostałe, towarzyszące mu bombowce. Były
wszędzie, 800 maszyn Royal Air Force wolno sunęło przez nocne niebo ku
wyznaczonemu celowi.
![]() |
| Brytyjski bombowiec na tle płonącego Hamburga. Lipiec 1943 roku. |
Gdy zaczęło się
piekło, Alwin Bellmann był na swoim stanowisku, przy jednym z dział FlaK
baterii przeciwlotniczej na rzece Alster. Nad miastem pojawiły się nagle setki
wrogich bombowców, których radiowe urządzenia namierzające po prostu nie
widziały. Basowe dudnienie i sylwetki samolotów przemykające przez smugi
reflektorów wycelowanych w ciemne niebo, udowadniały jednak, że urządzenia się
mylą. Na jego stanowisku zawrzało, towarzysze zaczęli gorączkowo kręcić
korbami, próbując ustawić FlaK na cel przy pomocy optycznych celowników. Ktoś
krzyknął, by Alwin się wreszcie ruszył i zaczął podawać amunicję.

.jpg)




