Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2023

"Dymy nad Gdańskiem" - Mydło z ludzi dr Spannera

Był kwiecień 1945 roku, Gdańsk leżał w gruzach. Na ulice swój upiorny cień rzucały wypalone szkielety budynków, których porozrzucane wybuchami fragmenty tarasowały szosy, a w całym mieście szerzyła się epidemia tyfusu i pierwsze przypadki duru brzusznego. Niemcy dopiero co opuścili to miasto, stawiając jeszcze bezsensowny opór w okolicach Westerplatte aż do 7 kwietnia. Dziesięć dni później przed budynek Institut für Anatomie der Medizinische Akademie in Danzig zajechał urzędowy samochód. Z jego wnętrza wysiadł Stanisław Buczkowski, delegat Państwowego Instytutu Higieny. Mężczyzna wysiadł ostrożnie z samochodu i dokładnie przyjrzał się budowli. Nic nie wskazywało na to, by padła ofiarą szabrowników. Oficjalnie polski delegat miał zabezpieczać mienie Instytutu Higieny, jednak jego praca polegała również na zapobieganiu szerzących się z powodu opłakanych warunków sanitarnych w Gdańsku chorób. Buczkowski mruknął coś pod nosem i przeszedł do drzwi instytutu. Gdy wszedł do środka, skrzywił się mimowolnie, do jego nozdrzy dotarły ostre chemiczne zapachy, oraz woń śmierci. Gdy przeszedł przez framugę drzwi prowadzących do laboratorium, stanął jak wryty. Na dużym drewniany stole walały się tacki i pojemniki laboratoryjne, obok niego stała duża wanna, po lewej stronie przy drzwiach, tuż przy kaloryferze znajdował się zwalisty regał, a na jego półkach poustawiane były ludzkie czaszki, w dolnej części zaś leżały kości.
Później było już tylko gorzej. Buczkowski miał problemy z panowaniem nad swoim żołądkiem, kiedy przechadzał się z szeroko otwartymi oczami pomiędzy kośćmi, całymi ciałami, głowami, oraz pozbawionymi ich korpusami. Najgorsze były jednak wypreparowane ludzkie skóry. Szok nie mijał, a mężczyzna czuł mrowienie warg i przymus, by wybiec jak najszybciej z budynku. Jego kolejne odkrycie okazało się jeszcze bardziej porażające. Na blacie leżały brązowe kawałki czegoś… Kiedy je dotknął, poczuł charakterystyczną strukturę, a przedmiot pozostawił na jego spoconych palcach „śliski osad”, który lekko się zapienił.

„Mydło” – pomyślał. „to surowe mydło… o kurwa, mydło z ludzi...”


Zdjęcie sali laboratoryjnej Instytutu Anatomii gdańskiej Akademii Medycznej wykonane wiosną 1945 roku.


Gdańsk i jego prowincja od zawsze były miejscem, gdzie historia zapisywała swoje nietuzinkowe fragmenty. Nie inaczej było w czasie drugiej wojny światowej. Był to jeden z punktów, gdzie rozpoczęła się druga wojna światowa, tu miała miejsce obrona Poczty Polskiej i Westerplatte. To tutaj Polacy 1 września o godzinie 6:40 wysadzili w powietrze mosty tczewskie. Z półwyspu Helskiego polska bateria nabrzeżna skutecznie szachowała najeźdźcę niemalże do końca walk obronnych. Na wiosnę 1942 roku Niemcy w Gdańsku realizowali jeden ze swoich wielkich projektów kinowych. To tutaj w rolę „Titanica” wcielił się statek pasażerski „Cap Arcona”, który po odegraniu roli pechowego transatlantyku rzeczywiście 3 maja 1945 roku sam stał się zimnym grobowcem dla setek więźniów obozów koncentracyjnych. W 1944 roku polscy partyzanci dokonali w Borach Tucholskich zamachu na domniemany pociąg Führera, ten jednak okazał się pociągiem pospiesznym relacji Königsberg-Berlin. Tam również Niemcy po ewakuacji ośrodka w Peenemünde testowali rakiety V-2. To pod Gdańskiem znajdował się osławiony obóz koncentracyjny Stutthof, w nim między innymi, po nieudanym zamachu na Hitlera, przetrzymywano rodziny Stauffenberga i pozostałych spiskowców. Z Gdyni w swój ostatni rejs wypłynął statek „Wilhelm Gustloff”. I to w Gdańsku miała znajdować się niemiecka manufaktura produkująca mydło z ludzkiego tłuszczu.

czwartek, 1 września 2016

Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku - 14 godzin dla Polski

 Wczesnym rankiem, kiedy słońce dopiero zapowiadało swoje wzejście na nieboskłon. Kilkudziesięcioosobowa grupka uzbrojonych ludzi, przy placu Heweliusza, poruszała się niespokojnie pomrukując. SS-Untersturmführer Alfred Heinrich spojrzał na zegarek, była 4:45, po chwili przeniósł wzrok w stronę portu i Zatoki Gdańskiej. Poprzez półmrok świtu widział jedynie szare niebo, ktoś upuścił swój hełm, a echo upadku rozbiło się o ściany pobliskich budynków. 
"Ruhe!"
 Syknął dowódca oddziału, podirytowany opóźnieniem. 4:47 - dwie minuty po terminie, odliczał w myślach Heinrich. Swoją uwagę poświęcił teraz pogrążonemu w ciemności budynkowi polskiej poczty. Nie potrafił wykryć żadnego ruchu, żaden cień nie przesuwał się w oknach. Niemcy prawie przed godziną odcięli prąd i telefon polskiej placówki, teraz czekali na sygnał. Nagle od strony kanału portowego na Zakręcie Pięciu Gwizdków dobiegły ogłuszające eksplozje. Była 4:48 1 września 1939 roku, pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął ostrzał Westerplatte. Oddział wydzielony z sił: SS-Heimwehr Danzig,  SS Wachsturmbann „E” i Policji Porządkowej "Schutzpolizei" ruszył do szturmu na budynek Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku. Niemcy liczyli, że szybko uporają się z listonoszami i urzędnikami, by zrzucić tak rażącego ich oczy orła z gmachu i wywiesić flagi z czarną swastyką... 
Naziści podeszli pod budynek i kiedy mieli nadzieję wedrzeć się do środka przez zaskoczenie, z jednego z okien odezwał się polski karabin maszynowy. Z pozostałych zawtórowała mu broń ręczna i poleciało kilka granatów. Alfred Heinrich, dowodzący atakiem wdarł się przez wysadzone drzwi do pocztowej paczkarni, Tam jednak czekali na niego polscy obrońcy padł raniony ogniem ich broni na posadzkę, policjanci "Heimwehr" szybko pozbierali swojego dowódcę i wycofali się.   
Poczta Polska broni się... 
*Sfabularyzowana wersja pierwszych chwil ataku na Urząd Pocztowy nr 1 w Gdańsku.
  
Zdewastowana skrzynka Poczty Polskiej w Gdańsku. Eksponat Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku


Po zakończeniu I Wojny Światowej, Polska mogła odrodzić się po 123 latach niebytu na mapie świata. By zapewnić sobie "okno na świat", delegacja powstającego kraju zabiegała o pozyskanie Gdańska, jako jedynego w obecnym czasie miasta mogącego spełniać tę funkcję.