»Dopóki jestem kanclerzem Rzeszy, nie będziemy angażować się w politykę kolonialną«
Poza tym Bismarck uważał nabywanie kolonii za nieobliczalne ryzyko finansowe. Wielu Niemców początkowo postrzegało sprawy w ten sam sposób.
Na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku ich zainteresowanie było jeszcze raczej stonowane. Jednak już wtedy w Rzeszy uformował się ruch kolonialny, który przenikał wszystkie partie polityczne i warstwy społeczne: klasy wykształcone, szlachtę, misjonarzy, ale przede wszystkim ludzi biznesu, którzy już słyszeli, jak w ich sakiewkach brzęczą monety. Wraz z utworzeniem Niemieckiego Związku Kolonialnego w 1882 roku żądania społeczeństwa stawały się coraz głośniejsze. Głównym argumentem było hasło:
Niektórzy opowiadali się też za tezą, że Niemcy mają do spełnienia misję cywilizacyjną. Skupiono się jednak na interesach ekonomicznych, perspektywie niedrogich surowców i nowych rynków zbytu dla niemieckich produktów.
Jednym z najgłośniejszych adwokatów spraw kolonialnych był hamburski armator i kupiec Adolph Woermann, który podobnie jak inne hanzeatyckie domy handlowe, już pod koniec lat 60. XIX wieku założył bazy w Togo i Kamerunie na zachodnim wybrzeżu Afryki. Handel gumą, lnem i brandy okazał się niezwykle dochodowy i wzbudzał apetyt na więcej. Do 1884 roku wyglądało na to, że Francja i Wielka Brytania podzielą Afrykę między siebie. Aby zapobiec temu, by niemieccy biznesmeni w przyszłości pozostali z niczym, Woermann szukał bezpośredniego kontaktu z Bismarckiem i wezwał go do założenia kolonii:
W prasie pojawiały się jeszcze inne argumenty:
Nawet jeśli Bismarck dopiero niedawno określił posiadanie kolonii jako „zbędny luksus”, znajdował się pod coraz większą presją rozprzestrzeniającej się paniki. W 1884 dał w końcu „zielone światło” dla pierwszych niemieckich kolonii afrykańskich. Jednak nie robił tym prawdziwego zwrotu. Z jego punktu widzenia ten krok był raczej potwierdzeniem status quo, a nie rozszerzeniem niemieckiej dominacji. Chodziło przecież o bazy dla niemieckiego handlu, których nie chciano zostawiać zagranicznej konkurencji. Dlatego Bismarck wyraźnie unikał określenia „kolonie” i mówił zamiast tego „obszary chronione” (Schutzgebeite), które miały czysto komercyjny charakter.
»Bez kolonii, Rzesza Niemiecka utraci kontakt ze społecznością międzynarodową«.
Niektórzy opowiadali się też za tezą, że Niemcy mają do spełnienia misję cywilizacyjną. Skupiono się jednak na interesach ekonomicznych, perspektywie niedrogich surowców i nowych rynków zbytu dla niemieckich produktów.
![]() |
| Adolph Woermann |
Jednym z najgłośniejszych adwokatów spraw kolonialnych był hamburski armator i kupiec Adolph Woermann, który podobnie jak inne hanzeatyckie domy handlowe, już pod koniec lat 60. XIX wieku założył bazy w Togo i Kamerunie na zachodnim wybrzeżu Afryki. Handel gumą, lnem i brandy okazał się niezwykle dochodowy i wzbudzał apetyt na więcej. Do 1884 roku wyglądało na to, że Francja i Wielka Brytania podzielą Afrykę między siebie. Aby zapobiec temu, by niemieccy biznesmeni w przyszłości pozostali z niczym, Woermann szukał bezpośredniego kontaktu z Bismarckiem i wezwał go do założenia kolonii:
»Jest oczywiste, że w Afryce są dwa wielkie niewykorzystane skarby: żyzność gleby i siła robocza wiele milionów Murzynów. Każdy, kto wie, jak gromadzić te skarby, nie tylko zarobi dużo pieniędzy, ale także spełni wielką misję kulturalną«.
W prasie pojawiały się jeszcze inne argumenty:
»Niemcy nie powinny siedzieć i patrzeć, jak inne narody zawłaszczają niezmierzone połacie ziemi z najbogatszymi produktami naturalnymi i rolniczymi, aż nie zostanie dla nas nic«.
Nawet jeśli Bismarck dopiero niedawno określił posiadanie kolonii jako „zbędny luksus”, znajdował się pod coraz większą presją rozprzestrzeniającej się paniki. W 1884 dał w końcu „zielone światło” dla pierwszych niemieckich kolonii afrykańskich. Jednak nie robił tym prawdziwego zwrotu. Z jego punktu widzenia ten krok był raczej potwierdzeniem status quo, a nie rozszerzeniem niemieckiej dominacji. Chodziło przecież o bazy dla niemieckiego handlu, których nie chciano zostawiać zagranicznej konkurencji. Dlatego Bismarck wyraźnie unikał określenia „kolonie” i mówił zamiast tego „obszary chronione” (Schutzgebeite), które miały czysto komercyjny charakter.
W tych warunkach zezwolił Adolphowi Woermannowi i innym przedsiębiorcom na negocjacje z najważniejszymi „wodzami” w Togo i Kamerunie w celu zawarcia tak zwanych traktatów ochronnych, wzmacniających roszczenia niemieckie. 12 lipca 1884 roku uzgodniono, że suwerenne prawa, ustawodawstwo i administracja powinny być w przyszłości wykonywane przez niemieckich urzędników kolonialnych. Zaledwie dwa dni później nowo mianowany komisarz Rzeszy w Afryce Zachodniej dr. Gustav Nachtigal, kazał wywiesić w Kamerunie niemiecką flagę. Funkcja nowych „obszarów chronionych” była od początku jasna. W przeciwieństwie do południowo-zachodniej Afryki, dzisiejszej Namibii, która dopiero co została nabyta, nie planowano osiedlenia się tutaj żadnych społeczności niemieckich. Uniemożliwił to sam niesprzyjający klimat. Zamiast tego Kamerun stał się największą kolonią plantacyjną w Afryce Zachodniej. Oprócz szczególnie lukratywnej uprawy kakao, wysokie zyski można było osiągnąć także z kauczuku i oleju palmowego. Kamerun skorzystał dzięki temu, że tradycyjni dostawcy gumy, tacy jak Brazylia, nie byli już w stanie sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na rynku światowym, potrzebom rozwijającego się przemysłu elektrycznego i motoryzacyjnego. Chwilowo dużym popytem cieszył się również oleje palmowy, z którego wytwarzano świece, opony czy oleje smarowe.
Oczywiście firmy niemieckie osiągały zyski na plecach tych „milionów Murzynów”, o których mówił Woermann i którzy teraz na ogół musieli wykonywać pracę przymusową. Jeśli zaś chodzi o umowy z wodzami, nie było żadnych skrupułów, by jednostronnie zrywać kontrakty. Podczas negocjacji strona niemiecka obiecała na przykład, że ziemia uprawiana przez rdzenną ludność w głębi kraju pozostanie ich własnością. Jednak później urzędnicy kolonialni, z pomocą wojska, wprowadzali drastyczne środki wywłaszczeniowe, aby sprzedać skonfiskowane ziemie wielkim korporacjom. Wywołało to masowy opór, który wielokrotnie prowadził do powstań i sprawiał, że Kamerun był stałym punktem zapalnym. Z kolei w Togo nie było większych skandali ani konfliktów zbrojnych. Pokojowa koegzystencja z Niemcami prawdopodobnie opierała się na tym, że „wodzom” dano zachęty finansowe, aby współpraca była przyjemna. Ale to nie był powód, dla którego Togo cieszyło się opinią „modelowej kolonii”. W przeciwieństwie do innych „obszarów chronionych”, które drogo kosztowały niemieckich podatników, Togo miało zrównoważony budżet, co uniezależniało je od subsydiów Rzeszy. Mimo tego gospodarczo Togo pozostało bez znaczenia, ograniczając się do eksportu oleju palmowego i bawełny. Jak obawiał się Bismarck, wyniki były otrzeźwiające. Dlatego surowo odrzucał dalsze nabywanie posiadłości kolonialnych. Wciąż był przekonany, że Niemcy nie powinny angażować się w światową politykę siłową ze względu na swoje położenie geograficzne. Jak wiadomo, sprawę inaczej widzieli jego następcy, a przede wszystkim cesarz Wilhelm II.
![]() |
| Dowódca policji Max von Stetten z miejscowymi policjantami, Kamerun 1894 |
Materiały źródłowe:
Winfried Speitkamp - "Deutsche Kolonialgeschichte"




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentuj - to dla mnie najlepsza motywacja.