Warszawa 2 Września 1944
Powstanie trwało już od miesiąca. Zaplanowany na kilka dni zryw trwał nadal, a jego końca nie było widać. Na tyłach gmachu YMCA Przy ulicy Konopnickiej 6, niedaleko Placu Trzech Krzyży kucało pod murem dwóch mężczyzn. Ogłuszająca kakofonia broni maszynowej i wybuchy granatów rozrywały powietrze w całej okolicy. Najgorszy zdawał się dźwięk "trąb jerychońskich", zamontowanych na "Stukasach" syren, wydających ogłuszające wycie w trakcie bombardowania. Jednak przyczajeni pod murem "Gaj" i "Czerwony" obserwowali okolicę w stoickim spokoju. Nieznacznie jedynie skulili głowę w ramionach gdy omiótł ich podmuch jednej z bomb rzuconych przez Junkersa, która spadła tuż przy wejściu do budynku niszcząc jego front i zrzucając dachówki do ogrodu. Kilka chwil po tym przez okno na parterze wyskoczyło dwóch Niemców, ciężko opadając na ziemię z powodu broni, którą byli obwieszeni. "Gaj" i "Czerwony" a raczej Stanisław Gajda i Henryk Nasiłowski zamarli w bezruchu. Pierwszy z nich dał znak, żeby pójść za "szwabami", po przytakującym geście głową ruszyli ostrożnie, ale szybko za oddalającą się dwójką Niemców. Kilka susów i już byli przy nich. Polacy nie mieli przy sobie broni, poza kilkoma granatami zatkniętymi za pazuchą, musieli więc obezwładnić wroga gołymi rękami. Nim tamci zdołali się zorientować, dwóch powstańców dopadło ich od tyłu. Jeden z nich krzyknął, prosząc o litość, jednak nie mógł na nią liczyć i to nie tylko dlatego, że Polacy go nie słyszeli, ponieważ byli głuchoniemi...
Głuchy żołnierz? Raczej niezbyt prawdopodobny scenariusz. No bo jak? Przecież by sobie nie mógł poradzić na polu walki. Nie słysząc wroga, ani nie zdając sobie sprawy z hałasu, który sam może zrobić. A jednak w trakcie powstania warszawskiego w 1944 roku AK posiadała cały pluton złożony z głuchoniemych. Pluton ten wbrew części opinii brał udział w walce z bronią w ręku i to odznaczając się męstwem i skutecznością. Głuchoniemi powstańcy są ewenementem na skalę światową, więc powinniśmy o nich pamiętać.
Poznajcie ich krótką historię...
czwartek, 1 sierpnia 2019
piątek, 19 lipca 2019
Polski wywiad wojskowy w obliczu zagrożenia niemiecką agresją w 1939 roku
Autor artykułu: Szymon Waraska.
Rok 1939 był dla polskiego wywiadu okresem, w którym z powodu agresywnej polityki III Rzeszy musiał skupić całą swoją uwagę na terytorium zachodniego sąsiada. Od stycznia 1939 roku do 1 września wywiad polski zdobył wiele bardzo cennych informacji, które właściwie wykorzystane pozwoliłyby uniknąć kilku poważnych klęsk jakie miały miejsce w czasie kampanii wrześniowej w 1939 roku. Jednak z powodu zlekceważenia tych informacji wysiłek wywiadu polskiego poszedł na marne.
Rok 1939 był dla polskiego wywiadu okresem, w którym z powodu agresywnej polityki III Rzeszy musiał skupić całą swoją uwagę na terytorium zachodniego sąsiada. Od stycznia 1939 roku do 1 września wywiad polski zdobył wiele bardzo cennych informacji, które właściwie wykorzystane pozwoliłyby uniknąć kilku poważnych klęsk jakie miały miejsce w czasie kampanii wrześniowej w 1939 roku. Jednak z powodu zlekceważenia tych informacji wysiłek wywiadu polskiego poszedł na marne.
![]() |
| Oficerowie Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. |
sobota, 29 czerwca 2019
Koncepcje obrony wybrzeża i przygotowania do niej 1920-1939
Autor artykułu: Szymon Waraska.
1. Geneza obrony Wybrzeża
Polska Marynarka Wojenna powstała 28 listopada 1918. Wówczas były kontradmirał floty carskiej, Kazimierz Porębski założył stowarzyszenie, "Bandera Polska". Garstka marynarzy zarekwirowała statki wiślane, tworząc zalążek polskiej floty. Dwa lata później Polska przejęła przyznany jej przez traktat Wersalski kawałek wybrzeża. Wówczas powstało dowództwo wybrzeża morskiego. Dowódcą został płk.mar. Jerzy Świrski.
![]() |
| ORP "Wawel" jeden z okrętów Flotylli Wiślanej. |
Po raz pierwszy problem obrony Wybrzeża pojawił się w roku 1924. Wówczas przyznano Polsce Westerplatte jako miejsce dla Wojskowej Składnicy Tranzytowej. W tym samym czasie Biuro Ścisłej Rady Wojennej rozpoczęło studia nad umocnieniem Gdyni. Odpowiednie wytyczne opracował Oddział IIIa Biura Ścisłej Rady Wojennej pod kierownictwem płk. Tadeusza Kutrzeby. Początkowo myślano o ufortyfikowaniu tylko Półwyspu Helskiego. Półwysep miał stanowić osłonę bazy i portu w Gdyni. Pod wpływem sugestii inspektora fortyfikacji, gen.bryg.inż. Hugona Griebscha, postanowiono także umocnić Gdynię, która miała być twierdzą pierścieniową. Także płk. Kutrzeba zajmował się zagadnieniem obrony Wybrzeża oraz możliwościami Marynarki Wojennej. Już jako szef Biura Ścisłej Rady Wojennej przygotował grę wojenną w wąskim gronie osób. Brał w niej udział, między innymi kmdr. por. Józef Unrug. Wymiana poglądów umożliwiła dokładne sprecyzowanie zadań Marynarki Wojennej, w czasie wojny ze Związkiem Radzieckim lub Niemcami.
czwartek, 28 lutego 2019
Herman Joe - Człowiek, który oszukał przeznaczenie
Sobota 4 listopada 1944 roku, godzina 16:54
Halifax B MK.III ospale oderwał się od płyty lotniska Driffield w Yorkshire. Ciężki czterosilnikowy bombowiec z 466 Australijskiego Dywizjonu Bombowego zaczął się wzbijać w powietrze. Siedzący za sterami młody pilot spojrzał przed siebie i uśmiechnął się pod nosem. Przednim rysował się zapierający dech w piersiach widok. Ponad 740 samolotów przesuwało się wolno po niebie. Oprócz Halifaxów widział również ociężałe Lancastery i smukłe Mosquito.
- No Joe, lecimy nad Bochum. To już ostatni raz, ostatni...
Zamruczał pod nosem, do siebie.
Niebo robiło się już czarne, a zmrok gęstniał coraz bardziej, kiedy o 18:40 nad miastem przemysłowym w Zagłębiu Ruhry rozległ się basowy szum bombowców. Joe nie wiedział, o czym myśli jego załogo gdy bomby spadały na niemieckie zabudowania, on liczył już godziny do powrotu na wyspy. Jego kolejka dobiegła końca. Kiedy luk bombowy opustoszał, Halifax Joego o numerze LV963 HD-D wykonał wraz z eskadrą zwrot i skierował się na północny zachód. Dało się jednak wyczuć napięcie panujące w tej blaszanej, podrzucanej prądami powietrza, puszce. Po pięciu minutach się zaczęło. Pomarańczowo czerwone rozbłyski, niczym balony ciekłej stali zaczęły wykwitać wokół alianckich samolotów. Joe spojrzał na wysokościomierz, wskaźnik drgał w okolicach 10.000 stóp. Nagle maszyną szarpnęło i zatrzęsło. Niemieckie FlaKi stawały się coraz bardziej nachalne. Flight lieutenant Hermann gorączkowo myślał jak uniknąć ostrzału, kiedy jeden ze szperaczy oświetlił jego kokpit krzyknął do interkomu
- Cholera! Załóżcie spadochrony szybko!
W tym samym momencie Halifaxem wstrząsnęło potężne uderzenie. Niemcy trafili maszynę Joego w spód kadłuba, zaczęło nią strasznie trząść. Pilot widział pod sobą płomienie, jego samolot się palił, instynktownie poderwał Halifaxa w górę. Jednak już po chwili niemal w zsynchronizowany sposób, niemieckie pociski walnęły w oba skrzydła bombowca, te zaś zapłonęły niczym dwie zapałki.
- Skakać! Skakać!
Krzyczał Joe, odpinając się z fotela. Jego spadochron leżał nadal w tylnym przedziale. Poderwał się na nogi i gdy postawił pierwszy krok, skrzydła Halifaxa zaczęły się odłamywać, a samolot przewrócił się do góry "brzuchem" Joe poleciał na przyrządy i szybę kokpitu. Gdy maszyna rozlatywała się na kawałki, widział dwóch swoich kolegów, którzy razem z kawałkami bombowca spadają ku ziemi.
Kiedy już przestał krzyczeć i się szamotać, widział rozbłyski artylerii przeciwlotniczej, płonące maszyny i spadające części samolotów. W drodze na spotkanie z ziemią obrócił się na brzuch, myśli wirowały mu w głowie niczym jego kruche ciało w trakcie tego swobodnego spadku.
- Może jak uda mi się wpaść do jednego z tych jezior, albo rzeki to zdołam przeżyć...
Pomyślał.
4 listopada 1944 roku był dniem, którego kapitan lotnictwa Joseph Bernard Herman, miał nie zapomnieć już do końca życia. Tej sobotniej nocy wydarzył się cud, inaczej nie można nazwać tego nieprawdopodobnego zdarzenia. Joe, pilot jednego z bombowców Royal Australian Air Force, na wysokości około 5.500 metrów wypada bez spadochronu z rozlatującej się maszyny. W tym momencie powinna się skończyć ta opowieść, jednak tym razem ma ona swój ciąg dalszy. Joe Herman przeżył swój "upadek", udało mu się również dożyć do końca wojny. Oto nieprawdopodobna historia 21-latka, który przeżył własną śmierć.
Halifax B MK.III ospale oderwał się od płyty lotniska Driffield w Yorkshire. Ciężki czterosilnikowy bombowiec z 466 Australijskiego Dywizjonu Bombowego zaczął się wzbijać w powietrze. Siedzący za sterami młody pilot spojrzał przed siebie i uśmiechnął się pod nosem. Przednim rysował się zapierający dech w piersiach widok. Ponad 740 samolotów przesuwało się wolno po niebie. Oprócz Halifaxów widział również ociężałe Lancastery i smukłe Mosquito.
- No Joe, lecimy nad Bochum. To już ostatni raz, ostatni...
Zamruczał pod nosem, do siebie.
Niebo robiło się już czarne, a zmrok gęstniał coraz bardziej, kiedy o 18:40 nad miastem przemysłowym w Zagłębiu Ruhry rozległ się basowy szum bombowców. Joe nie wiedział, o czym myśli jego załogo gdy bomby spadały na niemieckie zabudowania, on liczył już godziny do powrotu na wyspy. Jego kolejka dobiegła końca. Kiedy luk bombowy opustoszał, Halifax Joego o numerze LV963 HD-D wykonał wraz z eskadrą zwrot i skierował się na północny zachód. Dało się jednak wyczuć napięcie panujące w tej blaszanej, podrzucanej prądami powietrza, puszce. Po pięciu minutach się zaczęło. Pomarańczowo czerwone rozbłyski, niczym balony ciekłej stali zaczęły wykwitać wokół alianckich samolotów. Joe spojrzał na wysokościomierz, wskaźnik drgał w okolicach 10.000 stóp. Nagle maszyną szarpnęło i zatrzęsło. Niemieckie FlaKi stawały się coraz bardziej nachalne. Flight lieutenant Hermann gorączkowo myślał jak uniknąć ostrzału, kiedy jeden ze szperaczy oświetlił jego kokpit krzyknął do interkomu
- Cholera! Załóżcie spadochrony szybko!
W tym samym momencie Halifaxem wstrząsnęło potężne uderzenie. Niemcy trafili maszynę Joego w spód kadłuba, zaczęło nią strasznie trząść. Pilot widział pod sobą płomienie, jego samolot się palił, instynktownie poderwał Halifaxa w górę. Jednak już po chwili niemal w zsynchronizowany sposób, niemieckie pociski walnęły w oba skrzydła bombowca, te zaś zapłonęły niczym dwie zapałki.
- Skakać! Skakać!
Krzyczał Joe, odpinając się z fotela. Jego spadochron leżał nadal w tylnym przedziale. Poderwał się na nogi i gdy postawił pierwszy krok, skrzydła Halifaxa zaczęły się odłamywać, a samolot przewrócił się do góry "brzuchem" Joe poleciał na przyrządy i szybę kokpitu. Gdy maszyna rozlatywała się na kawałki, widział dwóch swoich kolegów, którzy razem z kawałkami bombowca spadają ku ziemi.
Kiedy już przestał krzyczeć i się szamotać, widział rozbłyski artylerii przeciwlotniczej, płonące maszyny i spadające części samolotów. W drodze na spotkanie z ziemią obrócił się na brzuch, myśli wirowały mu w głowie niczym jego kruche ciało w trakcie tego swobodnego spadku.
- Może jak uda mi się wpaść do jednego z tych jezior, albo rzeki to zdołam przeżyć...
Pomyślał.
Kapitan Joe Hermann kończył właśnie swoją kolejkę, spadając z pięciu tysięcy metrów bez spadochronu ku ziemi.
* Sfabularyzowany tekst na podstawie materiałów źródłowych.
![]() |
| Flight Lieutenant Joseph B. Herman |
4 listopada 1944 roku był dniem, którego kapitan lotnictwa Joseph Bernard Herman, miał nie zapomnieć już do końca życia. Tej sobotniej nocy wydarzył się cud, inaczej nie można nazwać tego nieprawdopodobnego zdarzenia. Joe, pilot jednego z bombowców Royal Australian Air Force, na wysokości około 5.500 metrów wypada bez spadochronu z rozlatującej się maszyny. W tym momencie powinna się skończyć ta opowieść, jednak tym razem ma ona swój ciąg dalszy. Joe Herman przeżył swój "upadek", udało mu się również dożyć do końca wojny. Oto nieprawdopodobna historia 21-latka, który przeżył własną śmierć.
piątek, 1 lutego 2019
Historia w tle fotografii - Dramat polskiego września
13 września 1939 roku, pogoda w Warszawie była nadzwyczaj dobra. Błękitne niebo, niemalże bez jednej chmurki, rozświetlało ciepłe słońce. Na polu nieopodal chłopskiej chałupy siedem kobiet kopało ziemniaki. Pracowały sprawnie i szybko, nie zwracając uwagi na otoczenie, jedynie co jakiś czas któraś z nich spoglądała w niebo. Nieopodal na łączeniu ulic Jana Ostroroga i Tatarskiej stał zaparkowany samochód, o którego karoserię opierał się polski oficer w mundurze. Wraz z siedzącym w pojeździe kierowcą przyglądali się mężczyźnie w jasnym garniturze, który fotografował pracujące kobiety, nagle nad ich głowami rozległ się jęk silników, dwa samoloty z czarnymi krzyżami na skrzydłach pojawiły się nad poletkiem i chałupą. Kiedy powietrze rozerwał huk pierwszej bomby, oficer rzucił się w stronę fotografa wołając by ten wsiadł do czekającego już z zapalonym silnikiem auta. Mężczyzna jednak nadal majstrował przy swojej kamerze.
Dosyć znane zdjęcie z polskiego września 39 roku autorstwa Juliena Bryana, przedstawia płaczącą dziewczynkę nad ciałem jej siostry. Jest ono dobrze rozpoznawalne nie tylko w naszym kraju, ale również i za granicą. Spoglądając na tę fotografię, zawsze czułem żal i smutek. Jednak gdy zostałem skonfrontowany z pytaniem, co się stało z ów płaczącym dzieckiem i czy przeżyło wojnę, poczułem zakłopotanie. Oczywisty obraz stał się zagadką i powodem do wstydu, że tak naprawdę nic, poza tym co widać na fotografii, o nim nie wiem. Tym bardziej zaskoczyła mnie historia ukryta za tym jednym kadrem i tym bardziej należy ją opowiedzieć.
Kobiety niczym wystraszone wróble rozpierzchły się po działce i popadały między krzaki, dwie z nich zaś wbiegły do chałupy. Jedna ze rzuconych przez niemieckie samoloty bomb zawaliła cześć budynku, z którego wybiegła 14-letnia Andzia Kostewicz i padła w trawę kryjąc się przed napastnikami.
Po zbombardowaniu okolicy samoloty zaczęły się oddalać. Polskiemu oficerowi udało się zapakować swojego podopiecznego do auta, które ruszyłoby opuścić zagrożony obszar. Mężczyzna w jasnym garniturze spojrzał w stronę parceli, na której z ziemi powoli podnosiły się ludzkie sylwetki. Wtedy jedna z maszyn Luftwaffe wykonała zwrot przez skrzydło i ponownie runęła na bezbronne kobiety, tępy, głuchy dźwięk działek pokładowych rozległ się w okolicy. Mężczyźni w pojeździe mogli go dobrze słyszeć, a fotograf widział ciętą pociskami i wzbijaną w powietrze ziemię, samolot rzucił na cywilów bombę odłamkową, która eksplodowała pośrodku łąki. 14-letnia Andzia zdołała jeszcze przycisnąć dłonie do ran nim padła martwa w trawę...
Po zbombardowaniu okolicy samoloty zaczęły się oddalać. Polskiemu oficerowi udało się zapakować swojego podopiecznego do auta, które ruszyłoby opuścić zagrożony obszar. Mężczyzna w jasnym garniturze spojrzał w stronę parceli, na której z ziemi powoli podnosiły się ludzkie sylwetki. Wtedy jedna z maszyn Luftwaffe wykonała zwrot przez skrzydło i ponownie runęła na bezbronne kobiety, tępy, głuchy dźwięk działek pokładowych rozległ się w okolicy. Mężczyźni w pojeździe mogli go dobrze słyszeć, a fotograf widział ciętą pociskami i wzbijaną w powietrze ziemię, samolot rzucił na cywilów bombę odłamkową, która eksplodowała pośrodku łąki. 14-letnia Andzia zdołała jeszcze przycisnąć dłonie do ran nim padła martwa w trawę...
*Sfabularyzowany tekst na podstawie materiałów źródłowych
![]() |
| 12 letnia Kazimiera płacze nad ciałem swojej siostry Andzi. Warszawa 14 wrzesień 1939 rok. |
Dosyć znane zdjęcie z polskiego września 39 roku autorstwa Juliena Bryana, przedstawia płaczącą dziewczynkę nad ciałem jej siostry. Jest ono dobrze rozpoznawalne nie tylko w naszym kraju, ale również i za granicą. Spoglądając na tę fotografię, zawsze czułem żal i smutek. Jednak gdy zostałem skonfrontowany z pytaniem, co się stało z ów płaczącym dzieckiem i czy przeżyło wojnę, poczułem zakłopotanie. Oczywisty obraz stał się zagadką i powodem do wstydu, że tak naprawdę nic, poza tym co widać na fotografii, o nim nie wiem. Tym bardziej zaskoczyła mnie historia ukryta za tym jednym kadrem i tym bardziej należy ją opowiedzieć.
sobota, 29 grudnia 2018
Ostatnie bitwy kampanii wrześniowej cz.3 - Porażka
Trzecia i ostatnia część artykułu Szymona Waraski:
21 września gen Langer po rozmowach z przedstawicielami Armii Czerwonej postanowił, mając do wyboru Niemców lub Rosian poddać miasto Armii Czerwonej pod warunkiem puszczenia wolno wojska i policji. Decyzja ta wywołała bunt części oficerów, ale na ostatniej odprawie przyznali rację gen Langnerowi, że sytuacja jest beznadziejna. 22 września o 8 rano polska delegacja kierowana przez gen. Langnera podpisała protokół o przekazaniu miasta Lwowa wojskom Związku Radzieckiego. W południe Armia Czerwona wkroczyła do miasta, wbrew obietnicom, oficerów wraz z gen. Langnerem aresztowało NKWD. W tym samym czasie to, co zostało z Frontu Północnego dowodzonego przez gen Dęba Biernackiego, atakuje bezskutecznie niemiecką 27 dywizję piechoty i 4 dywizję lekką pod Tomaszowem.
Kapitulacja ostatnich punktów oporu
![]() |
| Radziecka flaga we Lwowie. Wrzesień 1939 roku. |
Następnego dnia Armia Czerwona dotarła do Bugu, zachodząc Polaków od tyłu, w tej sytuacji gen. Dąb- Biernacki musiał się poddać, przebija się jedynie grupa operacyjna gen Andersa. W Brześciu 22 września odbyła się ceremonia przekazania miasta Armii Czerwonej, w której stronę niemiecką reprezentował generał Heinz Guderian. Tymczasem dowódca niemieckiej 8 armii gen. Blaskowitz wydał rozkaz w sprawie ataku na Warszawę.
środa, 12 grudnia 2018
Ostatnie bitwy kampanii wrześniowej cz.2 - "Cios w plecy"
Druga część artykułu Szymona Waraski:
17 września od godziny czwartej nad ranem, docierały informację o przekroczeniu granicy polskiej przez Armię Czerwoną. Utracono łączność z Baranowiczami, Wilnem, Grodnem. Na terytorium Polski wkroczyły dwa fronty Białoruski i Ukraiński, razem liczące około 650 tys. żołnierzy. Polskie oddziały były zdezorientowane. Niektórzy sądzili, że oddziały te przyszły na pomoc Polsce. Rzeczywistość była jednak inna, a w związku z sytuacją 10 brygada Kawzmot otrzymuje rozkaz odejścia nad Dniestr. Niedługo potem brygada i inne polskie oddziały przekraczają granicę węgierską i Rumuńską. Niemieckie oddziały zaczęły nacierać na Horodyszcze, zmuszając nieliczne w tym rejonie polskie oddziały do odwrotu w stronę granicy węgierskiej. 17 września po kilku dniach obrony poddał się Brześć.
W tym samym czasie armia Kraków po oderwaniu się w nocy od wroga znajdowała się w lasach koło Zwierzyńca. Armia pozbyła się części samochodów, aby zebrać paliwo dla Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Grupa Boruta pod Józefowem i Nowinami, walczy z niemiecką 28 dywizją piechoty, która usiłuje przeciąć armii drogę na Tomaszów. Grupa Jagmin walczyła pod Góreckiem z 8 niemiecką dywizją. Krakowska brygada kawalerii stanęła w ugrupowaniu obronnym w rejonie Kosobudy. Patrole Krakowskiej BK oraz Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej natrafiły, na okupującego się wroga pod Zamościem oraz w lesie pod Tomaszowem. Kleszcze wokół armii Kraków zostały tego dnia mocniej zaciśnięte.
Od wkroczenia Armii Czerwonej do zagłady Armii Kraków pod Tomaszowem
17 września od godziny czwartej nad ranem, docierały informację o przekroczeniu granicy polskiej przez Armię Czerwoną. Utracono łączność z Baranowiczami, Wilnem, Grodnem. Na terytorium Polski wkroczyły dwa fronty Białoruski i Ukraiński, razem liczące około 650 tys. żołnierzy. Polskie oddziały były zdezorientowane. Niektórzy sądzili, że oddziały te przyszły na pomoc Polsce. Rzeczywistość była jednak inna, a w związku z sytuacją 10 brygada Kawzmot otrzymuje rozkaz odejścia nad Dniestr. Niedługo potem brygada i inne polskie oddziały przekraczają granicę węgierską i Rumuńską. Niemieckie oddziały zaczęły nacierać na Horodyszcze, zmuszając nieliczne w tym rejonie polskie oddziały do odwrotu w stronę granicy węgierskiej. 17 września po kilku dniach obrony poddał się Brześć.
![]() |
| Wkroczenie wojsk sowieckich 17 września na ziemie polskie w propagandowej gazecie propagandowej z 21 września 1939 roku. |
W tym samym czasie armia Kraków po oderwaniu się w nocy od wroga znajdowała się w lasach koło Zwierzyńca. Armia pozbyła się części samochodów, aby zebrać paliwo dla Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Grupa Boruta pod Józefowem i Nowinami, walczy z niemiecką 28 dywizją piechoty, która usiłuje przeciąć armii drogę na Tomaszów. Grupa Jagmin walczyła pod Góreckiem z 8 niemiecką dywizją. Krakowska brygada kawalerii stanęła w ugrupowaniu obronnym w rejonie Kosobudy. Patrole Krakowskiej BK oraz Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej natrafiły, na okupującego się wroga pod Zamościem oraz w lesie pod Tomaszowem. Kleszcze wokół armii Kraków zostały tego dnia mocniej zaciśnięte.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






