środa, 24 lutego 2016

Hakenkreuz - Profanacja swastyki

Czy potraficie sobie wyobrazić polskiego górala, który stawiając nową chałupę zaprasza księdza by poświecił jego nowe domostwo, a jednocześnie wycina na belkach stropowych swastykę? A jednak tak bywało i to nawet w czasach II RP.
To, że Adolf Hitler i jego sztab nie są twórcami tak zwanego Hakenkreuza, wie większość z nas. Lecz skąd on się wziął i jak trafił na sztandary nazistów? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć.

Posadzka w kościele św. Józefa w Przemyślu. 

poniedziałek, 15 lutego 2016

PZL P.11 - "Maszyna orłów"

1 września Anno Domini 1939 o godzinie 5:45 podporucznik Władysław Gnyś, poderwał swoją "jedenastkę" z lotniska w Balicach pod Krakowem. Przed nim startował jego dowódca kapitan Mieczysław Medwedecki. Rozkaz brzmi: przechwycić nieprzyjacielskie bombowce, wracające po bombardowaniu Krakowa. W trakcie lotu wznoszącego porucznik dostrzegł dwa niemieckie Junkersy 87b. Nieprzyjaciel pojawił się nagle, zaskakując zupełnie polskiego pilota. Gnyś dostrzegł jak jeden z nich sieje serią w kierunku jego dowódcy. Pierwsze kule okazały się niecelne, jednak Medwedecki najwidoczniej nie zauważył wrogich samolotów. Jego maszyna nadal wznosiła się nie wykonując żadnych manewrów. Niemiec za drugim razem przyłożył się bardziej, druga seria podziurawiła PZL 11. Mieczysław Medwedecki z przestrzeloną wątrobą próbował "posadzić" swój samolot na polu, jednak przy próbie lądowania maszyna stanęła w płomieniach. Pilot zmarł na skutek złamania podstawy czaszki. Był to pierwszy polski, a zarazem aliancki pilot, który poniósł śmierć w tej wojnie.
Gnyś w tym samym czasie zaatakował drugiego Ju87, jednak dostał się pod ogień Leutnanta Franka Neuberta, który chwilę wcześniej zestrzelił jego kolegę. Wspaniała zwrotność polskiego samolotu, była jedyną przewagą nad nieprzyjacielem i umożliwiła ucieczkę przed Niemcami. Odchodząc od miejsca potyczki skierował się w stronę Olkusza, po kilku chwilach zauważył sunące w szyku sylwetki Dornierów 17E. Polak nie zamierzał unikać walki, postanowił samotnie zaatakować. Miał tylko jedną szansę, jego myśliwiec był wolniejszy od niemieckich bombowców o jakieś 60km/h. Wykorzystując przewagę wysokości opadł w dół i otworzył ogień z dwóch KMów. Iskry i strzępy poszycia sypnęły się z wrogich maszyn. Jedna z nich zachwiała się i zbaczając z kursu uderzyła w lecącą obok. Dwa niemieckie Dorniery runęły na ziemię. Dwa pierwsze nazistowskie samoloty zostały zaliczone polskiemu pilotowi. Podporucznik Władysław Gnyś jest pierwszym alianckim pilotem, który zestrzelił niemiecki samolot. 
*Tekst na podstawie meldunków i przekazu świadków.

PZL P.11c ze 112 eskadry myśliwskiej III Dywizjonu 1 pułku lotniczego na manewrach latem 1939 roku. 

Powiedzenie - "Polski lotnik jak trzeba będzie to i na drzwiach od stodoły poleci" - było przez lata nadużywane, a wręcz straciło swoje prawdziwe znaczenie. Często interpretuje się je jako prześmiewcze i poniżające, zapominając o jego etymologii. Zwrot ten był powtarzany przez polskie asy lotnictwa, takie jak Stanisław Skalski, czy Witold Urbanowicz. Nie wynikało to jednak z pychy polskich lotników, bo nie oni go wykuli. Kiedy Anglicy w obliczu braku pilotów, byli zmuszeni sięgnąć po obcokrajowców. Okazało się, że Polacy, którzy do tej pory byli traktowani przez nich jako dwukrotni przegrani. Raz w walkach wrześniowych i drugi raz w walce o francuskie niebo, zawstydzili ich swoim kunsztem, determinacją i skutecznością. Przypominając sobie na jakim sprzęcie latali w 1939, Brytyjczycy wyrażali tym zdaniem swoje uznanie.

niedziela, 31 stycznia 2016

Katiusza - "Organy Stalina"

Kilku żołnierzy Wehrmachtu kuliło się w wykopanej przez siebie, w zamarzniętej ziemi jamie. Spoglądali nerwowo w niebo zaciskając kurczowo palce na kolbach karabinów. Jeden z nich spoglądał przez lornetkę w stronę ruin kamienic Stalingradu, powalonych wybuchami. Dziwiło go, że od kilkudziesięciu minut nie zauważył żadnego ruchu. Jeszcze przed kilkoma chwilami, czerwonoarmiści strzelali w ich kierunku. Jednak stanowisko MG34, które znajdowało się kilka metrów na prawo, skutecznie odstraszało wroga. 
W pewnym momencie od wschodu rozległ się nieopisany jazgot i w ułamku sekundy ziemią wstrząsnęły kolejne wybuchy. Gniazdo karabinu maszynowego zniknęło w kuli ognia i nie pozostało po nim nic, poza dymiącą, czarną dziurą. Ostrzał katiusz nie ustawał. Stacjonujące po drugiej stronie Wołgi "Organy Stalina" bezkarnie siały spustoszenie, na niemieckich pozycjach. Młody oficer zrozumiał, dlaczego sowieci cofnęli się w głąb swoich pozycji. Wyrzutnie rakietowe nie były zbyt celne, za to śmiertelnie groźne. Żołnierze nie wytrzymywali wycia, podobnego do jęków jakie wydawały nadlatujące pociski. Wielu z nich wyskakiwało z kryjówek i biegło bez celu w objęcia śmierci. Nikogo nie dziwił fakt, iż jego towarzysze odchodzą od zmysłów w strachu przed kolejnym atakiem rakietowym. Zdarzało się, że w przeciągu tych kliku, kilkunastu sekund, kiedy spadały setki radzieckich pocisków, ludzie kompletnie siwieli. 

Katiusze BM-13 i BM-8 ostrzeliwują niemieckie pozycje pod Stalingradem. Październik 1942 rok.

"Katiusza" to popularna nazwa rosyjskich wyrzutni rakietowych BM-8, BM-13 i BM-31. Katiusza to zdrobnienie rosyjskiego imienia Jekatierina, które to też nosiła popularna piosenka, mówiąca o tęsknocie dziewczyny do ukochanego na froncie. Pieśnią tą dodawali sobie otuchy wszyscy czerwonoarmiści. Niemcy jednak mieli nieco inną nazwę dla tej broni, nazywali ją "Stalinorgel", czyli "Organy Stalina". To z powodu przerażającego dźwięku jakie wydawały wystrzeliwane pociski, przypominającego Jazgot lub jęk.

piątek, 8 stycznia 2016

Helikopter - Narodziny śmigłowca

Pierwsze plany wirnikowej maszyny latającej pojawiły się w 1475 roku w notatkach Leonarda da Vinci. Helikopter lub śmigłowiec jest zaś najczęściej kojarzony z Igorem Sikorskim. Jest on uważany za ojca i projektanta pierwszych seryjnie produkowanych i użytych bojowo maszyn. Jednak nie jest to do końca prawdą. Nie ulega wątpliwości, iż jego wkład w początkowych fazach rozwoju tego typu maszyn jest znaczny. Jednak nie powinno się pomijać tego co było między Leonardem, a Sikorskim.

Szkic helikoptera według Leonarda da Vinci.


Leonardo da Vinci naszkicował maszynę niezbyt bardzo przypominającą dzisiejsze śmigłowce. Były to jednak tylko plany znacznie wyprzedzające swoją epokę.

czwartek, 24 grudnia 2015

Rozejm Bożonarodzeniowy - Okopowa "Opowieść Wigilijna"

Niemiecki żołnierz zmierza z choinką w stronę brytyjskich okopów. Boże narodzenie 1914 rok.
 
24 grudnia roku 1914 okolice Ypres, front zachodni.

Brytyjski sierżant przez swoją lornetkę obserwował linię niemieckich okopów, coś się tam działo. Dziwne odgłosy i krzątanina, podejrzewał przygotowania do szturmu. "Cholera, dziś wigilia" pomyślał, ale szybko sam sobie udzielił reprymendy. Przecież po tych barbarzyńcach można spodziewać się wszelakiej perfidii. Uderzył kilkakrotnie dłonią o dłoń i chuchnął w palce. Było wyjątkowo mroźno, ale dzięki temu wszechobecna wilgoć i błoto stały się dużo znośniejsze. Wtem zamarł i zaczął wytężać wzrok, coś powoli wyłaniało się z transzei oddalonej o kilkadziesiąt metrów. Gdy przyłożył lornetkę do oczu nie mógł uwierzyć w to co widzi. Niemcy wystawili na brzeg okopu przystrojone drzewko, po chwili choinki zaczęły pojawiać się na całej linii, zauważył nawet jedną w miejscu, gdzie było gniazdo karabinu maszynowego. Nie zdążył ochłonąć ze zdziwienia kiedy usłyszał od strony wroga śpiew:
- Stille Nacht, heilige Nacht,
Alles schläft; einsam wacht...
Jego żołnierze zaczęli ostrożnie wychylać się poza krawędź rowu, ostrożnie w obawie przed snajperami sprawdzali co się dzieje u "Fryców". Nerwowo patrzyli po sobie, gdy nagle ktoś zaintonował:
- Silent night, Holy night,
All is calm, all is bright...
Nim przebrzmiała pierwsza sylaba cały brytyjski okop śpiewał kolędę, wtórując swojemu wrogowi. Sierżant pokręcił głową z dezaprobatą i w myślach klął na głupotę swoich towarzyszy. Jednak nim zdążył ich przywołać do porządku, z niemieckiego okopu wyskoczył żołnierz i krzyknął w ich stronę:
- Happy Christmas, Tommy!
Nagle jeden z szeregowców cisnął swój karabin w zmarznięte błoto na dnie transzei i zaczął wdrapywać się na jej skraj. W ślad za nim zaczęli wyskakiwać kolejni. Żołnierze niepomni na miażdżące ostrzały artyleryjskie, kule snajperów czy koszące krwawą nawałnicą karabiny maszynowe wylegali z chroniących ich okopów.
- Złazić i to natychmiast!
Wrzeszczał sierżant, ale niewielu się zawahało pod wpływem jego rozkazu. Spoza okopu, ktoś mu odkrzyknął:
- Zamknij się! Są święta...
* Tekst na podstawie wspomnień żołnierzy zebranych w Imperial War Museum.

czwartek, 17 grudnia 2015

KW-2 - Radziecki "Goliat"

Kiedy Niemcy pierwszy raz zobaczyli czołg KW-2 byli w głębokim szoku. Już sam jego widok był przytłaczający, a dodatkowo umieszczona w ogromnej wieży haubica 152mm miotała 52kg pociskami. Pancerz czołgu był praktycznie nie do przebicia dla jednostek pancernych i artylerii przeciwpancernej Wehrmachtu. Pojedynczy KW-2 wsławił się nawet jako bohater z pod Rosienie, gdzie samodzielnie zatrzymał natarcie całej 6 Dywizji Pancernej na 48 godzin, a w niektórych przekazach można się doczytać, iż były to 3 dni. Czy aby jednak, na pewno? No i skoro Rosjanie dysponowali tak potężną bronią, dlaczego walki w 1941 roku to jeden wielki chaotyczny odwrót Armii Czerwonej?

KW-2 na poligonie w okręgu Leningradzkim, pokonuje pionową przeszkodę o wysokości 70cm. Czerwiec 1940 rok.


Linia czołgów KW była ciężkimi czołgami produkowanymi w Związku Radzieckim. Zostały one nazwane na cześć ludowego komisarza obrony Klimenta Woroszyłowa. W chwili niemieckiej agresji na ZSRR były to jedyne czołgi ciężkie, seryjnie produkowane na świecie.

sobota, 28 listopada 2015

wz.35 "Ur." - Dziadek do pancernych orzechów

W roku 1935 został wprowadzony w życie program modernizacji Wojska Polskiego. Był on wymuszony wysiłkiem zbrojeniowym naszych sąsiadów, czyli III Rzeszy i ZSRR. Jednym z ważniejszych punktów reformy, była broń przeciwpancerna. Ponieważ potencjalni agresorzy rozbudowywali swoje armie o czołgi i pojazdy opancerzone, stało się koniecznym aby Wojsko Polskie na niższym szczeblu taktycznym, jak kompanie piechoty i plutony kawalerii, dysponowały środkami zapobiegawczymi. Do tej pory Polska nie dysponowała żadną wyspecjalizowaną bronią przeciwpancerną, a we wrześniu `39 główną rolę odgrywały działka i działa polskiej artylerii. 1 sierpnia 1935 roku, na mocy uchwały Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu, podjęto decyzję o przyjęciu na stan armii polskiej karabinu przeciwpancernego wzór 35.

Karabin przeciwpancerny wzór 1935 Ur.


Historia tej broni zaczyna się w 1929 roku w Niemczech. Hermann Gerlich pracował nad pociskiem obdarzonym wysoką prędkością początkową, Chciał wynaleźć broń specjalnie do polowań na afrykańskich równinach. W trakcie prób z karabinem Halger okazało się, że pocisk może być stosowany w celach militarnych, mianowicie przebijał stalowe płyty.