- "Jesteśmy z pierwszego!"
Krzyknęła jedna z nich i zniknęła między drzewami, by po chwili powrócić z kilkoma żołnierzami niosącymi swoich rannych towarzyszy. Z wagonu desantowego wylali się marynarze ubezpieczając ewakuację i pomagając wnosić tych, którzy nie byli w stanie iść o własnych siłach. W kilka minut było już po akcji. Z całego pułku ostała się jedynie zmaltretowana garstka. "Smok" ruszył z łoskotem w drogę powrotną w kierunku Gdyni. Zaczynało świtać, a przed składem w dali dało się słyszeć strzały i huk wybuchów. Pociąg przyspieszył gdy nagle marynarskim oczom ukazali się polscy żołnierze z 3 Batalionu Rezerwowego nacierający na Niemców wzdłuż drogi z kierunku Zagórza.
Gwizdek! To dowódca "Smoka" dał sygnał do zatrzymania. Wróg nie spodziewał się Polaków na swoich tyłach a na pewno nie pociągu pancernego. Ogień z CKMów i działka celnie "kosił" żołnierzy Wehrmachtu, którzy bezradnie próbowali się przegrupować. Ostatecznie byli zmuszeni odskoczyć a "Smok Kaszubski" pośród wiwatu chłopców z Batalionu Rezerwowego, ruszył w dalszą drogę.
* Tekst na podstawie materiałów źródłowych.
O pociągach pancernych z września 1939 roku chyba każdy słyszał, przynajmniej przelotnie. Historia tego konkretnego egzemplarza jest może krótka, ale za to bardzo interesująca i tak naprawdę nie do końca jasna. Chociażby sam fakt, że nie ma żadnych zdjęć, które by dokumentowały istnienie tego pociągu, czy też to, że załogę stanowili marynarze i tak naprawdę był prowizorycznym pociągiem pancernym powstałym z prywatnej inicjatywy jego dowódcy. Zapraszam na krótką opowieść o "Smoku Kaszubskim."
