Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artyleria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artyleria. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 lutego 2023
Acht koma Acht - Działo (nie tylko) przeciwlotnicze
Pierwsza wojna światowa stanowi punkt zwrotny w historii świata. Początki tego, co było już widoczne podczas wojny secesyjnej w USA i wojny 1870/71, miały ogromny wpływ na ten nowy konflikt: zdolność przemysłowa stron biorących udział w wojnie zdeterminowała charakter, czas trwania i jej wynik. Szybki rozwój technologii zbrojeniowej podczas I wojny światowej wniósł na pole bitwy wiele innowacji technicznych, w tym nowoczesne rozwiązania, takie jak opancerzone wozy bojowe i samoloty. Ataki z powietrza zaczynały być postrzegane jako potencjalne zagrożenie. Pierwsze działa do obrony przed francuskimi balonami zostały opracowane 40 lat przed II wojną światową. W ten sposób przed 1910 rokiem powstały działa przeciwlotnicze o kalibrze 7,5 cm. W 1916 roku Krupp opracował działo przeciwlotnicze kalibru 8,8 cm, które można uznać za przodka późniejszego 8,8 cm FlaK L/56 (skrót L/56 opisuje długość działa i obejmuje zarówno 8,8 cm FlaK 18, 36 i 37). Czyli de facto, siejącego postrach niemieckiego działa zwanego „osiemdziesiątka ósemka”.
sobota, 16 kwietnia 2016
Bateria imienia Heliodora Laskowskiego - Ostatni szaniec
Polscy marynarze patrzyli jak do portu na Helu wpływają niemieckie okręty. Stali bez słowa z kamiennymi twarzami. Jednak nie czuli się pokonani, wróg nie zdołał zdobyć półwyspu pomimo wielokrotnych prób od strony lądu, morza i powietrza. Był 2 Października 1939 roku, około godziny 10. Dzień wcześniej dowództwo obrony Helu podpisało akt honorowej kapitulacji, w obliczu bezcelowości prowadzenia dalszego oporu. Oni jednak chcieli walczyć dalej, oni - załoga Baterii Cyplowej nr 31. Jeden z marynarzy spojrzał tęskno w stronę gdzie Bałtyk dotykał nieba. Myślał o swoich towarzyszach służących na polskich jednostkach, którzy otrzymali pozwolenie na ucieczkę. Dla nich walka jeszcze się nie skończyła.
Żołnierze stali niczym do apelu, kiedy nadjechały hitlerowskie samochody. Naziści wyskakiwali z ciężarówek, z jednego z aut wysiadło kilku niemieckich oficerów. Polscy marynarze spojrzeli na swojego kapitana w nienagannie przywdzianym mundurze, pomimo lewej ręki na temblaku. Jego opanowanie i dumny wyraz twarzy uspokoił ich. Kapitan Zbigniew Przybyszewski, to on potrafił w chwilach zwątpienia i wyczerpania, swoja osobą podnieść na duchu obrońców Helu. Osobiście kierował ogniem baterii z jednego ze stanowisk ogniowych, gdzie zresztą został ranny. Jednak nawet to nie powstrzymało go od dalszej walki. Teraz Niemiec podszedł do dowódcy helskiej baterii i zasalutował. Następnie zaproponował papierosa, wyciągając w stronę Polaka srebrną papierośnicę. Przybyszewski energicznie potrząsnął głową, szum aprobaty przeszedł przez polskie szeregi. Hitlerowiec zmieszał się nieco, zlustrował polskie oddziały i po chwili patrząc na swego adwersarza, w typowy pruski sposób zażądał:
"Zdać broń!"
Najwidoczniej nie starczyło mu rycerskości by zdobyć się na honorowy gest, który symbolicznie pozwalał pokonanym oficerom zatrzymać ich "białą broń". Kapitan Przybyszewski wystąpił z szeregu z pobladłą twarzą i zaciskając szczęki niewprawnie, jedną ręką odpinał kordzik. Niemiecki oficer wyciągnął rękę, kiedy ranny wreszcie wypiął sztylet, by mu go odebrać. Ten jednak wyminął Niemca i podszedł do nabrzeża. Z rozmachem cisnął swój paradny oręż w fale Bałtyku, dla jego żołnierzy ten gest znaczył więcej niż wszelkie słowa. Ktoś zaintonował: "Jeszcze Polska nie zginęła..." Niepokonani bohaterowie z Helu szli w niewolę śpiewając hymn narodowy.
Żołnierze stali niczym do apelu, kiedy nadjechały hitlerowskie samochody. Naziści wyskakiwali z ciężarówek, z jednego z aut wysiadło kilku niemieckich oficerów. Polscy marynarze spojrzeli na swojego kapitana w nienagannie przywdzianym mundurze, pomimo lewej ręki na temblaku. Jego opanowanie i dumny wyraz twarzy uspokoił ich. Kapitan Zbigniew Przybyszewski, to on potrafił w chwilach zwątpienia i wyczerpania, swoja osobą podnieść na duchu obrońców Helu. Osobiście kierował ogniem baterii z jednego ze stanowisk ogniowych, gdzie zresztą został ranny. Jednak nawet to nie powstrzymało go od dalszej walki. Teraz Niemiec podszedł do dowódcy helskiej baterii i zasalutował. Następnie zaproponował papierosa, wyciągając w stronę Polaka srebrną papierośnicę. Przybyszewski energicznie potrząsnął głową, szum aprobaty przeszedł przez polskie szeregi. Hitlerowiec zmieszał się nieco, zlustrował polskie oddziały i po chwili patrząc na swego adwersarza, w typowy pruski sposób zażądał:
"Zdać broń!"
Najwidoczniej nie starczyło mu rycerskości by zdobyć się na honorowy gest, który symbolicznie pozwalał pokonanym oficerom zatrzymać ich "białą broń". Kapitan Przybyszewski wystąpił z szeregu z pobladłą twarzą i zaciskając szczęki niewprawnie, jedną ręką odpinał kordzik. Niemiecki oficer wyciągnął rękę, kiedy ranny wreszcie wypiął sztylet, by mu go odebrać. Ten jednak wyminął Niemca i podszedł do nabrzeża. Z rozmachem cisnął swój paradny oręż w fale Bałtyku, dla jego żołnierzy ten gest znaczył więcej niż wszelkie słowa. Ktoś zaintonował: "Jeszcze Polska nie zginęła..." Niepokonani bohaterowie z Helu szli w niewolę śpiewając hymn narodowy.
*Tekst na podstawie opisów żołnierzy i oficerów baterii helskiej, jak również samego komandora Zbigniewa Przybyszewskiego.
Tak skończyła się walka ostatniej polskiej placówki obronnej w 1939 roku. To aby Hel mógł bronić się kiedy skapitulowała już Warszawa, kiedy większość oddziałów polskich została albo rozbita przez niemiecko-sowieckich agresorów, albo przeszła do Rumunii i na Węgry. Było w większości zasługą bohaterskiej postawy żołnierzy i skuteczności 4 dział, jak również ludzi, którzy umożliwili ich ustawienie i wprawnie dowodzili baterią. Bateria nadbrzeżna nr 31 imienia Heliodora Laskowskiego była największą i najnowocześniejszą w Drugiej Rzeczpospolitej. Oto jej krótka historia i historia ludzi z nią związanych.
Etykiety:
artyleria,
II wojna światowa,
Kampania wrześniowa,
Laskowski,
Polska
niedziela, 31 stycznia 2016
Katiusza - "Organy Stalina"
Kilku żołnierzy Wehrmachtu kuliło się w wykopanej przez siebie, w zamarzniętej ziemi jamie. Spoglądali nerwowo w niebo zaciskając kurczowo palce na kolbach karabinów. Jeden z nich spoglądał przez lornetkę w stronę ruin kamienic Stalingradu, powalonych wybuchami. Dziwiło go, że od kilkudziesięciu minut nie zauważył żadnego ruchu. Jeszcze przed kilkoma chwilami, czerwonoarmiści strzelali w ich kierunku. Jednak stanowisko MG34, które znajdowało się kilka metrów na prawo, skutecznie odstraszało wroga.
W pewnym momencie od wschodu rozległ się nieopisany jazgot i w ułamku sekundy ziemią wstrząsnęły kolejne wybuchy. Gniazdo karabinu maszynowego zniknęło w kuli ognia i nie pozostało po nim nic, poza dymiącą, czarną dziurą. Ostrzał katiusz nie ustawał. Stacjonujące po drugiej stronie Wołgi "Organy Stalina" bezkarnie siały spustoszenie, na niemieckich pozycjach. Młody oficer zrozumiał, dlaczego sowieci cofnęli się w głąb swoich pozycji. Wyrzutnie rakietowe nie były zbyt celne, za to śmiertelnie groźne. Żołnierze nie wytrzymywali wycia, podobnego do jęków jakie wydawały nadlatujące pociski. Wielu z nich wyskakiwało z kryjówek i biegło bez celu w objęcia śmierci. Nikogo nie dziwił fakt, iż jego towarzysze odchodzą od zmysłów w strachu przed kolejnym atakiem rakietowym. Zdarzało się, że w przeciągu tych kliku, kilkunastu sekund, kiedy spadały setki radzieckich pocisków, ludzie kompletnie siwieli.
"Katiusza" to popularna nazwa rosyjskich wyrzutni rakietowych BM-8, BM-13 i BM-31. Katiusza to zdrobnienie rosyjskiego imienia Jekatierina, które to też nosiła popularna piosenka, mówiąca o tęsknocie dziewczyny do ukochanego na froncie. Pieśnią tą dodawali sobie otuchy wszyscy czerwonoarmiści. Niemcy jednak mieli nieco inną nazwę dla tej broni, nazywali ją "Stalinorgel", czyli "Organy Stalina". To z powodu przerażającego dźwięku jakie wydawały wystrzeliwane pociski, przypominającego Jazgot lub jęk.
W pewnym momencie od wschodu rozległ się nieopisany jazgot i w ułamku sekundy ziemią wstrząsnęły kolejne wybuchy. Gniazdo karabinu maszynowego zniknęło w kuli ognia i nie pozostało po nim nic, poza dymiącą, czarną dziurą. Ostrzał katiusz nie ustawał. Stacjonujące po drugiej stronie Wołgi "Organy Stalina" bezkarnie siały spustoszenie, na niemieckich pozycjach. Młody oficer zrozumiał, dlaczego sowieci cofnęli się w głąb swoich pozycji. Wyrzutnie rakietowe nie były zbyt celne, za to śmiertelnie groźne. Żołnierze nie wytrzymywali wycia, podobnego do jęków jakie wydawały nadlatujące pociski. Wielu z nich wyskakiwało z kryjówek i biegło bez celu w objęcia śmierci. Nikogo nie dziwił fakt, iż jego towarzysze odchodzą od zmysłów w strachu przed kolejnym atakiem rakietowym. Zdarzało się, że w przeciągu tych kliku, kilkunastu sekund, kiedy spadały setki radzieckich pocisków, ludzie kompletnie siwieli.
![]() |
| Katiusze BM-13 i BM-8 ostrzeliwują niemieckie pozycje pod Stalingradem. Październik 1942 rok. |
"Katiusza" to popularna nazwa rosyjskich wyrzutni rakietowych BM-8, BM-13 i BM-31. Katiusza to zdrobnienie rosyjskiego imienia Jekatierina, które to też nosiła popularna piosenka, mówiąca o tęsknocie dziewczyny do ukochanego na froncie. Pieśnią tą dodawali sobie otuchy wszyscy czerwonoarmiści. Niemcy jednak mieli nieco inną nazwę dla tej broni, nazywali ją "Stalinorgel", czyli "Organy Stalina". To z powodu przerażającego dźwięku jakie wydawały wystrzeliwane pociski, przypominającego Jazgot lub jęk.
sobota, 13 czerwca 2015
Bateria "Lindemann" - Z Polski nad Atlantyk
Bateria "Lindemann" była jedną z trzech najpotężniejszych baterii Wału Atlantyckiego, wyposażona w trzy działa kalibru 406mm typu C/34 Schnelladekanone. Jednak nim armaty znalazły się na plaży Francji niedaleko Calais znajdowały się na Helu i nosiły nazwę "Schleswig-Holstein". Jak do tego doszło? Podczas Kampanii Wrześniowej na Helu znajdowała się bateria Heliodora Laskowskiego, paraliżowała ona do końca walk obronnych Polski, ruchy wojsk niemieckich. Skutecznie opierając się atakom samolotów i pancerników.
Uświadomiło to Niemcom jak dużą rolę mogą odgrywać dobrze usytuowane działa nadbrzeżne. W 1940
![]() |
| Jedno z dział Baterii "Schleswig-Holstein" umieszczonych na półwyspie Helskim w 1940 roku |
Uświadomiło to Niemcom jak dużą rolę mogą odgrywać dobrze usytuowane działa nadbrzeżne. W 1940
piątek, 29 maja 2015
"Gruba Berta" - Ciężki argument
"Gruba Berta", to potoczne określenie ciężkiego moździerza oblężniczego z okresu I wojny światowej. Nazwą "uhonorowano" żonę producenta. Zakłady Kruppa wytwarzały go w Essen, a oficjalna nazwa brzmaiała M-Gerät. Pierwsze próby zostały przeprowadzone na poligonie zakładów w Meppen. Testy były nader zadowalające, pociski kalibru 420mm miały zasięg 15km i były w stanie przebić wszystkie umocnienia i ściany fortów tamtego okresu. Ściany bunkrów o grubości do 2,5m musiały uznać wyższość tej broni, tak samo jak 300mm pancerz. Jeden pocisk ważył 930Kg, a "Berta" w ciągu godziny była w stanie wystrzelić ich 10.
Moździerz był produkowany w dwóch wersjach, stacjonarnej oznaczonej jako typ Gamma wz 12 i ciągniętej typ M wz 14. Najbardziej problematyczny był jednak transport.
![]() |
| Pocisk do niemieckiego moździerza oblężniczego "Gruba Berta" kaliber 420mm |
Moździerz był produkowany w dwóch wersjach, stacjonarnej oznaczonej jako typ Gamma wz 12 i ciągniętej typ M wz 14. Najbardziej problematyczny był jednak transport.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




