niedziela, 2 grudnia 2018

Tygrys II - Legenda "kolosa na glinianych nogach"

19 kwietnia 1945 roku
Przemieściliśmy się w rejon koncentracji w Bülow koło Seelow. Bezpośrednie trafienie z działa [czołgu] IS-2 w wieżę uszkodziło wieżyczkę. Pomimo takiego defektu zniszczyłem w ciągu 19 minut 13 nieprzyjacielskich czołgów, korzystając z zapasowego mechanizmu spustowego [armaty]. 
21 kwietnia 1945 roku
Nocny alarm, spowodowany przełamaniem frontu przez Rosjan. Przemarsz do Berlina, połączony z odholowaniem innego uszkodzonego "Tygrysa" do Tempelhof, do zakładów naprawczych w stalowni Krupp und Druckemöller.
23 kwietnia 1945 roku
Wczesnym rankiem przejazd do Neukölln i Köpenick nad kanałem Tetlow; zniszczenie IS-2 na moście.
25 kwietnia 1945 roku
Zaczęła się bitwa o Tiergarten. Rosjanie usiłowali się przedrzeć na północ wzdłuż Bergstrasse i Berlinerstrasse. Przejazd do punktu dowodzenia na Placu Poczdamskim, jednak punkt ten już wcześniej przeniesiono. Razem z "Tygrysem" numer "100" osłaniamy Pałac Poczdamski (...) Dwa inne czołgi Tiger B walczą koło Bahnhof [dworca kolejowego] Halensee.
29 kwietnia 1945 roku 
Jeden czołg IS-2 i dwa T-34 które wyłoniły się zza Haus Vaterland [przy Placu Poczdamskim], zostały zniszczone. Długa lufa i kadłub potężnego [sowieckiego działa pancernego] ISU-122 zatarasowały ulicę.
30 kwietnia 1945 roku
Dostajemy rozkaz przejazdu pod Reichstag w godzinach popołudniowych. Gmach Reischstagu przeszedł ciężkie bombardowanie i leży w gruzach, a wszystkie sale obrad spłonęły. Koło gmachu opery Krolla zauważyliśmy 30 sowieckich T-34. Po krótkiej odprawie wyruszamy, aby osłaniać Reichstag i otwieramy tam dość skuteczny ogień. Wiele sowieckich czołgów płonie.
1 maja 1945 roku
Pięć czołgów Tiger B z naszego Abteilung nadal uczestniczy w walce. W pobliżu dworca Hallensee zniszczono pięć rosyjskich czołgów. Zajmujemy pozycje koło Reichstagu, podczas gdy kolejne rosyjskie czołgi wchodzą na pozycje koło [gmachu opery] Krolla. Otrzymujemy rozkaz przebijania się, podobno wydany przez samego Goebbelsa. Ma do nas dołączyć jeszcze od trzech do pięciu czołgów. Nasz cel to Oranienburg na północy, gdzie przyłączymy się do grupy bojowej [generała Walthera] Wencka. (...) Wkrótce po tym dowiadujemy się, że Adolf Hitler oraz Goebbels popełnili samobójstwo. Później tego wieczoru decydujemy się wysadzić [nasz] czołg i wydostać się z Berlina.
*Raport Unterscharführera Georga Diersa. Dowódcy czołgu "Tygrys" B o numerze 314 z SS-Panzer Abteilung 503. Z książki Thomasa Andersona "Tygrys. Legendarny czołg"  


Porzucony "Tiger" Ausf. B z SS Schwere Panzer Abteilung 503. Berlin, maj 1945 roku 

Miała to być "Wunderwaffe", która budząc lęk i panikę zmiażdży wrogów III Rzeszy a każdego walczącego w tym pojeździe czołgistę napełni dumą i heroizmem. Wyszło jednak nieco inaczej. Pomimo wszystko, "Tiger" Ausf. B okazał się bardzo ciężkim "orzechem do zgryzienia" dla aliantów. Zarówno tych zachodnich jak i wschodnich. Maszyna ta, jak i jej "starszy brat" PzKpw VI "Tiger" budziły respekt i otrzymały tytuł jednych z najgroźniejszych czołgów II wojny światowej. W książce Thomasa Andersona "Tygrys. Legendarny czołg" można odnaleźć wiele ciekawych, mniej znanych jak i unikatowych faktów oraz fotografii, pojazdów z rodziny "Tygrys". W oparciu o tę publikację chciałbym przybliżyć historię ostatniego czołgu, który miał zmienić bieg wydarzeń.

środa, 21 listopada 2018

Ostatnie bitwy kampanii wrześniowej cz.1 - Krew za honor

Szymon Waraksa zaprasza do lektury:

      12 września 1939 roku na zebraniu Najwyższej Rady Wojennej w Abbville przedstawiciele Francji i Wielkiej Brytanii podjęli, decyzję o przerwaniu jakiejkolwiek pomocy dla Polski. Uznano że sytuacja polskiej armii jest już beznadziejna, a upadek Warszawy jest już tylko kwestią dni. Według premiera Chamberlain nie można było już nic zrobić dla Polski. Francja i Wielka Brytania rozpoczęły przygotowania do wojny pozycyjnej. W tym samym czasie sytuacja w Polsce była bardzo skomplikowana. Generał Kutrzeba przed kilkoma dniami rozpoczął bitwę nad Bzurą, co było dla dowódcy niemieckiej 8 armii całkowitym zaskoczeniem. Przekreśliło to całkowicie niemieckie plany zdobycia Warszawy z marszu. Jednocześnie Niemcy przekroczyli na odcinku armii Modlin Bug. Pod Maciejowicami i Górą Kalwarią przekroczyli Wisłę. W ten sposób plany Naczelnego Wodza, oparcia linii obrony na rzece Wiśle w tym momencie były już całkowicie nieaktualne. Marszałek Rydz-Śmigły usiłuje temu przeciwdziałać tworząc Front Północny i Południowy. Front Północny dowodzony przez generała Dęba Biernackiego nigdy w zasadzie nie, stworzył jednolitej obrony i bardzo szybko się rozpadł. Front Południowy dowodzony przez generała Kazimierza Sosnkowskiego, miał składać się z armii Kraków i Karpaty połączonych w jedną całość. Decyzja ta dowodziła o słabym rozeznaniu sytuacji przez Naczelnego Wodza który nie wiedział że linia Sanu której miały bronić obie armię stanowi fikcję. Rozkaz odwrotu na przedmoście Rumuńskie był aktem desperacji i ostatnią deską ratunku. Naczelny Wódz chciał na południowo wschodnim krańcu kraju przetrwać aż do 17 września kiedy miała zacząć się francuska ofensywa.

Żołnierze Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego i francuskiego lotniczego personelu naziemnego w trakcie "dziwnej wojny". Wrzesień 1939 rok

W ten sposób 12 września zaczęły się walki armii Kraków oraz oddziałów armii Karpaty nad Sanem. Zbliżał się nieubłaganie czas wkroczenia Armii Czerwonej na terytorium II RP a Józef Stalin bacznie się przyglądał rozwojowi sytuacji w Polsce aby wkroczyć na terytorium Polski w dogodnym dla siebie momencie. Nieubłaganie zbliżał się( chociaż żaden z polskich żołnierzy a także dowódców jeszcze tego nie wiedział) koniec kampanii

niedziela, 11 listopada 2018

Przybylski Łukasz - "Kamień przez Boga rzucony na szaniec..."

Ojcowie, inżynierowie i twórcy polskiej niepodległości. Wspominamy ich za każdym razem kiedy na kartce w kalendarzu pojawi się data 11 Listopada. W prasie, telewizji i internecie przewija się kolorowy korowód wielkich Polaków. Piłsudski, Dmowski, Witos, Haller, Muścicki, Korfanty, Daszuński... kto lepszy? Kto bardziej Polsce niepodległość zwrócił? Jednak czym byli by ci "inżynierowie" gdyby nie mieli budulca by odrodzić Polskę po 123 latach?
W trakcie wzniosłych uroczystości tak rzadko, lub wcale nie wspomina się tych, którzy walczyli i umierali za swój kraj. Tych szarych zwykłych i zapomnianych powstańców, legionistów, żołnierzy. Tych "niczym przez Boga kamienie rzucone na szaniec".

Atak 4 Pułku Legionów Polskich pod Jastkowem 31 lipca 1915 roku. Obraz Józefa Ryszkiewicza

Łukasz Przybylski jest dziś postacią prawie nieznaną i zapomnianą. Nikt nie napisał o nim książki ani nie nakręcił filmu. A był to człowiek, który w sercu nosił Polskę, w żyłach tętniła mu niepodległość a serce biło w rytm mazurka. Był weteranem trzech powstań oraz pierwszej wojny światowej, dożył ponad stu lat a dziś prawie nic o nim nie wiadomo.

niedziela, 16 września 2018

Taczak Stanisław - "Zapomniany żołnierz niepodległości"

Myśląc o "ojcach" polskiej niepodległości, standardowo do głowy przychodzą nam takie nazwiska jak Piłsudski, Dmowski, może jeszcze Witos czy Haller. Jednak ludzi, którzy poświęcili się dla ojczyzny i jej niepodległości było znacznie więcej. Dlaczego o nich się zapomina?
Może dlatego, że nie zrobili błyskotliwej kariery, musieli zniknąć z powodów politycznych lub byli postaciami niewygodnymi i niepasującymi w światopogląd znajdujących się akurat na piedestale. W książce Piotra Nehringa "Zapomniani żołnierze niepodległości" można znaleźć sylwetki właśnie takich ludzi. Jedną z nich jest generał Stanisław Taczak.

Generał Stanisław Taczak

Stanisław Taczak jest przykładem człowieka, który pomimo wielkiego wkładu i poświęcenia dla ojczyzny, był usuwany na dalszy plan z powodów osobistych lub ideologicznych. Szersze spojrzenie jak i wiele innych podobnych mu postaci możemy znaleźć w książce Piotra Nehringa a ja zapraszam na krótką opowieść o człowieku trzech wojnach i jednym powstaniu.

sobota, 1 września 2018

Ostatni kosynierzy - "Czerwoni" lub nie, po prostu bohaterzy

Na skraju lasu panował względny spokój. Nagle kilkadziesiąt postaci z biało-czerwonymi przepaskami na ramieniu przemknęło chyłkiem między drzewami. Prawie nie było ich widać, gdyby nie odbite słońce w srebrzystym metalu kos i "szpic" zatkniętych na drzewcach. Między krzakami i drzewami czaił się wróg, ale Polacy nie czuli lęku. Przyczajeni czekali. Z prawej rozległy się salwy z broni palnej do których dołączyła kanonada z lewej. Nieprzyjaciel poderwał się z bronią gotową do strzału. Było widać nerwowość i niepokój w ich ruchach. Kiedy wróg skupił swą uwagę na zgiełku, z zarośli i krzaków poderwali się kosynierzy.
- Hurrrraa!
Rozległ się gromki okrzyk. Nim Niemcy zdołali się zorientować w sytuacji, polskie kosy i piki cięły i kuły ich ciała, które padały w drgawkach na ziemię. Część z nich próbowało, w gęstwinie leśnej, podjąć walkę na bagnety, jednak kosy okazały się skuteczniejsze. 
Broń zdobyta na Niemcach choć częściowo pokryła potrzeby kompanii kosynierów.
Był wrzesień 1939 roku...
*Sfabularyzowany tekst na podstawie książki Tomasza Bieleckiego "Krótka historia mafii sycylijskiej".
Andrzej Skibiński i jego syn Janusz. Kosynierzy z Gdyni. Wrzesień 1939 roku.

Kosynier to ikona polskiej walki o wolność i tożsamość narodową. Wizytówka powstań niepodległościowych i bitew takich jak ta pod Racławicami. Każdy potrafi sobie wyobrazić chłopa w kościuszkowskiej czapce, białym lub szarym płaszczu i kosą zatkniętą na sztorc. Ten romantyczny obraz maluje się pod powiekami niemalże każdemu Polakowi na dźwięk słowa "kosynier". Komu przyszłoby jednak do głowy, że kosynierzy, choć inaczej umundurowani ale jednak z kosami na sztorc, wzięli udział w walkach o ojczyznę we wrześniu 1939 roku. Dodać należy, że wykazali się zarówno dużym męstwem jak i wyjątkową skutecznością. Niemcy panicznie bali się tych mężczyzn z kosami, czatujących na nich w lasach polskiego wybrzeża. Nadali im nawet nazwę: "czarne diabły". Poniżej krótka historia ostatnich kosynierów, którzy oddawali życie za wolną Polskę.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Obrona zamku Itter - W pryzmacie jej "bohaterów"

Gdy natknąłem się na historię tej bitwy, myślałem, że to scenariusz filmu Quentina Tarantino. Kilku amerykańskich GI`s, pod rozkazami nieokrzesanego, mającego zawsze pod ręką flachę whiskey a w ustach kikut cygara, jednak ludzkiego kapitana. Wchodzi w sojusz z garstką żołnierzy niemieckich, którymi dowodzi dystyngowany, niezwykle uprzejmy i nienaganny major Wehrmachtu. Powód tego "paktu" jak i kulisy również doskonale wpisują się w produkcje nietuzinkowego reżysera jakim jest Tarantino. Kilku prominentnych francuskich więźniów, po ucieczce pilnujących ich strażników, oczekuje pomocy w średniowiecznym zamku przerobionym na więzienie. Do tego Francuzi nie cierpią się wzajemnie i bez przerwy spierają oraz kłócą.  Zagrożeniem są natomiast fanatyczne i bestialskie oddziały niemieckiego Waffen SS, krążące po okolicy i mordujące każdego kto wyda im się wrogiem.
Materiał gotowy w sam raz na kasowy film. Tyle tylko, że gdy przyjrzymy się bliżej tym wydarzeniom, okaże się, że nie do końca są one takie jak w sensacyjnych opisach bratania się Amerykanów z "nawróconymi" Niemcami. Kilka drobnych, przemilczanych lub dopisanych szczegółów, robi jednak dużą różnicę. Niemniej wydarzenia w okół zamku Itter są niezwykle ciekawe i niejako ewenementem historycznym.

Zamek w Itter, widok na bramę główną. 

W pięknym miejscu z niezwykłą alpejską panoramą w tle, mniej więcej w XIII wieku wzniesiono warowną twierdzę, która miała pełnić rolę granicznego punktu broniącego wejścia do Brixental. Zamek zbudowano niecałe 20 kilometrów od austriackiego miasta Kufstein w wiosce Itter. Na przestrzeni wieków, budowla pełniła zarówno funkcje militarne jak i urzędowe. W XVII wieku przestała być komukolwiek potrzebna i pozostawiona sama sobie popadła w ruinę. Około 1806 roku, w trakcie okupacji napoleońskiej przekazano zamek gminie co ostatecznie przesądziło jego los. Okoliczni chłopi używali go jako źródła materiałów budowlanych. 72 lata później, pozostałości warowni, kupił monachijski przedsiębiorca Paul Spieß i odbudował zamek z zamiarem otwarcia w nim hotelu. Plan jednak nie wypalił i Schloss Itter przeszedł na własność prywatną, zmieniając właścicieli aż do momentu kiedy został skonfiskowany przez nazistów. Jako ciekawostkę można dodać, że w zameczku gościli Ferenc Liszt i Piotr Czajkowski.

czwartek, 31 maja 2018

Bajończycy - Zapomniana kompania

Około godziny 10, zaczął z lekka opadać pył wzbity pięciogodzinną nawałą artylerii francuskiej. Niemcy okopani na wzgórzu Vimy-les-Ouvrages-Blanc, musieli mieć niezbyt przyjemną niedzielną pobudkę.
Trąbka! Sygnał do natarcia, urywany, nierówny i nerwowy. Dało się jednak rozpoznać melodię "A la baionette!" Żołnierze wyskoczyli z okopów i w ślad za swoim francuskim dowódcą biegli w stronę niemieckich okopów. 200 postaci w czerwonych spodniach, egzotycznych czapkach tego samego koloru i granatowych kurtkach, rozsypało się tyralierą na "ziemi niczyjej". Długie czworograniaste bagnety lśniły odbijając majowe słońce. Wróg z rzadka, jedynie pojedynczymi wystrzałami, "witał" nieproszonych gości na swoim przedpolu. kapitan Osmonde pędził na czele swoich legionistów dając im przykład odwagi i zagrzewając do walki. Gdzieś z środka grupy a może z któregoś skrzydła, rozbrzmiał ochrypły śpiew. Tęskny, zmęczony, zdać by się mogło że sponiewierany. Mimo wszystko jednak twardy i ryczący z brutalną desperacją:
- "Hej kto Polak na bagnety... Żyj swobodo Polsko Żyj!"
Dwie setki gardeł w jednym momencie podjęły melodię i huknęły w stronę niemieckich okopów niczym z armat.
- "Takim hasłem cnej podniety, trąbo nasza, wrogom grzmij!" 
Wdzierając się w kajzerowskie zasieki i dopadając pruskich transzei, ponad chórem wzbił się okrzyk kapitana Osmonde:
- "Vive la Pologne!"
Francuz oddał tym hołd  i wyraził uznanie swoim podwładnym. Wieczorem był już martwy. 
Polska kompania przeskoczyła opuszczoną i zasłaną krwawymi trupami, pierwszą linię niemieckich okopów. W ślad za nimi podążali Belgowie i Czesi. Polacy jednak biegli pierwsi i to w nich huknął nagle ogień niemieckich karabinów i posypały się kartacze. Zawzięci parli jednak naprzód a kiedy ich kolegów rozrywały zbłąkane pociski francuskiej artylerii, ich wściekłość przybrała jedynie na sile. Garstka polskich straceńców zdobyła 5 km niemieckich umocnień. Bajończycy, na francuskiej ziemi płacili daninę dla Polski, kraju który nie istniał ale niejako z ich krwi i poświęcenia miał się niedługo zrodzić. Był 9 maja, roku pańskiego 1915.
*Sfabularyzowany tekst na podstawie materiałów źródłowych     


Bajończycy na francuskiej pocztówce z okresu Wielkiej Wojny

Kim byli Bajończycy? Jeśli w ogóle zdajemy sobie sprawę z polskiej obecności na frontach Wielkiej Wojny, to na myśl nasuwają się nam Legiony Polskie Piłsudskiego i "Błękitna Armia" generała Hallera, no ewentualnie ktoś słyszał o Legionie Puławskim. Często zapomina się jednak, lub w ogóle nie wie, o daninie krwi jaką zapłacili żołnierze 2 kompanii batalionu C w 1 Pułku Legii Cudzoziemskiej. Jak napisał redaktor "Dziennika Łódzkiego", magister Sławomir Sowa:
"Pierwsza Kadrowa obrosła legendą, kości Bajończyków obrosły mchem".
Dziś chciałbym ten mech nieco zeskrobać i oddać salut w stronę tych ludzi.