poniedziałek, 6 lipca 2015

ORP "Orzeł" - Zaginiona legenda...

Legendarny okręt podwodny II Rzeczypospolitej, symbol ofiarności i patriotyzmu. Zbudowany głównie za składki polskiego społeczeństwa, które zebrało 8,2 miliona złotych, na koszty budowy "Orła".

ORP "Orzeł". Jeden z najnowocześniejszych okrętów podwodnych, na świecie lat '40, w służbie II RP.


 W holenderskiej stoczni De Schalde w Vlissingen zamówiono okręt, wraz z bliźniacza jednostką ORP "Sęp" oba miały kosztować 21 milionów złotych. Resztę kosztów budowy okrętów pokryto barterem w słodzie jęczmiennym. 15 stycznia 1938 roku "Orzeł" został zwodowany.

"Orzeł" w trakcie budowy. Suchy dok stocznia Vlissingen
Wodowanie ORP "Orzeł" Holandia 15 styczeń 1938 rok.
Towarzyszy temu ciekawe zdarzenie, zwolniony w stoczni z uchwytów, nie poruszył się na saniach prowadzących do wody. Dopiero po godzinnej interwencji, operacja się udała. Do 2 lutego 1939 roku jednostka pozostawała w rękach holenderskich. Przeprowadzano próby torpedowe zanurzeniowe jak i prędkościowe. Na mili pomiarowej w Norwegii "Orzeł" osiągną 19,44 węzła na powierzchni i 8,9 węzła w zanurzeniu. Konstrukcyjna głębokość maksymalna na którą mógł zejść wynosiła 80 metrów, jednak jednostka była zdolna do bezpiecznego zanurzenia na 100 metrów pod powierzchnię wody. W czasie testów okrętem dowodził Holender, kapitan van Dongen. 7 lutego 1939 roku ORP "Orzeł" wpłynął do portu w Gdyni na Oksywiu.
ORP "Orzel" wpływa do basenu Prezydenta Ignacego Mościckiego w porcie w Gdyni. Oficjalne powitanie 10 luty 1939 rok
Polska weszła w posiadanie nowoczesnej, na owe czasy łodzi podwodnej. Był jednym z najszybszych okrętów podwodnych na świecie, był również duży, większy niż powszechnie używane okręty na Bałtyku, długość całkowita wynosiła 84 metry i wypierał 1743 ton w zanurzeniu. Salwa torpedowa była imponująca, do dyspozycji było 12 wyrzutni, po 4 na dziobie i rufie, oraz 4 obracane umieszczone na śródokręciu. na pokładzie znajdowało się 20 torped kalibru 550mm. Do uzbrojenia dodano działo Bofors 105mm i dwulufowe działko p-lot. 40mm. Oraz NKM (Najcięższy Karabin Maszynowy).
Dziobowe wyrzutnie torped na "Orle". Po bokach składane koje załogi.
Broń polskiej produkcji, montowana również w tankietkach TK i TKS.) Rejs mógł trwać nieprzerwanie przez 3 miesiące, bez potrzeby zawijania do portu.  Podobno domyślnie okręt miał być w stanie doścignąć zespół radzieckich pancerników i zatopić je śmiałym atakiem. Dowodzenie otrzymał komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski. Swoją drogą postać kontrowersyjna i dość złożona. Na owe czasy wydawał się jednak najodpowiedniejszym kandydatem na to stanowisko. Do wybuchu wojny "Orzeł" wziął jedynie raz udział w manewrach Dywizjonu Okrętów Podwodnych. Jednak na załogę składali się sami doświadczeni oficerowie i marynarze, pływający do tej pory na innych łodziach podwodnych. W wyniku czego można było uznać wyszkolenie i stan przygotowania za dobry.
Komandor Henryk Kłoczkowski. siedzi pierwszy od prawej 
1 Września ORP "Orzeł" dopiero o godzinie 7 rano jest w stanie rozpocząć swój rejs bojowy.
Opóźnienie było wynikiem braku pełnego składu załogi, której Kłoczkowski zezwolił dzień wcześniej na zejście na ląd. Sam z resztą również przebywał poza okrętem. "Orzeł" dopiero o godzinie 14 przybył do swojego sektora działań w Zatoce Gdańskiej. Płynął na powierzchni, by nadrobić opóźnienie względem innych okrętów dywizjonu. Na głębokość peryskopową zanurzył się po dotarciu w wyznaczone miejsce. Rankiem 2 września jednostka kontynuowała patrol na głębokości peryskopowej. Dowódca mógł widzieć przez peryskop nalot i zatopienie przez niemieckie bombowce statku "Gdynia". Zmobilizowanego jako okręt baza dla zmobilizowanych kurów rybackich. Kilka bomb poleciało również w stronę wykrytego "Orła", jednak zdołał uniknąć trafienia. Pozostawał w zanurzeniu do godziny 13:35, kiedy to dokonano pół-wynurzenia w celu wentylacji pomieszczeń i nawiązania łączności z dowództwem. Komandor Kłoczowski otrzymał rozkaz podejścia do portu Gdańskiego i storpedowania niemieckiego pancernika Schleswig-Holstein, który jak się spodziewano miał wyjść z kanału portowego i wpłynąć na wody Zatoki Gdańskiej by ostrzelać polskie pozycje na Helu. Z ataku nic nie wyszło, gdyż po pierwsze, pancernik nie opuścił swojego miejsca postoju, a po drugie "Orzeł" nie przesunął się na ustalone pozycje. Kłoczowski w rozmowie z oficerami miał tłumaczyć zignorowanie rozkazu zbyt wielkim ryzykiem. Zwrócił uwagę, iż jest tam zbyt płytko, a sama depesza jest niezrozumiała. 3 wrzesnia "Orzeł" pozostawał w całkowitym zanurzeniu przez 16 godzin na głębokości około 28 metrów. Mimo to został wypatrzony przez Luftwaffe i zaatakowany bombami, do ataku przyłączyły się ścigacze Kriegsmarine. Ataki kilkakrotnie powtarzano, jednak jednostka uniknęła trafienia. 4 września kapitan zdecydował się na samowolne opuszczenie przydzielonego sektora działań. Tłumacząc decyzję narastającym zagrożeniem, dokładnego namierzania i zniszczenia okrętu przez Niemców. Nie powiadamiając dowództwa, o godzinie 20:20 napisał w dzienniku pokładowym notatkę o podjętej decyzji. Wyprowadzając okręt, komandor naraził pozostałe jednostki na niebezpieczeństwo, pozbawiając dywizjon 20% składu co niekorzystnie wpłynęło na morale marynarzy pozostałych łodzi podwodnych. Za co 16 czerwca 1942 roku Komandor Henryk Kłoczkowski został w procesie zdegradowany do stopnia marynarza i skazany na 4 lata pozbawienia wolności po zakończeniu działań wojennych. Trzeba jednak dodać, iż sam proces nie był sprawiedliwy i przeprowadzony na szybko. ORP "Orzeł do 7 września patrolował wody w okolicach Gotlandii, kiedy to otrzymał rozkaz zbliżenia się do niemieckiej bazy morskiej w Pillau (Piławie). Początkowo kapitan stwarzał pozory wykonania rozkazu, jednak w dzienniku pokładowy nie ma żadnej wzmianki na ten temat. Wycofał okręt z zagrożonej strefy tłumacząc się złym stanem zdrowia. Dzień później dowództwo nadesłało decyzję o zmianie kapitana. Kłoczkowskiego miano wysadzić w neutralnym porcie i dalej działać pod rozkazami jego zastępcy, albo należało podejść nocą do Helu w celu zamiany dowodzącego. Zdecydowano o wpłynięciu do portu w Tallinie. 12 września w drodze do Estonii Kapitan Jan Grudziński dostrzega niemiecki Transportowiec "Bremen", Jednak znów za sprawą komandora nie doszło do ataku. Być może obawiał się on, że mogło by to ściągnąć na "Orła" niemieckie statki i samoloty. 14 września okręt zawinął na Redę w Tallinie, prosząc o udzielenie pomocy, ze względu na chorą osobę na pokładzie i awarie silników. Nikt na pokładzie nie wiedział, że prawo Estońskie zabraniało wpływania okrętom podwodnym walczących stron na ich wody terytorialne. Za wyjątkiem poważnej awarii, lub w celu zwolnienia chorych do szpitala i to jedynie na okres 24 godzin. Nie jest do końca jasne kto wprowadził "Orła" do portu w Tallinie. Czy był to Kłoczkowski, czy Grudziński. Dopóki jednostka stała na redzie miała możliwość ucieczki. Polska łódź podwodna, holowana przez Estońską kanonierkę zawinęła do portu, według informacji "Orzeł" mógł opuścić port w dobę po wyjściu z niego niemieckiego zbiornikowca "Thalatta". Nikt nie miał żadnych podejrzeń co do intencji Estończyków naciskanych przez Niemców i Rosjan. Więc tym większe było zaskoczenie, kiedy późnym popołudniem 15 września na nabrzeżu pojawili się uzbrojeni estońscy marynarze, a kanonierka "Laine" wycelowała swoje dwa działa w okręt podwodny. Kapitan Jan Grudziński dowiedział się od oficera marynarki estońskiej, że ORP "Orzeł" będzie internowany, ze względu na przekroczenie dopuszczalnego czasu pobytu w porcie neutralnym.
Estoński kuter patrolowy MP-10 bierze udział w internowaniu ORP "Orzeł". Tallin - Estonia, wrzesień 1939 rok
Czas ten wynosił według prawa międzynarodowego 24 godziny. Został przekroczony, bo takie było zarządzenie władz w Tallinie, jednak wszelka dyskusja była bez celowa. Przystąpiono do rozbrajania okrętu. Zabrano broń osobistą marynarzy, zamki do dział okrętowych, jak i również mapy oraz dziennik pokładowy. Tajne dokumenty na rozkaz kapitana Grudzińskiego, zostały spalone. Polska załoga pracowała wolno starając się jak najbardziej opóźnić proces wyładunku torped. Decyzja o ucieczce była już podjęta.  Następnego dnia w niedzielę 17 września obrócono okręt, by wyładować torpedy z przedziału rufowego. Było to o tyle korzystne, że jednostka skierowana była teraz dziobem do wyjścia z portu, a na jej drodze nie znajdował się żaden inny statek. Kto podciął linkę wyciągarki, torped, dokładnie nie wiadomo. W efekcie końcowym pękła ona a torpeda zjechała po "saniach" z powrotem do wnętrza. Tak udało się zachować 6 torped. Linki zapasowej nie było, a niedziela utrudniła szybką organizację nowej. Załoga uniemożliwiła wymontowanie żyrokompasu i rozłączenie wałów śrubowych. Jako że dobre przygotowanie to połowa sukcesu, przeprowadzono szereg akcji mających na celu rozpoznanie otoczenia i sytuacji. Bosman Markiewicz w łódce udawał, iż łowi ryby w portowym basenie. Jednak w rzeczywistości badał głębokość notując wyniki w notesie. Marynarze przechadzając się po porcie w pozornie bagatelnych pogawędkach, wypytywali o zwyczaje i systemy zmiany wart, jak również notując w pamięci rozmieszczenie reflektorów i dział artylerii portowej. Dwaj inni marynarze niepostrzeżenie podpiłowali cumy. O godzinie 2 w nocy załoga "Orła" obezwładniła dwóch wartowników, zabierając ich pod pokład i przecięła główny kabel elektryczny, pozbawiając talliński port prądu. Kiedy polski okręt zerwał podcięte cumy i zaczął odchodzić od nabrzeża Estończycy otworzyli ogień z broni maszynowej. Do tego tuż przy wyjściu z portu, okręt wpadł na ostrogę falochronu. Dziób uniósł się na pół metra, a "Orzeł" został unieruchomiony.
Kapitan Jan Grudziński. Dowodził ORP "Orzeł" od 15 września 1939 roku
Kapitan Grudziński rozkazuje włączyć głośne silniki diesla, cała wstecz na najwyższych obrotach. Do tego dzięki odwodnieniu zbiorników balastowych na dziobie i zalaniu tych na rufie, okręt powoli zszedł ze skał. Nieplanowany efekt uboczny, również pomógł polskim marynarzom. Mianowicie spaliny dieslowskie zasłoniły nieco jednostkę przed strzelcami, dając efekt zasłony dymnej. Gdy tylko "Orzeł" wyszedł z portu, ogień do niego otworzyły 138 milimetrowe działa artylerii nadbrzeżnej. Tu przydały się notatki bosmana Markiewicza. Kiedy tylko było to możliwe dowódca dał rozkaz do zanurzenia, polska łódź podwodna skryła się w głębinie. Po kilku milach nieopodal jednej z przybrzeżnych wysepek położyła się na dnie, na głębokości 100m wyłączając silniki. Przyczajona załoga słyszała wybuchy bomb głębinowych, na szczęście oddalały się one. Okręt pozostawał w zanurzeniu 24 godziny, a następnie o godzinie 20 powoli się wynurzył i wymknął z zatoki. Bez map, pozbawiony możliwości nawigowania i bez uzbrojenia artyleryjskiego, podjął patrolowanie środkowego Bałtyku. W między czasie podporucznik marynarki Marian Mokrski wykonał prowizoryczna mapę Bałtyku na podstawie starego spisu latarń morskich, przeoczonego przez Estończyków.

Jedna z map morskich wykonanych przez podporucznika Mariana Mokrskiego.

Wyczyn ten był prawdziwym majstersztykiem i pozwolił polakom dotrzeć aż do Anglii. Niemicy i Sowieci z dużym nakładem sił szukali "Orła". Rosjanie posunęli się nawet do prowokacji zatapiając własny statek, stary parowiec "Metallist" i obarczyli winą polski okręt podwodny. Niemcy zaś oskarżyli załogę "Orła" o zamordowanie Estońskich strażników. Kapitan Jan Grudziński postanowił wysadzić na brzeg zabranych ze sobą wartowników z tallińskiego portu.  21 września okręt wynurzył się u brzegów Gotlandii, dwóch zwolnionych żołnierzy otrzymało od Grudzińskiego list do dowódcy Estońskiej Marynarki Wojennej. Wyjaśnił w nim motywy które kierowały Polakami. Otrzymali oni również na drogę po 50 dolarów i słowa kapitana: "Pamiętajcie, że z zaświatów nie wypada wracać klasą gorszą niż pierwsza."   Do 7 października 1939 roku ORP "Orzeł" patrolował Bałtyk w rejonie Gotlandzkim. Przez ten czas nadarzyła się jedna okazja do storpedowania niemieckiego okrętu. Jednak w trakcie manewrowania, łódź podwodna weszła na mieliznę. Okręt uciekł i wezwał na pomoc samoloty. Nadleciał wodnosamolot Heinkel i zaatakował "Orła" bombami. Na szczęście udało mu się ich uniknąć i zejść z mielizny. Ze względu na wyczerpujące się zapasy wody pitnej i ropy, kapitan Jan Grudziński podjął decyzję o próbie przedostania się do Anglii poprzez cieśniny duńskie. Była to długa i niebezpieczna przeprawa. Kriegsmarine wciąż poszukiwało "Orła". Jednak Polakom udało się pokonać liczne zapory okrętów i poszukujące ich samoloty. 14 października o 6:00 nadano z okrętu sygnał rozpoznawczy i prawdopodobną pozycję, na tyle na ile pozwalała prowizoryczna mapa Mokrskiego. Po pięciu godzinach pojawił się brytyjski niszczyciel "Valorous" i doprowadził okręt do portu w Rosyth. Po naprawach i dozbrojeniu w dwa karabiny Lewis 7,7mm, "Orzeł" miał niesprawną artylerie pokładową, zamki do niej otrzymał dopiero w maju 1940roku, został wcielony w skład Drugiej Floty Okrętów. Otrzymał znak taktyczny 85A. W tym czasie generał Sikorski wraz z kontradmirałem Świrskim odwiedzili polskich Marynarzy. Kapitan Jan Grudziński został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy, część załogi zaś Krzyżem Walecznych. Niejasne jest dlaczego tylko cześć a nie wszyscy, tak jak to miało miejsce w przypadku innej polskiej łodzi podwodnej ORP "Wilk". W trakcie wręczania odznaczeń załoga zbojkotowała Świrskiego i pomimo prośby Naczelnego Wodza, oficerowie nie podali mu ręki. Mieli mu za złe, że we wrześniu '39 uciekł do Rumunii i zostawił walczących marynarzy.
ORP "Orzeł" wraca do portu po jednym z patroli. Anglia 1940. 
ORP "Orzeł" na początku eskortował konwoje, by później wyruszać na regularne patrole Morza Północnego. 8 Kwietnia 1940 roku o godzinie 11 polski okręt dostrzega jednostkę "Rio de Janeiro" bez bandery. Nadaje rozkaz zatrzymania okrętu i przybycia kapitana z dokumentami. Jednak statek przyspieszył biorąc kurs na norweskie wybrzeże. "Orzeł" podjął pogoń i po ostrzegawczej serii zatrzymał statek. Niemiecka jednostka nadała komunikat o ataku przywołując niszczyciele i samoloty. Jednak Polacy dwoma torpedami zatopili, jak się okazało transport z żołnierzami. Mieli oni wziąć udział w planowanej inwazji na Norwegię, która w ten sposób została zdemaskowana. Do 23 maja "Orzeł" wykonywał samotne patrole, głównie unikając niszczycieli i samolotów. Niejednokrotnie schodząc na głębokość większą niż 90 metrów i pozostając w zanurzeniu po 20 godzin.23 maja przed północą ORP "Orzeł" wyszedł w swój ostatni rejs, z którego nigdy nie powrócił. Okoliczności jego zaginięcia jak i ewentualne miejsce spoczynku nie są znane. Istnieje wiele teorii na ten temat. Najczęściej przyjmowaną jest ta, iż wszedł na miny, niemieckie lub angielskie. Brytyjczycy rozstawili pole minowe w sektorze "Orła", jednak zaniedbali by powiadomić o tym załogę na czas. Mówi się również o zbombardowaniu  przez samoloty niemieckie, lub zatopienie przez U-bota. Istnieje również hipoteza na podstawie zeznań byłego członka załogi mata Feliksa Prządka. Przebywał o n w izbie chorych i nie wziął udziału w feralnym patrolu. Podobno 26 maja odwiedził go brytyjski oficer radiowy informując o prawdopodobnym, pomyłkowym zatopieniu polskiej jednostki. Krótko przed północą holenderski okręt zameldował zatopienie salwą 4 torped niemieckiej łodzi podwodnej. Było to w sektorze "Orła". Akurat krótko po tym zdarzeniu admiralicja brytyjska zmieniła zasady przechodzenia z sektora na sektor dla okrętów podwodnych. Odtąd wszystko odbywało się pod wodą. Weryfikację tej hipotezy utrudnia fakt, że po zakończeniu wojny rząd brytyjski utajnił dokumenty o zatonięciu polskiego okrętu na 50 lat, a następnie przedłużył na kolejne 50.
W ten oto sposób, po raz kolejny, dawni sprzymierzeńcy Polski, odwdzięczyli się za przelaną krew we wspólnej sprawie...                
       

Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment wiersza Wiktora Budzyńskiego pod tytułem "Orzeł":

Komandorze podporuczniku Grudziński,
Komendy nie dajesz?
Przez peryskop nie patrzysz
Przy sterze nie stajesz?
Co się z Tobą stało młody komandorze?
Mapy w kąt rzucone, a załoga we śnie...?
Powstań! - Słyszysz, jak sztorm woła
Ciebie morze!? (...)


Jedno z ostatnich zdjęć ORP "Orzeł" Anglia maj 1940


8 komentarzy:

  1. Wielce dziękuję. Uwielbiam wszystko co ma związek z ORP Orzeł. Szkoda, że tak siwetny okręt tamtych czasów nie wykorzystał w pełni swojego potencjału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dupiaty kapitan w pierwszej fazie wojny, potem brak uzbrojenia i wsparcia. Potem u brytoli pływał dalej bez dział bo zamków do nich nie mieli (oni zawsze mają wzystko inne niż inni i na odwrot), poza tym luki torpedowe równiez musieli przerobić bo oczywiście Anglii używali innych niż te na Orle. Najlepsze, że produkowali ten typ torped, ale tylko na eksport... paranoja.
      Poza tym angole nie potrafili wykorzystać łodzi podwodnych, a ich wielka potęga morska drżała, przed kilkoma jednostkami Donitza.

      Usuń
  2. Można było się tu dowiedzieć kilku rzeczy o których nie miałem pojęcia. Cieszy mnie, że powstają takie serwisy jak ten. Na pewno zdobyłeś nowego czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba się :)pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za te przydatne informacje. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że Grudziński nie dowodził od początku. Schleswig-Holstein pewnie by zatonął ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentuj - to dla mnie najlepsza motywacja.