Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2026

"Gomorrah" - Gdy zapłonął Hamburg

 

Sobotnia noc 24 lipca 1943 roku była czarna i cicha. W kabinie Halifaxa tą ciszę zagłuszały jednak 4 olbrzymie silniki, które pracowały bez przerwy już od kilku godzin. Flight Lieutenant John Petrie-Andrews siedział za sterami maszyny i w skupieniu trzymał ją na kursie wskazywanym przez nawigatora. Księżyc, którego połówka tarczy przebijała się przez wysokie chmury, zaglądał od czasu do czasu do kabiny brytyjskiego bombowca. John znał cel… Hamburg. Więcej nie dowiedział się na odprawie na lotnisku Graveley przed wylotem, więcej go też nie interesowało. Wiedział, że znajdują się tam stocznie i rejony przemysłowe. Na mapie był po prostu zaznaczony punkt i tam zamierzali zrzucić swój zabójczy ładunek. John wyjrzał przez szyby kabiny na pozostałe, towarzyszące mu bombowce. Były wszędzie, 800 maszyn Royal Air Force wolno sunęło przez nocne niebo ku wyznaczonemu celowi.

 

Brytyjski bombowiec na tle płonącego Hamburga. Lipiec 1943 roku.

Gdy zaczęło się piekło, Alwin Bellmann był na swoim stanowisku, przy jednym z dział FlaK baterii przeciwlotniczej na rzece Alster. Nad miastem pojawiły się nagle setki wrogich bombowców, których radiowe urządzenia namierzające po prostu nie widziały. Basowe dudnienie i sylwetki samolotów przemykające przez smugi reflektorów wycelowanych w ciemne niebo, udowadniały jednak, że urządzenia się mylą. Na jego stanowisku zawrzało, towarzysze zaczęli gorączkowo kręcić korbami, próbując ustawić FlaK na cel przy pomocy optycznych celowników. Ktoś krzyknął, by Alwin się wreszcie ruszył i zaczął podawać amunicję.

środa, 20 maja 2026

"Swordfish", czyli torpedowa siatka na zakupy

Chociaż ten bombowiec torpedowy Brytyjskiej Marynarki Wojennej był współczesny Spitfire'owi, był już przestarzały w momencie wejścia do służby jesienią 1938 roku. Mimo to zatopił większy tonaż statków niż jakikolwiek inny bombowiec torpedowy podczas tej wojny. Nawiasem mówiąc, okazał się lepszy od maszyny, która miała go zastąpić.



Fairey Swordfish


„Stringbag” („siatka na zakupy”) tak kpiąco nazywany był przez żołnierzy „Swordfish”. Lotnicy mieli na myśli jego osobliwy wygląd, jednak ten pseudonim tak naprawdę podkreślał jego elastyczność w zakresie przenoszonych ładunków. Załogi z czasem, używając tego określenia, wyrażały uznanie dla zdolności „upchania” w nim szerokiej gamy nieporęcznego sprzętu tak jak w elastycznej torbie na zakupy. Jako bombowiec torpedowy na pokładzie lotniskowca był również łatwy w obsłudze. Udawało mu się nawet wystartować bez konieczności ustawiania lotniskowca pod wiatr. „Swordfish” dobrze radził sobie też na wzburzonym morzu.

piątek, 24 listopada 2023

Gaz bojowy - Śmierć w okopach (Podcast)

Na początku wielkiej wojny zarówno Francuzi jak i Niemcy dysponowali, zakazaną przez deklaracje haską, bronią chemiczną - głównie środkami drażniącymi. Pierwszy atak chemiczny na większą skalę został przeprowadzony 17 października 1914 roku w okolicach Neuve-Chapelle we Francji. Niemcy w ramach wsparcia dla piechoty, ostrzelali pozycje anglików szrapnelami wypełnionymi gazem łzawiącym. Około 3.000 pocisków 105mm wypełnionych O-dianizyną spadło na alianckie pozycje. Atak był tak dalece nieudany, iż ostrzelani żołnierze nawet nie zauważyli obecności gazu, a o jego zastosowaniu dowiedzieli się dopiero po wojnie. Prawdopodobnie Francuzi użyli gazów drażniących przeciwko Niemcom jeszcze wcześniej, bo już w sierpniu. Jednak tego incydentu również nie odnotowano i w przeciwieństwie do Niemców, początkowo porzucili dalsze próby.





 

wtorek, 24 października 2023

Kaiserschlacht 1918 - Ostateczne rozstrzygnięcie

21 marca 1918 rozpoczyna się operacja „Michael”. Główna ofensywa ma na celu wymuszenie decydującego przełomu przeciwko aliantom (lub jak kto woli Entencie). Niemieckie dowództwo wie, jeśli atak się nie powiedzie, konsekwencje będą druzgocące…


Niemieccy żołnierze w trakcie ofensywy "Michael" w 1918 roku.


Bez zdecydowanego zwycięstwa nie można usprawiedliwić ani ekstremalnie wysokich strat wojennych, ani wyegzekwować żądań polityczno-terytorialnych, które były postrzegane jako niezbędne elementy dla przyszłości Rzeszy Niemieckiej jako mocarstwa światowego. Takie było głębokie przekonanie niemieckiego kierownictwa wojskowego, a Kaiser Wilhelm II bez zastrzeżeń zgadzał się w tej kwestii ze swoimi doradcami wojskowymi. W rzeczywistości warunki militarne państw centralnych w czwartym roku wojny były korzystniejsze niż w jakimkolwiek poprzednim. Na wschodzie można było w długich negocjacjach dyktować pokonanemu przeciwnikowi daleko idące warunki pokojowe. W międzyczasie Rumuni musieli złożyć broń na Bałkanach. Przy wsparciu Niemców, jesienią 1917 roku zastygły przez lata w miejscu front Isonzo został ostatecznie przełamany, a Włosi ponieśli ciężką porażkę. Oznaczało to, że niemieccy sojusznicy byli na razie zabezpieczeni pod względem militarnym na wszystkich frontach. Ponadto po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny strona niemiecka z 1,4 milionami żołnierzy miała przynajmniej chwilową przewagę na froncie zachodnim.

środa, 27 września 2023

"Ark Royal" - Sukcesy zwieńczone porażką

Kiedy 14 listopada 1941 roku, trafiony dzień wcześniej torpedą z U 81, HMS „Ark Royal” wywrócił się stępką do góry i zatonął, Admiralicja brytyjska pogrążyła się w żałobie.
Strata mocno uderzyła w Royal Navy, admirał James Somerville, dowódca Force H, powiedział z perspektywy czasu:

»Jeśli nie było w pobliżu Ark Royal, czułem się jak ślepy żebrak bez psa.«

Prawie żaden inny okręt wojenny nie brał udziału w tylu przedsięwzięciach, co ten brytyjski lotniskowiec. Można by tu wyliczyć, chociażby polowanie na Pancernik „Admiral Graf Spee”, Patrole w rejonie Norweskim i przeciwko flocie francuskiej u wybrzeży Al-Marsa al-Kabir w 1940 roku, nie wspominając już o udziale w batalii z Bismarckiem i bitwami konwojów u wybrzeży Malty.


HMS "Ark Royal" około 1939 roku.


Ten typ okrętów długo nie był jednak doceniany przez Brytyjczyków. Po I wojnie światowej Royal Navy początkowo nie przywiązywała wagi do roli lotniskowców, jaką miały później faktycznie odegrać. Trzymając się klasycznego pomysłu pancernika, brytyjskie dowództwo marynarki zaniedbało aspekt samolotów startujących z lotniskowców, zwłaszcza że Królewskie Siły Powietrzne również nie widziały w tym celu. Dlaczego RAF miał mieć coś wspólnego z lotniskowcami? A dlatego, że lotnicy marynarki wojennej, niepopularni w latach dwudziestych, znajdowali się w tamtym okresie pod ich dowództwem. Dopiero gdy admirał Reginald Henderson, jako przedstawiciel innowacyjnych podejść do wojny morskiej, zaczął promować utworzenie „Fleet Air Arm” i budowę lotniskowców, konserwatywne struktury kierownictwa Marynarki Wojennej zaczęły nieco ustępować. Henderson w końcu jako „Rear admiral” od 1931 roku dowodził brytyjskimi lotniskowcami, a w 1934 został „Third Sea Lord and Controller of the Navy” – wyraźny znak, że również na wyspach znaczenie lotniskowców w ogólnej koncepcji zaczęło być stopniowo traktowane na poważnie.

niedziela, 17 września 2023

Jak Polska została "zdradzona" - Piłsudski, Beck i gwaranci polskiej suwerenności w tańcu z Hitlerem i Stalinem

27 stycznia 1934 roku londyński „Daily Mail” napisał:

»To, czego dokonali Hitler i Piłsudski, wydaje się niemal cudem«.

A cóż takiego oni zrobili? Rzesza i Polska podpisały dziesięcioletni pakt o nieagresji, dla Hitlera było to pierwsze spektakularne osiągnięcie dyplomatyczne od chwili objęcia władzy. Teraz tylko niepoprawni sceptycy, mogli wątpić w dążenie do pokoju niemieckiego kanclerza. W „Daily Express” napisano, że dziesięcioletni pakt Hitlera ma niezwykle ważne znaczenie. „Daily Telegraph” natomiast uznał to za najważniejszy wkład narodowosocjalistycznych Niemiec w zapewnienie pokoju w Europie. Pięć i pół roku później, 3 września 1939 roku, Anglia wypowiedziała wojnę Rzeszy za zerwanie owego traktatu i napaść na Polskę. Atak Hitlera na Polskę był skierowany przeciwko państwu, które utraciło niepodległość pod rządami carycy Katarzyny II w XVIII wieku i odzyskało ją dopiero w 1918 roku.
W tamtym czasie, ze względu na niestabilne warunki wojna mogłaby wybuchnąć i bez Hitlera, z innych powodów. Ta jednak wybuchła, bo Polska po prostu stanęła na drodze szalonym marzeniom Hitlera o przestrzeni życiowej na wschodzie. Kraj, który wyrósł z niczego po klęsce jego zaborców w pierwszej wielkiej wojnie. Powstająca nowa Polska znalazła się pod punktem 13. wśród 14-punktowej listy Wilsona, z własnym dostępem do morza. W 1918 roku Polsce trafiły się „soczyste kąski” Niemiec. Amputowana Rzesza Niemiecka uważała tę cesję terytorium na rzecz Polski za najgorszą ze wszystkich okrucieństw terytorialnych i etnicznych, jaka została jej wyrządzona. Nic innego nie pozwoliłoby Hitlerowi tak porwać swoich rodaków, jak hańba polskiego korytarza do morza, przez terytorium Prusko-niemieckie, i „rabunek” obszaru przemysłowego — Wschodniego Górnego Śląska z 225 tysiącami Niemców i najcenniejszych zasobów mineralnych.


Warszawa, 13 czerwca 1934 roku. Joseph Goebbels na spotkaniu z marszałkiem Józefem Piłsudskim. Towarzyszą im: Józef Beck (pierwszy z prawej) i Hans Adolf Graf von Moltke (pierwszy z lewej). 


Nigdzie w Europie mapa nie uwidaczniała takich niespójności, jak w przypadku miasta Gdańsk, które w oczach Niemców dlatego tylko przestało do nich należeć, ponieważ Polska potrzebowała portu. Propagandysta Hitler nazwał traktat wersalski „narzędziem nadmiernego szantażu i najbardziej haniebnego upokorzenia”.

sobota, 5 sierpnia 2023

Największa mistyfikacja II wojny światowej (Podcast)

Zapraszam do obejrzenia filmu zrealizowanego wspólnie z serwisem Historia jakiej nie znacie.   

Mistyfikacja, rosyjska maskirowka, rozsiewanie fake newsów, dezorientacja, wprowadzanie wroga w błąd i działanie z użyciem podstępu to historia starsza niż operacje wojskowe XX wieku.
W dzisiejszym odcinku o tym, jak alianci zapewnili sobie bezpieczne lądowanie na Sycylii, które było największą i najbardziej skuteczną operacją amfibijną II wojny światowej, pod względem zaangażowanych sił, znacznie większą niż późniejsza operacja "Overlord". Brytyjczycy zdobyli Syrakuzy praktycznie bez walki. Strategiczne cele, jakimi było otwarcie Morza Śródziemnego i wyeliminowanie Włoch z wojny, zostały osiągnięte. Wszystko dzięki umiejętnemu wyborowi miejsca akcji. Miejsca którego nie spodziewali się Niemcy. Hitler jeszcze dwa tygodnie po wylądowaniu Aliantów na Sycylii nadal uważał, że jest to jedynie ich zasłona dymna, a główny cios zaraz spadnie na Grecję.
W odcinku będzie również mowa o "Armii Duchów" jak i pracy kontrwywiadu przed operacją lądowania w Normandii. Zapraszam.



czwartek, 18 maja 2023

Monte Cassino - Janusowe oblicze bitwy o klasztor

Czternaście lat po zakończeniu zaciekłych walk o Monte Cassino w 1944 roku, w Republice Federalnej Niemiec na ekrany kin wszedł nowy film. Nosi tytuł „Zielone diabły z Monte Cassino” w reżyserii: Haralda Reinla. Film opowiada o bitwach o Monte Cassino i w jego okolicach. Głównie koncentruje się jednak na wydarzeniach, związanych z jak to jest określone, „ewakuacją ważnych dóbr kultury z klasztoru” przez niemieckiego oficera, na krótko przed tym, jak ponad tysiącletnie opactwo benedyktynów zostało obrócone w gruzy przez alianckie bombowce. Nie ulega wątpliwości, że członkowie Wehrmachtu, a przede wszystkim Oberstleutnant Julius Schlegel, zainicjowali i przeprowadzili akcję, która w rezultacie przyczyniła się do uratowania ważnych dzieł sztuki i skarbów kultury z zespołu klasztornego. Dziś jednak krytycy zarzucają temu filmowi, który kręcono z udziałem weteranów wojennych, że ma za zadanie przede wszystkim rehabilitację żołnierzy niemieckich.Z perspektywy czasu i po lekturze wielu niemieckich opracowań na temat walk o Mnonte Cassino odnoszę wrażenie, że niewiele się zmieniło w tym temacie.


Plutonowy Emil Czech odgrywa Hejnał Mariacki na ruinach klasztoru. 18 Maja 1944 roku.


W polskiej świadomości Monte Cassino zajmuje sporą przestrzeń i chyba każdy Polak zna żołnierskie poświęcenie tamtych dni, kaprala Wojtka, oraz czerwone maki. Tym razem, właśnie z tego powodu, chciałbym spojrzeć na bitwę o klasztor z perspektywy „innych”. Ponieważ okazuje się, że Niemcy, czy większość nacji biorących udział w tej bitwie, widzą ją nieco inaczej.

czwartek, 30 marca 2023

Kiautschou - Niemiecka kolonia w Chinach i oblężenie Tsingtau

W 1897 roku zamordowano w Chinach dwóch misjonarzy ze zgromadzenia Werbistów. Był to pożądany pretekst dla Niemiec do wysunięcia żądań w kierunku chińskiego imperium — wzorem innych mocarstw XIX wieku, takich jak Anglia i Francja, które używały w szczególności siły militarnej do obrony swoich interesów gospodarczych w Azji. Niemcy zaczęły wywierać presję na osłabione cesarstwo. Chiny zgodziły się do licznych ustępstw w polityce handlowej, ale też musiały pogodzić się z utratą terytorium. Państwo Środka było również znacznie osłabione porażką w I wojnie chińsko-japońskiej z lat 1894/95. Okręty wojenne, które cesarz Wilhelm II wysłał na chińskie wybrzeże jako gest groźby, nie zawiodły. Chińczycy oddali część swojego kraju jako okup za pokój. Zajęcie pasa wybrzeża przez wojsko miało miejsce w 1897 roku. Rok później obszar Jiaozhou funkcjonujący w niemieckiej nomenklaturze jako Kiautschou na półwyspie Shantung (dziś: Szantung) został ogłoszony obszarem dzierżawionym przez Niemcy na okres 99 lat. Stolicą regionu było Tsingtau (dziś: Qingdao). Oprócz Rosji i Francji Anglia również dzierżawiła tereny w Chinach, także w prowincji Szantung. Poważne wewnętrzne niepokoje polityczne i udana interwencja mocarstw europejskich w trakcie Powstania Bokserów ostatecznie zwiastowały koniec Cesarstwa Chińskiego i doprowadziły w 1912 roku do powstania Republiki Chińskiej.


Kartka pocztowa z 1914 roku przedstawiająca plan miasta Tsingtau.


Zgodnie z wolą cesarza niemieckiego, Kiautschou miało stać się „wzorcowym miejscem kultury niemieckiej”. Tutaj, w Azji Wschodniej, powstało typowe małe niemieckie miasteczko z niezwykłą infrastrukturą. 

środa, 18 stycznia 2023

Wojna Krymska - Nowoczesność wkracza na front

28 marca 1854 roku Anglia i Francja interweniują militarnie w krwawym konflikcie między Rosją a Imperium Osmańskim. Konflikt ten okazał się inny od wszystkich dotąd znanych. Na całym teatrze działań, a w szczególności wokół twierdzy w Sewastopolu wybuchła wojna okopowa, jakiej świat nigdy wcześniej nie widział.

Przedstawienie oblężenia Sewastopola autorstwa Franza A. Roubauda. Fragment panoramy obrazu.

5 listopada 1854 roku około 35 tysięcy rosyjskich żołnierzy ciasno ustawiło się do ataku na słabe pozycje brytyjskie przed miastem i fortecą Sewastopol na Półwyspie Krymskim. Celem rosyjskiego agresora były wzgórza na północnym krańcu linii brytyjskich. Jednak rosyjski atak ugrzązł w śmiertelnym ogniu defensywnym obrońców. Gęsto stłoczone rosyjskie kolumny szturmowe poniosły niespodziewane straty w wyniku osłonowego ognia piechoty brytyjskiej. W przeciwieństwie do swoich rosyjskich przeciwników Anglicy byli już wyposażeni w karabiny z gwintowanymi lufami opartymi na systemie Minié. W tym wypadku był to Karabin Enfield M1853, który w trakcie tego konfliktu zapracował sobie na miano legendarnej broni. Wojna krymska była świadkiem pierwszego masowego użycia tego nowego systemu w karabinach piechoty i natychmiast dowiodła ich wyższości nad wypróbowanymi i powoli przestarzałymi już gładkolufowymi karabinami. Jednak to nie jedyna osobliwość, która charakteryzuje ten konflikt w połowie XIX wieku. 

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Niedźwiedź Wojtek - Miś trafia do zoo

»Jak opisać koniec świata? Dla Wojtka ta chwila nadeszła w pewien listopadowy poranek 1947 r. Szron pokrywał pola i żywopłoty. Otulone nim dachy baraków Nissena połyskiwały w słabych promieniach zimowego słońca. Niedźwiedź uwielbiał takie poranki. Żołnierzom zatrzymującym się przy jego szopie, aby go pogłaskać i porozmawiać z nim, futro Wojtka wydawało się wyjątkowo błyszczące i przesycone świeżym zapachem. Zwierzę sprawiało wrażenie niezwykle szczęśliwego i całkowicie nieświadomego tego, że nastał dzień, w którym ma nastąpić jego przeprowadzka do edynburskiego zoo«.

Kapral Wojtek wraz ze swoim opiekunem w brytyjskiej bazie wojskowej Winfield


Każdy Polak zna mniej lub bardziej historię pociesznego kaprala Wojtka. Niedźwiedzia, który towarzyszył polskim żołnierzom na bliskim wschodzie, a później we Włoszech w batalii pod Monte Cassino. O śmiech przyprawiają jego wybryki, gdy na przykład „ukradł” kobietom z polskiego oddziału bieliznę ze sznurka, na którym się suszyła. Zdarzyło się również, że wyjadł śniadanie dla oficerów i za karę, choć ta okazała się dla niego szczęśliwą koleją losu, przekazano go dla 2. Kompanii Transportowej.

piątek, 21 października 2022

Ostatni dzień walk nad Japonią - Ostatnie walki lotnicze II wojny światowej

Wczesnym rankiem o 3:40, wysoko nad główną japońską wyspą Honsiu formacja 134 amerykańskich bombowców Boeing B-29 wracało z misji bombowej na lotniska macierzyste. Ich celem były rafinerie Nippon w Tsuchizaki. Na macierzystych wyspach Japonii znajdowały się dwa miasta całkowicie zniszczone przez dwa ataki bombą atomową, jednak inne również nie wyglądały dużo lepiej. Ponad 40 procent zamieszkałych obszarów 66 miast zostało zniszczonych przez amerykańskie bomby zapalające. Około jedna trzecia wszystkich domów w Japonii zniknęła w wyniku wojny. Wojny, która właściwie się już skończyła, jednak japońskie naczelne dowództwo nadal nie widziało innego wyjścia, jak tylko kontynuować walkę.


Bombowce B-29 "Superforteca" zrzucają bomby zapalające na Jokohamę, maj 1945 roku.


Różnica kulturowa między Japonią a zachodem stworzyła głęboką przepaść nieufności i pozbawionej skrupułów logiki moralnej. Tak więc, podczas gdy świat czekał na koniec wojny, amerykańskie i brytyjskie siły powietrzne wyruszały do wykonania ostatnich nalotów tej wojny. Pytanie tylko dlaczego? W całej Japonii nie było już prawie żadnych celów militarnych, a opór w powietrzu praktycznie nie istniał.

sobota, 28 maja 2022

"Człowiek, którego nie było" - Jak Niemcy "zadławili się mielonką"

Operacja „Mincemeat” była chyba najskuteczniejszą oraz najbardziej śmiałą i błyskotliwą akcją wywiadowczą II wojny światowej. Mimo to ginie ona w tle wielkich ofensyw, śmiałych operacji specjalnych oraz batalii na morzu i w powietrzu. „Mincemeat”, czyli nic innego jak „mielonka” umożliwiła aliantom lądowanie na Sycylii i ocaliła życie tysiącom żołnierzy. Wstępne szacunki brytyjskie odnośnie strat, dzięki tej operacji okazały się zawyżone. W pierwszych dwóch tygodniach działań na tej włoskiej wyspie szacowano 10 tysięcy poległych, okazało się, że śmierć lub rany odniosło 1400 ludzi. Marynarka wojenna przygotowywała się mentalnie na utratę 300 jednostek, na dno poszło jednak tylko około 12.

Brytyjscy żołnierze Highland Infantry , lądują na Sycylii. Lipiec 1943 rok.

Na skutek brytyjskiej dezinformacji, Niemcy przygotowywali się do odparcia ataku na Grecję. Pomimo faktu, że po zajęciu przez aliantów Afryki Północnej Sycylia była naturalnym posunięciem, Niemcy dali się zwieść dwóm angielskim „urzędasom” z ciasnej piwnicy. Sam Churchill, zatwierdzając ich plan, miał stwierdzić:

»Tylko największy głupek nie domyśliłby się, że celem będzie Sycylia«.

środa, 22 grudnia 2021

P-51 Mustang - Myśliwiec, którego nie chcieli amerykanie



W 1931 roku wytwórnia lotnicza North American Aviation (NAA) rozpoczęła prace nad samolotem szkolnym AT-6 Texan. W sumie wyprodukowano ponad 15 tysięcy tych maszyn. W 1938 roku Królewskie Siły Powietrzne (RAF) kupiły 400 tych samolotów, oznaczonych jako Harvard Mk.I, by później złożyć zamówienie na kolejne 1050 sztuk. Ponieważ Brytyjczycy byli zadowoleni z maszyn, na początku 1940 roku wystosowali zapytanie do NAA, czy produkowany przez wytwórnię myśliwiec Curtiss P-40 mógłby być budowany na licencji dla Królewskich Sił Powietrznych. NAA w swojej odpowiedzi zasugerowała, że mogą opracować i zbudować pierwszorzędny myśliwiec dla RAF, który postawiłby P-40 w cieniu pod każdym względem.
Tak zaczyna się historia samolotu o którym Hermann Göring w marcu 1944 roku miał powiedzieć:

"Kiedy zobaczyłem Mustangi jako samoloty eskorty bombowej nad Berlinem, wiedziałem że wojna jest przegrana".


Mustang MK I w locie próbnym. Kalifornia, październik 1942 rok. 

 

Nowy myśliwiec został zaprojektowany przez głównego projektanta amerykańskiej wytwórni Edgara Schmueda w bardzo krótkim czasie. NAA wyszła z tą samą ofertą również dla USAAF, Amerykanie jednak nie wykazali zbytniego zainteresowania nową maszyną.

środa, 9 czerwca 2021

Smith Jimmy - Tragedia stresu pourazowego

Siedział na krześle ustawionym tuż przy ścianie stodoły, właściwie to był do niego przywiązany. Nie mógł nic widzieć, ponieważ opaska na oczach skutecznie mu to uniemożliwiała. Słyszał jednak szuranie wojskowych buciorów, szczęk oporządzenia i nerwowe pomruki. Wydawane przez oficera rozkazy, brzmiały w jego uszach niczym krótkie i urywane szczeknięcia. W uszach słyszał bicie własnego serca i szum krwi buzującej w głowie.
„Zaraz będzie po wszystkim…” - Pomyślał.
Nie bał się umierać, bał się jednak odgłosu, jaki będzie towarzyszył strzałom. Tak naprawdę wolałby mieć zatkane uszy niż zasłonięte oczy. Wcześniej już sam myślał już o tym, by zakończyć to wszystko i odebrać sobie życie.
„Ten huk… nie chcę by to się znów działo”.
Szarpnął się, by zatkać sobie uszy, ale ręce miał przytwierdzone do krzesła, które jedynie skrzypnęło, uniemożliwiając mu ich uniesienie. Miał w głowie mętlik. Obrazy, dźwięki, a nawet zapachy ze wspomnień zaczęły mieszać się z rzeczywistością. Jimmy zaczął cicho jęczeć.
Oficer krzyknął do plutonu egzekucyjnego:
- Cel!
Przywiązany do krzesła zamarł w bezruchu, obracając lekko głowę w stronę rzuconego rozkazu. Już za kilka chwil miał być martwy.


Przygotowanie dezertera do wykonania wyroku


5 września 1917 roku o godzinie 5:51 rozstrzelano, za dezercję i nieposłuszeństwo, szeregowego Jimmy’ego Smitha. Weterana bitwy o Gallipoli oraz bitwy nad Sommą, Posiadacza podwójnego „wyróżnienia za dobre zachowanie” – Good Conduct Badge. Całe zdarzenie było tym tragiczniejsze, że żołnierze plutonu egzekucyjnego składali się z jego towarzyszy broni i przyjaciół, którzy znali wartość i odwagę tego człowieka.

sobota, 14 marca 2020

Polscy piloci nad Anglią - "Skrzydła we krwi"

Najbardziej znanym i rozpoznawalnym polskim dywizjonem, walczącym nad Wielką Brytanią jest oczywiście Dywizjon 303 imienia Tadeusza Kościuszki. Jego piloci przeszli do świadomości Polaków jako bohaterowie i obrońcy angielskiego nieba. Pomimo że dziś powinniśmy zdawać sobie sprawę, że to nie tylko od nich zależało zwycięstwo w powietrzu, w 1940 roku, to jednak ich w owe wkład oraz chęć walki z Niemcami były duże. O tych dzielnych ludziach, nie tylko zresztą z Dywizjonu 303, opowiada książka Niny Britton Boyle "Skrzydła we Krwi".
Dziś w oparciu o tę pozycję chcę opisać pewien epizod z podniebnych walk, oraz jedną ciekawą postać
.


Lotnicy i obsługa dywizjonu 303. Northolt lipiec 1943 rok.


31 sierpnia 1940 roku był dniem, w którym po raz pierwszy było dane Polakom wznieść się ku zadaniu bojowemu. Wcześniej piloci z dywizjonu 303, pod dowództwem angielskiego squadron leadera Rolanda Kelletta, latali jedynie na ćwiczenia. Wyspiarze nie do końca ufali w umiejętności swoich sojuszników. W ich pamięci nadal pozostawała szybka wrześniowa porażka, oraz niepowodzenia na francuskim niebie. Problem polegał na tym, że Anglosasi widzieli jedynie ogólny zarys, podkreślony ostatecznym bilansem. Nie przyglądali się jednak warunkom, sprzętowi, oraz ogólnej doktrynie z którymi, oprócz wroga, musieli się zmagać polscy lotnicy.
Kto wie, czy właśnie tego dnia i czy w ogóle, dane by im było "walczyć na poważnie", gdyby nie pewien incydent, który miał miejsce dzień wcześniej. Incydent, jak przystało na przybyszów znad Wisły, był oczywiście przykładem niesubordynacji oraz ułańskiej fantazji. Jego skutek jednak okazał się pozytywny dla lotników "Trzysta-trójki".


poniedziałek, 4 listopada 2019

Hohenlohe Stephanie Julienne - Mezalians ideologiczny Hitlera

30 stycznia 1938 roku, magazyn "Time" opublikował artykuł następującej treści:
"Nosząca fryzurę rodem z obrazów Tycjana czterdziestoletnia Stephanie Julienne księżniczka Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfürst, powierniczka Hitlera i połowy europejskich znakomitości, ma przypłynąć w tym Tygodniu z Wielkiej Brytanii. W Wiedniu uwielbiano ją, a dziś — po upadku Austrii wykorzystuje swój urok, by promować interesy nazistów w kręgach, w których jest to niewątpliwie korzystne." 

*Fragment z książki Paula Rolanda "Hitler moja miłość. Kobiety w służbie swastyki" Wydawnictwo RM

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, przecież w tamtym okresie Adolf Hitler i jego partia była dosyć popularna w Stanach Zjednoczonych. Sam Henry Ford wspierał ją swoim kapitałem i nazwiskiem. Jednak fakt przybycia ów piękności jako emisariuszki nazistów, musiał być co najmniej dziwny jeśli nie szokujący. Należy bowiem wziąć pod uwagę, że Stephanie była pełnej krwi Żydówką.


Stephanie Julianne Richter, Księżna Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfurst


Dziś krótka historia jednej z bohaterek książki "Hitler moja miłość. Kobiety w służbie swastyki", która ukazała się w polskich księgarniach nakładem wydawnictwa RM. Stephanie Julienne jest postacią nietuzinkową, a jej życiorys wręcz nieprawdopodobny. Dziewczyna, żydówka, z wiedeńskiej klasy średniej zostaje księżną, a następnie szpiegiem i sympatią Hitlera. Skutecznie uwodzi angielskich magnatów prasowych, światowych polityków i wojskowych. J. Edgar Hoover miał o niej powiedzieć, że jest bardziej niebezpieczna niż 10.000 mężczyzn. Czy można uwierzyć w taki scenariusz? Zapraszam do bliższego poznania tej kobiety.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Helgoland - Malutka wysepka o wielkiej historii

Niedzielne popołudnie zapowiadało się nadzwyczaj spokojnie i pogodnie, kiedy Franz Schensky wraz ze swoim szwagrem wybrali się na wycieczkę żaglówką. Z Helgolandu w kierunku Hamburga i Bremen wypłynął własnie ostatni prom tego dnia i na małą wysepkę powróciły spokój i cisza. Kiedy słońce skłaniało się już w stronę zachodu zerwał się mocniejszy wiatr a błękit nieba przysłoniły chmury. Szwagier będący na urlopie u Schenskyego, popatrzył niespokojnie w górę. Wówczas z uśmiechem na twarzy odezwał się Jacob Hamkens, wprawiony żeglarz i właściciel stateczku, którym płynęli:
- Spokojnie, tylko straszy. Lato tego roku jest wyjątkowo łaskawe dla helgolandzkich szyprów. Już zarobiliśmy dobry grosz a to jeszcze nie koniec w tym sezonie, jeśli aura pozwoli...
I faktycznie po chwili niebo przetarło się a wiatr uspokoił i popołudniowe słońce znów zaczęło grzać. Kiedy w końcu Franz i jego szwagier dobili do portu, na nabrzeżu tłoczyli się, głośno dyskutując, urlopowicze i miejscowi. Szwagrowie wyskoczyli z żaglówki na molo i skierowali się w stronę tablicy ogłoszeniowej, przy której gromadził się tłum. Jeden ze stojących tam mężczyzn na ich widok podszedł pospiesznie i podekscytowanym głosem oświadczył:
- Austriacki następca tronu wraz ze swoją małżonką zostali zamordowani. To się nie skończy dobrze, teraz będziemy mieli wojnę.  
Schensky zmarszczył czoło i po chwili odezwał się do znajomego:
- Jacob, spokojnie. To z pewnością tragiczna i niepokojąca wiadomość, lecz czy taki incydent może wywołać międzynarodowy konflikt? Tak często w przeszłości wojna była już prawie pewna. 
Był 28 lipiec 1914 roku i tak burzliwie jak wybuchła dyskusja na temat mordu dokonanym na Franciszku Ferdynandzie i jego małżonce, tak szybko wszystko się uspokoiło. Helgoland powróciła do normalności, wyspa żyła pełnią sezonu urlopowego i cieszyła się wspaniałą pogodą. Jednak miało się to zmienić już niebawem. 
Franz Schensky przechodził 31 lipca wieczorem przez zwykle zaludniony Marcusplatz. Jednak tym razem musiał przystanąć. Był piątek i ani żywej duszy, wszystkie zwykle gwarne lokale i kawiarenki miały pospuszczane rolety a stoliki i krzesła zniknęły z tarasów. Wszyscy turyści otrzymali tego dnia polecenie opuszczenia wyspy. Cała okolica wyludniła się prawie zupełnie, jeśli nie liczyć Helgolandczyków i garnizonu... 
Wraz z odpłynięciem turystów do portu zaczęły zawijać niemieckie łodzie torpedowe i U-Boty. Garnizon w twierdzy, również wydawał się pękać w szwach. Teraz nawet Schensky był przekonany - "Wojna jest pewna." 
2 sierpnia 1914 roku stało się to czego nie spodziewał się nawet Franz Schensky. Cała Rzesza niemiecka skandowała parol "Gott strafe England" (Boże ukarz Anglię), Tylko na małej wysepce na Morzu Północnym zapanowała cisza a euforia z kontynentu nie przeniosła się w ten zakątek ziemi. Tego dnia Schensky wraz z rodziną pospiesznie pakował podręczny bagaż. Więcej nie wolno im było zabrać. Rozkazem komendanta garnizonu wszyscy mieszkańcy, a było ich 3.427, musieli w przeciągu 24 godzin opuścić wyspę. Cały teren zamienić miał się w bazę wojenną. Schensky ze łzami w oczach zamknął drzwi swojego domu, klucz pozostawił jednak w zamku nie przekręcając go - tak brzmiał rozkaz w rozporządzeniu. 
Rankiem 3 sierpnia 1914 roku około godziny 9, Franz Schensky jak również jego rodzina i sąsiedzi, patrzyli z pokładu parowca "Cobra" na znikającą za horyzontem wysepkę Helgoland. Opuszczali swój dom w imię cesarza, ojczyzny i ideałów polityków. Kurs Hamburg...    
*Sfabularyzowany tekst na podstawie wspomnień Franza Schenskyego.     


Helgoland dzisiaj. Widok od północnego-zachodu. 

Jak ważna może być malutka, bo o areale zaledwie 1 km², wysepka na Morzu Północnym? Czy taki skrawek ziemi możne mieć bogatą i tragiczną historię? Niejedno państwo na świecie nie może zapisać w swoich dziejach tyle ciekawostek, smutku i zniszczenia co wyspa Helgoland. Przechodząca z rąk do rąk, niszczona i odbudowywana, tylko po to by próbować ją później zupełnie unicestwić i zetrzeć z mapy świata. Dzieje tej ognistoczerwonej wyspy są tym dramatyczniejsze, że w samym środku burzliwych wydarzeń stali jej mieszkańcy. Niezależnie od tego kto akurat nimi rządził tak naprawdę zawsze uważali się za Helgolandzczyków, czy jak sami się nazywają "Insulan".
Oto streszczenie dziejów tego małego zakątka ziemi.

czwartek, 5 stycznia 2017

Broń chemiczna II Wojny Światowej - Bałtycka "puszka pandory"

Późnym popołudniem 2 grudnia 1943 roku, Leutnant Ziegler siedział za sterami swego Junkersa Ju 88 czekając na wylot. Na płycie lotniska w pobliżu Mediolanu silniki uruchomiły pozostałe samoloty. Po kilku chwilach jeden po drugim zaczęły wznosić się w powietrze. Kiedy maszyna Zieglera znalazła się na wysokości przelotowej, do grupy bombowców dołączyły inne, wznoszące się z okolicznych lotnisk. 96 samolotów Ju 88 Skierowało się na wschód. Niemiecki pilot od dłuższego czasu czuł, że sprawy na frontach nie zmierzają w dobrym kierunku. Jednak gdy nad Adriatykiem do grupy flotylli powietrznej dotarło ostatnie 9 Junkersów, startujących z lotniska w Jugosławii, znów poczuł siłę Luftwaffe i przez moment uwierzył w zwycięstwo Rzeszy. Czteroosobowe bombowce z Kampfgeschwader 54 i 76 zmieniły kurs na południe, a następnie z powrotem na zachód. Celem był włoski port w Bari, miejsce, gdzie alianci dostarczali zaopatrzenie dla 8. Armii, która niedawno wylądowała we Włoszech. 
Ziegler leciał jedną z trzech maszyn przewodniczych, miał za zadanie "oślepić" radary sprzymierzonych i zrzucić nad portem flary, by pozostałe Junkersy mogły dokonać dzieła zniszczenia. Dochodziła 19:25 i zmrok robił się coraz czarniejszy, gdy w zasięgu wzroku Niemca znalazł się zaskakujący widok. Jego oczom ukazał się jasno oświetlony port, jak na dłoni było widać 75 stojących w nim statków. Z szoku wyrwał go głos w słuchawkach
- "Düppel abwerfen!" (zrzucić dipole)
Z trzech Junkersów posypały się całe chmury aluminiowych pasków, wirujących w powietrzu i wolno opadających. Te tasiemki nazywane przez Anglików Windows, skutecznie zakłóciły pracę alianckich radarów. Maszyna Zeiglera, wraz z pozostałymi dwoma "przewodnikami" zaczęła krążyć nad portem na wysokości 3.000 metrów. Niemcy nie musieli rzucać flar, by oświetlić cele pozostałym bombowcom...
W basenie centralnym portu w Bari, na kotwicy stał drobnicowiec pod polską banderą. SS "Puck" regularnie pływał z zaopatrzeniem dla wojsk sprzymierzonych. Do włoskiego portu zawinął z częściami zamiennymi i silnikami dla okrętów alianckich. Gdy zaczęło robić się ciemno, polski marynarz stanął na pokładzie i przyglądał się gorączkowym pracom rozładunkowym przy molo. Port oświetlono by przyspieszyć prace rozładunkowe, Niemcy jakoś wydawali się tu odległym zagrożeniem. Wzrok Polaka padł na amerykańskie statki amunicyjne SS "John Moltey" i stojący tuż obok SS "John Harvey". Normalnie ładunek amunicji miał pierwszeństwo i przeładowywano go w pierwszej kolejności, jednak drugi transportowiec cumował już od 4 dni przy molo "Foraneo". 
"Dziwne"
Pomyślał marynarz. Nim jego myśli zdołały zmienić tor, usłyszał, a raczej wyczuł pomruk silników. Kiedy spojrzał w górę, dźwięk przybrał na sile i zmieszał się ze świstem spadających bomb. 
"To niemożliwe, Luftwaffe straciło przecież dominację w powietrzu... i gdzie jest obrona przeciwlotnicza"
Przebiegło marynarzowi przez głowę. W tym momencie potężna eksplozja rzuciła go na pokład. To SS "John Moltey" wyleciał w powietrze, niemiecka bomba doprowadziła do eksplozji wybuchowej zawartości ładowni statku. W przeciągu sekund doszło do reakcji łańcuchowej i pochłaniając kulą ognia kilka obok cumujących statków, eksplodował SS "John Harvey." Marynarz nie zdążył stanąć na nogi, kiedy kolejna bomba trafiła jego własną jednostkę. "Puck" szedł na dno z rozerwaną burtą.
Niemieckie samoloty zniknęły tak nagle jak się pojawiły, Polak siedział w szalupie ratunkowej i pomagał wyciągać rozbitków. Marszczył czoło od przykrego zapachu, jaki docierał do jego nosa.
"Ciekawe, który nażarł się czosnku?" 
Spytał sam siebie...
Po bombardowaniu do jednego z okolicznych szpitali zaczęto dostarczać rannych. Lekarz w białym kitlu biegał od jednego, umazanego olejem i ropą pacjenta, do drugiego. Większość z nich miała ślady poparzeń. Panował istny chaos. Kiedy po kilku godzinach wyczerpującej pracy medyk wrócił do jednego z lżej poparzonych, któremu kazał czekać, Zaniemówił. Pacjent był prawie nieprzytomny, a na jego skórze pojawiły się nowe oparzenia i patrzył na lekarza niewidzącymi oczami. Nim ten zdołał zebrać myśli, jego oczy zaczęły sprawiać problemy, a na własnych dłoniach zauważył bąble i ten zapach...
"Mój Boże, czyżby Niemcy zrzucili na nas iperyt?"
Pomyślał panicznie, nim osunął się w letargu na podłogę...


Płonące, alianckie statki transportowe we włoskim porcie Bari. 2 - 3 grudzień 1943 roku.

Co się stało w Bari? Czyżby Niemcy faktycznie użyli zakazanej broni chemicznej przeciwko transportowcom sprzymierzonych?

sobota, 29 października 2016

Cromwell - Niedoceniona legenda

13 czerwca 1944 roku, około godziny 4:30. Północna Francja, droga do Villers-Bocage.
Bezkresna kolumna czołgów, wozów pancernych, ciężarówek i ciągników artyleryjskich wraz z uczepionymi za nimi armatami, stała w bezruchu wzdłuż drogi. Nagle z pomiędzy pojazdów z prowizorycznego obozowiska zaczęły wyłaniać się postacie brytyjskich żołnierzy. Pakowali sprzęt, zapalali silniki swoich maszyn, było widać iż trwają przygotowania do wymarszu. Jednak wojsko to wyglądało dosyć dziwacznie. Obok młodych sprężyście i szybko uwijających się żołnierzy w zapiętych pod szyję battle-dressach, dużą część stanowili osobliwie poubierani ludzie, nonszalancko wspinający się na czołgi i opierający o ich pancerze z papierosem w zębach. Ich strój mógł jedynie przy dobrej woli przypominać mundur Royal Army. Kolorowe apaszki, skórzane kurtki, swetry oraz sztruksowe spodnie i zamszowe buty, wybijały się na tle mundurów ich kolegów z uzupełnień. Jedynie baretki "Africa Star" świadczyły o tym, że ma się do czynienia z regularną armią. Ludzie wskakiwali na nowe czołgi "Cromwell" i Shermany V "Firefly". Tak wyglądała kolumna 22 Brygady Pancernej, oraz jednostek dywizyjnych 7 Dywizji Pancernej "Desert Rats". Była to najsławniejsza brytyjska dywizja pancerna, która "zdobyła Afrykę Północną". 
Czołgi ruszyły w stronę Villers-Bocage około godziny 4:30, zgodnie z rozkazem generała Erskine. Celem było wzgórze 213, klucz do zdobycia Caen. Rozciągnięta kolumna żwawo ruszyła do przodu, nie napotykając większego oporu ze strony Niemców. Nie zawracano sobie więc głowy rozpoznaniem terenu. Około godziny 7:00 pierwsze czołgi Szwadronu "A", 4 Batalionu County of London Yeomanry, dotarły na obrzeża miasteczka. Jeden z czołgistów przyglądał się beznamiętnie jak jakiś oficer wypytuje napotkanych miejscowych. Stojący na przodzie człowiek po chwili energicznie pokręcił głową i zaczął coś pokazywać rękoma. Chłopi Twierdzili, iż w miasteczku nie ma Niemców, jedynie w zamku znajduje się kompania piechoty. Cała kolumna ruszyła a kiedy jej pierwsze pojazdy dotarły do wzgórza 213, na rozkaz Brygadiera Hinde´a zaczęły zajmować pozycje. Czołgi i wozy pancerne zjechały z drogi, a część pojazdów szwadronu "A" rozjechała się na północ i południe by prowizorycznie ubezpieczyć pododdział. Był ciepły przyjemny poranek, żołnierze zaczęli wysiadać z czołgów i rozkładać się w okolicy. Gdzieniegdzie słychać było parujące prymusy, na których parzyła się herbata. Wszyscy oficerowie mieli wziąć udział w odprawie u pułkownika Cranley´a, w centrum miasteczka Villers-Bocage, więc ruszyli w drogę, w swoich scout carach, pozostawiając żołnierzy w rękach podoficerów.   
Nikt ze "Szczurów Pustyni" nie zdawał sobie sprawy, że zaledwie 200 metrów od ich pozycji znajduje się 5 zamaskowanych Tygrysów, 2 Kompanii 101 Ciężkiego Batalionu Pancernego SS. Ich dowódca aż się do siebie uśmiechnął widząc jeden za drugim, gęsiego na poboczu ustawione brytyjskie czołgi. Michael Wittmann postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji. Niemieckie czołgi zaczęły posuwać się wzdłuż jaru przy drodze, za wysokim wałem ziemi. Odgłos ich silników zagłuszał gwar i ruch na szosie. Niemcy podjechali na 50 metrów do angielskich pozycji i dopiero gdy Cromwell stojący na końcu kolumny Szwadronu "A" stanął w płomieniach, ci zorientowali się iż są atakowani. Jeden z Shermanów oddał niecelny strzał w stronę Tigerów, ale po chwili sam zamienił się w kupę dymiącego złomu, tarasując całą szerokość szosy. Kolumna była ostrzeliwana przez trzy Tygrysy od południa i jednego z północy. Wittmann zdecydował się na samotny atak, ruszył swoją maszyną w kierunku drogi. Dotarł do niej na tyłach pododdziału "A" 4Th Count of London Yeomanry i skręcił w kierunku miasteczka. Przy pełnej prędkości, poruszając się szosą, strzelał do pojazdów stojących na poboczu. Kiedy dotarł do Villers-Bocage, Szwadron "A" 4th CLY praktycznie przestał istnieć. 5 tygrysów zniszczyło 11 Cromwelli i 4 Shermany. Teraz do walki włączyły się operujące nieopodal, czołgi Dywizji Panzer Lehr. i jej grenadierzy ukryci w budynkach, a w mieście czekały na Niemców kolejne "ofiary". 
13 czerwca 1944 roku był czarna kartą w historii dywizji "Szczurów Pustyni" i w historii Cromwelli.
*Sfabularyzowany opis na podstawie materiałów źródłowych.
Czołg Cromwell MK VI z 4 Batalionu County of London Yeomanry i jego załoga. Normandia czerwiec 1944

Na historię Cromwella, składa się szereg prototypów, prób, przeróbek i tymczasowych rozwiązań. Czołg ten jest tym ciekawszy, iż na jego podstawie powstał czołg Comet, który  jest uważany za prekursora nowoczesnych czołgów podstawowych.