Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Broń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Broń. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2026

Jeźdźcy torped - Włoska podwodna niespodzianka

„Olterra” była tankowcem używanym przez Regia Marina podczas niektórych operacji specjalnego oddziału uderzeniowego włoskiej marynarki X Flottiglia MAS wymierzonych przeciwko brytyjskiej bazie morskiej na Gibraltarze podczas II wojny światowej. Ten statek, pierwotnie używany do handlu między Hiszpanią a Królestwem Włoch, po przystąpieniu tego drugiego państwa do wojny, aby nie wpaść w ręce aliantów, został samozatopiony 10 czerwca 1940 roku w pobliżu hiszpańskiego miasta portowego Algeciras. Później, za milczącą zgodą władz hiszpańskich, został przekształcony w tajną bazę, w której montowano torpedy wolnobieżne Siluro a Lenta Corsa (SLC), które wykorzystywano do ataku na statki zakotwiczone na Gibraltarze.


"Olterra" zacumowana do zezłomowania w 1961 roku.


Historia szalonych „jeźdźców torped” sięga jednak dalszych lat. Zanim tuż pod nosem Brytyjczyków Włosi dokonywali swoich operacji specjalnych, o efektywności załogowych torped przekonała się marynarka wojenna innego państwa.

piątek, 24 listopada 2023

Gaz bojowy - Śmierć w okopach (Podcast)

Na początku wielkiej wojny zarówno Francuzi jak i Niemcy dysponowali, zakazaną przez deklaracje haską, bronią chemiczną - głównie środkami drażniącymi. Pierwszy atak chemiczny na większą skalę został przeprowadzony 17 października 1914 roku w okolicach Neuve-Chapelle we Francji. Niemcy w ramach wsparcia dla piechoty, ostrzelali pozycje anglików szrapnelami wypełnionymi gazem łzawiącym. Około 3.000 pocisków 105mm wypełnionych O-dianizyną spadło na alianckie pozycje. Atak był tak dalece nieudany, iż ostrzelani żołnierze nawet nie zauważyli obecności gazu, a o jego zastosowaniu dowiedzieli się dopiero po wojnie. Prawdopodobnie Francuzi użyli gazów drażniących przeciwko Niemcom jeszcze wcześniej, bo już w sierpniu. Jednak tego incydentu również nie odnotowano i w przeciwieństwie do Niemców, początkowo porzucili dalsze próby.





 

środa, 15 lutego 2023

Acht koma Acht - Działo (nie tylko) przeciwlotnicze

Pierwsza wojna światowa stanowi punkt zwrotny w historii świata. Początki tego, co było już widoczne podczas wojny secesyjnej w USA i wojny 1870/71, miały ogromny wpływ na ten nowy konflikt: zdolność przemysłowa stron biorących udział w wojnie zdeterminowała charakter, czas trwania i jej wynik. Szybki rozwój technologii zbrojeniowej podczas I wojny światowej wniósł na pole bitwy wiele innowacji technicznych, w tym nowoczesne rozwiązania, takie jak opancerzone wozy bojowe i samoloty. Ataki z powietrza zaczynały być postrzegane jako potencjalne zagrożenie. Pierwsze działa do obrony przed francuskimi balonami zostały opracowane 40 lat przed II wojną światową. W ten sposób przed 1910 rokiem powstały działa przeciwlotnicze o kalibrze 7,5 cm. W 1916 roku Krupp opracował działo przeciwlotnicze kalibru 8,8 cm, które można uznać za przodka późniejszego 8,8 cm FlaK L/56 (skrót L/56 opisuje długość działa i obejmuje zarówno 8,8 cm FlaK 18, 36 i 37). Czyli de facto, siejącego postrach niemieckiego działa zwanego „osiemdziesiątka ósemka”.

Przeciwlotnicze działo Kruppa 8,8 cm Flak 16. fotografia z 1918 roku.

.

Ukrywany rozwój

Po I wojnie światowej traktat wersalski poważnie ograniczył armię niemiecką w zakresie rozwoju i wprowadzania nowoczesnej broni. Jednak surowe warunki tego traktatu były podważane przez stronę niemiecką, a rozwój nowoczesnej broni trwał w tajemnicy. Pod koniec lat 20. XX wieku ponownie pojawiła się w Niemczech potrzeba rozwoju broni przeciwlotniczej, aby móc zapobiegać rosnącemu zagrożeniu z powietrza. Głównym wymogiem do opracowania armaty było zwalczanie wrogich samolotów rozpoznawczych i bombowych na średnich i dużych wysokościach (500 do 6000 m). Decyzja o zastosowaniu kalibru 8,8 cm do działa przeciwlotniczego była podyktowana względami praktycznymi.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Fu-Go - Papierowa broń interkontynentalna

Niedziela 5 Maja 1945 roku, las Gearhart Mountain w stanie Oregon, USA. 
Podstarzała furgonetka zatrzymała się ze zgrzytem hamulców na poboczu drogi. Dalej się jechać nie dało. Droga była zamknięta, trwały na niej właśnie prace remontowe. Pastor Archie Mitchell spojrzał  z uśmiechem w bok na swoja żonę, która śpiewała do wtóru z piątką dzieci siedzących na tylnej kanapie. 
- "Wysiadka! Musimy tutaj poszukać miejsca na piknik. Rozejrzyjcie się po okolicy a ja zaparkuję wóz."
Zarządził pastor. 
Cała szkółka niedzielna zaczęła się wysypywać z samochodu. Elsie wysiadała powoli podtrzymując swój brzuch. Była w 5 miesiącu ciąży. Wesoła gromadka dzieci w wieku od 11  do 14 lat, wygłupiając się zniknęła między drzewami. Żona pastora odwróciła się i pomachała do męża, a następnie podążyła za dzieciakami. 
Archie podjechał kawałek dalej i zatrzymał się tuż przed zaporą zamykającą przejazd. Wysiadając z samochodu krzyknął do robotników:
- Nie będzie przeszkadzał?"
- Niee! Niech stoi, tak jest OK."
Robotnik serdecznie uśmiechnął się do mężczyzny. Kiedy pastor wszedł między drzewa zobaczył całą grupkę stojącą wokół czegoś co leżało na ziemi. Jeden z chłopców klęczał właśnie i majstrował coś przy dziwnej metalowej obręczy. Elsie obróciła się i widząc męża zawołała:
- "Arch, patrz co znaleźliśmy!"
Złe przeczucie ogarnęło Mitchella, spiął się by podbiec do żony, właśnie otwierał usta by krzyknąć, że mają odejść na bok, zostawić w spokoju dziwne znalezisko. Słowa utknęły mu w krtani gdy wszyscy zniknęli w ognistej kuli wybuchu. Mężczyzna z krzykiem rzucił się w stronę gdzie jeszcze przed chwilą stała jego ciężarna żona. Marynarką i rękoma zaczął gasić płomienie, jednak dopiero gdy zaalarmowani eksplozją robotnicy drogowi przybyli mu z pomocą udało się zdusić ogień. 
Pięcioro dzieci, kobieta i nienarodzone dziecko zginęło od wybuchu japońskiej bomby. "Fu-Go" - Pastor Mitchell miał do końca swoich dni zapamiętać tą nazwę.  


Balon bombowy Fu-Go w locie.

Mieszkańcy Japonii pierwszej połowy XX wieku byli dumnym narodem, czerpiącym jeszcze z korzeni i honoru samurai. Dlatego gdy w 1942 roku podpułkownik James "Jimmy" Doollitle, wraz z 15 innymi bombowcami B-25 zbombardował Tokio, Japończycy poprzysięgli zemstę na Amerykanach. Ich celem stało się terytorium Stanów Zjednoczonych. Jednak kraj miał małe możliwości, nie posiadał już większości swoich lotniskowców, a z każdym mijającym dniem sytuacja cesarstwa na froncie robiła się coraz gorsza. Nadzieja na odwet pojawiła się 3 listopada 1944 roku. W tym dniu Japończycy wypuścili swój pierwszy interkontynentalny balon Fu-Go.

czwartek, 5 stycznia 2017

Broń chemiczna II Wojny Światowej - Bałtycka "puszka pandory"

Późnym popołudniem 2 grudnia 1943 roku, Leutnant Ziegler siedział za sterami swego Junkersa Ju 88 czekając na wylot. Na płycie lotniska w pobliżu Mediolanu silniki uruchomiły pozostałe samoloty. Po kilku chwilach jeden po drugim zaczęły wznosić się w powietrze. Kiedy maszyna Zieglera znalazła się na wysokości przelotowej, do grupy bombowców dołączyły inne, wznoszące się z okolicznych lotnisk. 96 samolotów Ju 88 Skierowało się na wschód. Niemiecki pilot od dłuższego czasu czuł, że sprawy na frontach nie zmierzają w dobrym kierunku. Jednak gdy nad Adriatykiem do grupy flotylli powietrznej dotarło ostatnie 9 Junkersów, startujących z lotniska w Jugosławii, znów poczuł siłę Luftwaffe i przez moment uwierzył w zwycięstwo Rzeszy. Czteroosobowe bombowce z Kampfgeschwader 54 i 76 zmieniły kurs na południe, a następnie z powrotem na zachód. Celem był włoski port w Bari, miejsce, gdzie alianci dostarczali zaopatrzenie dla 8. Armii, która niedawno wylądowała we Włoszech. 
Ziegler leciał jedną z trzech maszyn przewodniczych, miał za zadanie "oślepić" radary sprzymierzonych i zrzucić nad portem flary, by pozostałe Junkersy mogły dokonać dzieła zniszczenia. Dochodziła 19:25 i zmrok robił się coraz czarniejszy, gdy w zasięgu wzroku Niemca znalazł się zaskakujący widok. Jego oczom ukazał się jasno oświetlony port, jak na dłoni było widać 75 stojących w nim statków. Z szoku wyrwał go głos w słuchawkach
- "Düppel abwerfen!" (zrzucić dipole)
Z trzech Junkersów posypały się całe chmury aluminiowych pasków, wirujących w powietrzu i wolno opadających. Te tasiemki nazywane przez Anglików Windows, skutecznie zakłóciły pracę alianckich radarów. Maszyna Zeiglera, wraz z pozostałymi dwoma "przewodnikami" zaczęła krążyć nad portem na wysokości 3.000 metrów. Niemcy nie musieli rzucać flar, by oświetlić cele pozostałym bombowcom...
W basenie centralnym portu w Bari, na kotwicy stał drobnicowiec pod polską banderą. SS "Puck" regularnie pływał z zaopatrzeniem dla wojsk sprzymierzonych. Do włoskiego portu zawinął z częściami zamiennymi i silnikami dla okrętów alianckich. Gdy zaczęło robić się ciemno, polski marynarz stanął na pokładzie i przyglądał się gorączkowym pracom rozładunkowym przy molo. Port oświetlono by przyspieszyć prace rozładunkowe, Niemcy jakoś wydawali się tu odległym zagrożeniem. Wzrok Polaka padł na amerykańskie statki amunicyjne SS "John Moltey" i stojący tuż obok SS "John Harvey". Normalnie ładunek amunicji miał pierwszeństwo i przeładowywano go w pierwszej kolejności, jednak drugi transportowiec cumował już od 4 dni przy molo "Foraneo". 
"Dziwne"
Pomyślał marynarz. Nim jego myśli zdołały zmienić tor, usłyszał, a raczej wyczuł pomruk silników. Kiedy spojrzał w górę, dźwięk przybrał na sile i zmieszał się ze świstem spadających bomb. 
"To niemożliwe, Luftwaffe straciło przecież dominację w powietrzu... i gdzie jest obrona przeciwlotnicza"
Przebiegło marynarzowi przez głowę. W tym momencie potężna eksplozja rzuciła go na pokład. To SS "John Moltey" wyleciał w powietrze, niemiecka bomba doprowadziła do eksplozji wybuchowej zawartości ładowni statku. W przeciągu sekund doszło do reakcji łańcuchowej i pochłaniając kulą ognia kilka obok cumujących statków, eksplodował SS "John Harvey." Marynarz nie zdążył stanąć na nogi, kiedy kolejna bomba trafiła jego własną jednostkę. "Puck" szedł na dno z rozerwaną burtą.
Niemieckie samoloty zniknęły tak nagle jak się pojawiły, Polak siedział w szalupie ratunkowej i pomagał wyciągać rozbitków. Marszczył czoło od przykrego zapachu, jaki docierał do jego nosa.
"Ciekawe, który nażarł się czosnku?" 
Spytał sam siebie...
Po bombardowaniu do jednego z okolicznych szpitali zaczęto dostarczać rannych. Lekarz w białym kitlu biegał od jednego, umazanego olejem i ropą pacjenta, do drugiego. Większość z nich miała ślady poparzeń. Panował istny chaos. Kiedy po kilku godzinach wyczerpującej pracy medyk wrócił do jednego z lżej poparzonych, któremu kazał czekać, Zaniemówił. Pacjent był prawie nieprzytomny, a na jego skórze pojawiły się nowe oparzenia i patrzył na lekarza niewidzącymi oczami. Nim ten zdołał zebrać myśli, jego oczy zaczęły sprawiać problemy, a na własnych dłoniach zauważył bąble i ten zapach...
"Mój Boże, czyżby Niemcy zrzucili na nas iperyt?"
Pomyślał panicznie, nim osunął się w letargu na podłogę...


Płonące, alianckie statki transportowe we włoskim porcie Bari. 2 - 3 grudzień 1943 roku.

Co się stało w Bari? Czyżby Niemcy faktycznie użyli zakazanej broni chemicznej przeciwko transportowcom sprzymierzonych?

środa, 18 maja 2016

MG 42 - "Piła Hitlera"

6 czerwiec 1944 rok, wybrzeże Normandii.
Poranek jest zimny i szary, amerykańscy G.I. kulą się w ciasnym wnętrzu łodzi desantowej. Ktoś zwymiotował, trudno określić czy ze strachu, czy z powodu choroby morskiej. Pomiędzy 40 żołnierzami, nad skrzynkami z amunicją pochyla się 19 letni private David Silva. Łódź desantowa podskakuje na wzburzonych falach wywołując zawroty głowy. Jednak nie to jest najgorsze. David dobrze słyszy narastające odgłosy, dochodzące od strony wybrzeża. Wybuchy i strzały, nad nimi jednak góruje przeraźliwy dźwięk. Niczym zasuwanie zamka błyskawicznego, lub cięcie piłą tarczową. To z rzadka przerywany ogień niemieckiego MG 42. Privat Silva niczym mantrę powtarza w głowie instrukcje:
"Po opadnięciu rampy jak najszybciej wybiec z łodzi i szukać schronienia na plaży."
Kule bębnią po burtach łodzi, cześć z nich przebija pokryte cienką warstwą metalu drewno. Żołnierze przykucają by uniknąć rykoszetujących pocisków. Nagle barka wbija się w plaże "Omaha", a klapa opada. Amerykanie podrywają się do biegu. Pierwszy szereg, zamiast zbiec po trapie, wpada do wnętrza łodzi pchnięty pociskami niemieckiego karabinu maszynowego. Kiedy David w końcu przedziera się przez zabitych i rannych, wskakując do wody, na powitanie ukazują mu się setki ciał porozrzucanych na plaży i unoszących się na wodzie. On jednak biegnie, nawet kiedy trzy kule, nieustannie plującego MG 42, ranią go w nogę i plecy, nie przestaje biec. Wie, że biegnie o swoje życie.  
O świcie 6 czerwca, 21 letni strzelec Heinrich Severloch leży w swojej kryjówce na zboczu wznoszącym się nad plażą nieopodal Colleville-sur-mer. Alianckie okręty i bombowce zrzucają setki ton bomb i pocisków na umocnienia obronne. Widerstandsnest 62 wychodzi z tego bez szwanku. Większość eksploduje kilka, kilkanaście metrów za pozycjami Niemców. Nagle następuje cisza. Severloch wie, że przerwano ogień ze względu na jednostki desantowe. Pociąga za zamek swojego MG 42 i wytęża wzrok. O godzinie 6:30 pojawia się pierwsza fala łodzi desantowych, takich fal miało być jeszcze 10. Kiedy tylko opadają "dzioby" statków, Heinrich otwiera ogień do bezosobowej, wylewającej się z wnętrza barek, ludzkiej masy. Pociski jego MG zbierają krwawe żniwo. Karabin prowadzi nieustanny ostrzał prawie przez 8 godzin. Oficer co jakiś czas donosi amunicję, którą Severloch posyła w stronę wroga. Z czasem zaczyna dostrzegać na plaży ludzi z krwi i kości, ludzi których on rani, lub zabija. Ich twarze mają mu towarzyszyć już do końca życia. Jednym z nich jest private David Silva. Severloch jednak nie przerywa ognia, rozkaz jest jasny:
"Utrzymać pozycję za wszelką cenę!"
Poza tym wie, że Amerykanie nie zawahają się przed zabiciem go. Heinrich Severloch prowadzi ogień do końca. Kiedy zużył całą amunicję, co najmniej 12.000 pocisków, strzela ze swojego karabinu. O 15:30, na rozkaz oficera, jako ostatni opuszcza stanowisko 62. Według własnych relacji, tylko jego MG 42 zabija lub rani nie mniej niż 2 tysiące żołnierzy lądujących na plaży "Omaha."  Wydaje się to jednak nieco przesadzonym szacunkiem.
* Tekst na podstawie wspomnień Davida Silva i Heinricha Severloch.        

Stanowisko MG42 na normandzkiej plaży. 6 czerwiec 1944 rok.

Jeśli chodzi o najlepszy karabin maszynowy okresu II Wojny Światowej, odpowiedź jest prosta; MG 42. Broń ta wyprzedzała znacznie swoich konkurentów, i była używana przez Bundeswehrę w niezmienionej formie, do lat 50 pod zmienioną nazwą MG1. Do dzisiaj niemieckie karabiny maszynowe używane przez wojsko, MG3 nie różnią się wiele od pierwowzoru z lat wojny.

sobota, 28 listopada 2015

wz.35 "Ur." - Dziadek do pancernych orzechów

W roku 1935 został wprowadzony w życie program modernizacji Wojska Polskiego. Był on wymuszony wysiłkiem zbrojeniowym naszych sąsiadów, czyli III Rzeszy i ZSRR. Jednym z ważniejszych punktów reformy, była broń przeciwpancerna. Ponieważ potencjalni agresorzy rozbudowywali swoje armie o czołgi i pojazdy opancerzone, stało się koniecznym aby Wojsko Polskie na niższym szczeblu taktycznym, jak kompanie piechoty i plutony kawalerii, dysponowały środkami zapobiegawczymi. Do tej pory Polska nie dysponowała żadną wyspecjalizowaną bronią przeciwpancerną, a we wrześniu `39 główną rolę odgrywały działka i działa polskiej artylerii. 1 sierpnia 1935 roku, na mocy uchwały Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu, podjęto decyzję o przyjęciu na stan armii polskiej karabinu przeciwpancernego wzór 35.

Karabin przeciwpancerny wzór 1935 Ur.


Historia tej broni zaczyna się w 1929 roku w Niemczech. Hermann Gerlich pracował nad pociskiem obdarzonym wysoką prędkością początkową, Chciał wynaleźć broń specjalnie do polowań na afrykańskich równinach. W trakcie prób z karabinem Halger okazało się, że pocisk może być stosowany w celach militarnych, mianowicie przebijał stalowe płyty.

sobota, 7 listopada 2015

Gaz bojowy - Śmierć w okopach

Broń chemiczna, lub jak kto woli gazy bojowe, na szeroką skalę były stosowane w trakcie walk pierwszej wojny światowej. Zaskakujący jest jednak fakt, iż po raz pierwszy broni chemicznej użyto w 256 roku. W III wieku naszej ery perskie wojska Szapura I oblegały rzymską twierdzę Dura-Europos, leżącą nad Eufratem, na terenach dzisiejszej Syrii. Persowie specjalizowali się w sztuce zdobywania miast. Ich tajemnicą były podkopy. Żołnierze drążyli tunele pod murami obronnymi by je w ten sposób zawalić.
Rzymski garnizon stał w najwyższej gotowości, od kilku dni było słychać pracujących pod ziemią Persów. Legioniści dostali rozkaz wykopania własnego tunelu i "przechwycenia" napastnika. Około 20 Rzymian stało u wejścia do sztolni. Na komendę ruszyli w czeluści wykopu. Tunel biegł początkowo łagodnym spadem, co kilka kroków trzeba było omijać drewniany stempel podpierający niewysoką powałę. Po przebyciu około 20 metrów tunel się kończył, żołnierze przykucnęli i chwile nasłuchiwali. Persowie byli pod nimi, w tej sytuacji zaczęli przebijać się prawie pionowo w dół, by doprowadzić do przecięcia się tuneli. Korytarz miał niecałe 2 metry szerokości, więc prace szły mozolnie. W końcu cześć podłogi runęła w dół tworząc zejście do perskiego podkopu. Nagle w ich stronę buchnęły kłęby dymu. Rzymianie nie zdążyli zawrócić, w ciągu kilku sekund stracili przytomność, śmierć nastąpiła chwilę później. Persowie słysząc jak legioniści zaczynają się przebijać zastawili na nich pułapkę. Rozpalili ogień i rzucili do niego bitum oraz siarkę, dzięki różnicy wysokości duszący gaz uniósł się w stronę Rzymian, zmieniając się w ich płucach w żrący kwas.    

Szczątki zagazowanego legionisty rzymskiego wydobyte przez archeologów. Obrońca twierdzy Dura-Europos padł ofiarą "Perskiego Gazu" w 256 roku ne.


Czym jest jednak 20 rzymskich legionistów w porównaniu z setkami tysięcy zagazowanych żołnierzy w trakcie Wielkiej Wojny. Kiedy "Perski Gaz" został już dawno zapomniany, na pomysł by zastosować opary chemiczne jako broń masowego rażenia wpadli Niemcy.