środa, 12 sierpnia 2026

Chłopcy z „Parasola”. Śladami wolności, krwi i warszawskich ruin

Są w historii wydarzenia, o których nie da się pisać jedynie chłodnym językiem faktów i statystyk. Powstanie Warszawskie to nie tylko liczby oddziałów, Zdobyte ulice czy dzielnice stolicy. To przede wszystkim splecione losy młodych ludzi, którzy w sierpniu 1944 roku rzucili swoje młode życie na szalę wolności. Przeglądając pożółkłe wspomnienia żołnierzy Batalionu „Parasol”, wkraczamy w sam środek tamtych 63 dni: od entuzjazmu pierwszych strzałów na Woli, przez piekło rzezi i ruin Starówki, po samotną walkę na Czerniakowie.


Żołnierze zgrupowania "Radosław" w jego skład wchodził Batalion "Parasol".

Początek sierpnia w Warszawie miał smak nagłego wybuchu pękniętej po latach niewoli tamy. Pierwsze patrolujące ulice oddziały witały okna uchylane przez staruszków dających pasterskie błogosławieństwo i mieszkańców, którzy na rogu Młynarskiej i Obozowej własnymi rękami wznosili barykady.

piątek, 24 lipca 2026

"Gomorrah" - Gdy zapłonął Hamburg

 

Sobotnia noc 24 lipca 1943 roku była czarna i cicha. W kabinie Halifaxa tą ciszę zagłuszały jednak 4 olbrzymie silniki, które pracowały bez przerwy już od kilku godzin. Flight Lieutenant John Petrie-Andrews siedział za sterami maszyny i w skupieniu trzymał ją na kursie wskazywanym przez nawigatora. Księżyc, którego połówka tarczy przebijała się przez wysokie chmury, zaglądał od czasu do czasu do kabiny brytyjskiego bombowca. John znał cel… Hamburg. Więcej nie dowiedział się na odprawie na lotnisku Graveley przed wylotem, więcej go też nie interesowało. Wiedział, że znajdują się tam stocznie i rejony przemysłowe. Na mapie był po prostu zaznaczony punkt i tam zamierzali zrzucić swój zabójczy ładunek. John wyjrzał przez szyby kabiny na pozostałe, towarzyszące mu bombowce. Były wszędzie, 800 maszyn Royal Air Force wolno sunęło przez nocne niebo ku wyznaczonemu celowi.

 

Brytyjski bombowiec na tle płonącego Hamburga. Lipiec 1943 roku.

Gdy zaczęło się piekło, Alwin Bellmann był na swoim stanowisku, przy jednym z dział FlaK baterii przeciwlotniczej na rzece Alster. Nad miastem pojawiły się nagle setki wrogich bombowców, których radiowe urządzenia namierzające po prostu nie widziały. Basowe dudnienie i sylwetki samolotów przemykające przez smugi reflektorów wycelowanych w ciemne niebo, udowadniały jednak, że urządzenia się mylą. Na jego stanowisku zawrzało, towarzysze zaczęli gorączkowo kręcić korbami, próbując ustawić FlaK na cel przy pomocy optycznych celowników. Ktoś krzyknął, by Alwin się wreszcie ruszył i zaczął podawać amunicję.

środa, 15 lipca 2026

Jeźdźcy torped - Włoska podwodna niespodzianka

„Olterra” była tankowcem używanym przez Regia Marina podczas niektórych operacji specjalnego oddziału uderzeniowego włoskiej marynarki X Flottiglia MAS wymierzonych przeciwko brytyjskiej bazie morskiej na Gibraltarze podczas II wojny światowej. Ten statek, pierwotnie używany do handlu między Hiszpanią a Królestwem Włoch, po przystąpieniu tego drugiego państwa do wojny, aby nie wpaść w ręce aliantów, został samozatopiony 10 czerwca 1940 roku w pobliżu hiszpańskiego miasta portowego Algeciras. Później, za milczącą zgodą władz hiszpańskich, został przekształcony w tajną bazę, w której montowano torpedy wolnobieżne Siluro a Lenta Corsa (SLC), które wykorzystywano do ataku na statki zakotwiczone na Gibraltarze.


"Olterra" zacumowana do zezłomowania w 1961 roku.


Historia szalonych „jeźdźców torped” sięga jednak dalszych lat. Zanim tuż pod nosem Brytyjczyków Włosi dokonywali swoich operacji specjalnych, o efektywności załogowych torped przekonała się marynarka wojenna innego państwa.

czwartek, 25 czerwca 2026

202. Batalion Schutzmanschaft - Mundur zdrajcy, misja obrońcy. Tragiczny paradoks polskiej „Szumy”

W polskiej pamięci historycznej jedno twierdzenie uchodzi za nienaruszalny dogmat: jako jedyni w okupowanej Europie nie wystawiliśmy u boku Hitlera żadnego kolaboracyjnego legionu. Nie mieliśmy swojego Quislinga, nie stworzyliśmy polskiej dywizji SS. I choć w ogólnym rozrachunku to prawda, historia lubi skrywać w swoich okruchach fakty, które burzą czarno-biały spokój sumienia. 


Goniec Krakowski wydanie ze stycznia 1944 roku

Jednym z nich jest opowieść o ponad czterystu mężczyznach, którzy latem 1942 roku założyli zielone mundury i przypięli do pasów niemieckie ładownice. Poznajcie dzieje Schutzmannschaftsbataillon 202 – jedynej polskiej formacji zmilitaryzowanej policji pomocniczej, która operowała u boku Niemców.

środa, 20 maja 2026

"Swordfish", czyli torpedowa siatka na zakupy

Chociaż ten bombowiec torpedowy Brytyjskiej Marynarki Wojennej był współczesny Spitfire'owi, był już przestarzały w momencie wejścia do służby jesienią 1938 roku. Mimo to zatopił większy tonaż statków niż jakikolwiek inny bombowiec torpedowy podczas tej wojny. Nawiasem mówiąc, okazał się lepszy od maszyny, która miała go zastąpić.



Fairey Swordfish


„Stringbag” („siatka na zakupy”) tak kpiąco nazywany był przez żołnierzy „Swordfish”. Lotnicy mieli na myśli jego osobliwy wygląd, jednak ten pseudonim tak naprawdę podkreślał jego elastyczność w zakresie przenoszonych ładunków. Załogi z czasem, używając tego określenia, wyrażały uznanie dla zdolności „upchania” w nim szerokiej gamy nieporęcznego sprzętu tak jak w elastycznej torbie na zakupy. Jako bombowiec torpedowy na pokładzie lotniskowca był również łatwy w obsłudze. Udawało mu się nawet wystartować bez konieczności ustawiania lotniskowca pod wiatr. „Swordfish” dobrze radził sobie też na wzburzonym morzu.

niedziela, 17 maja 2026

Kolonialna gorączka w Niemczech - Początek

Kolonie? Nie, dziękuję! Jeszcze w 1881 roku Otto von Bismarck zapewniał:

»Dopóki jestem kanclerzem Rzeszy, nie będziemy angażować się w politykę kolonialną«


Budowa kolei w niemieckim Kamerunie lata 80 XIX wieku.


Priorytety leżały gdzie indziej. Po pierwsze, młoda jeszcze Rzesza Niemiecka musiała pozyskać zaufanie innych państw, aby umocnić swoje miejsce na Europejskiej scenie, a na tym etapie polityczne gry siłowe były raczej kontr produktywne.
Poza tym Bismarck uważał nabywanie kolonii za nieobliczalne ryzyko finansowe. Wielu Niemców początkowo postrzegało sprawy w ten sam sposób. 

środa, 13 maja 2026

Pływające trumny Stalina. Piekło na pokładach floty GUŁagu


Dla tysięcy więźniów radzieckich łagrów droga na Kołymę nie kończyła się na wielotygodniowej podróży bydlęcymi wagonami przez Syberię. Najgorszy etap – ten, o którym krążyły mrożące krew w żyłach legendy – zaczynał się w portach Dalekiego Wschodu. To tam, w mrocznych czeluściach ładowni statków „floty śmierci”, człowiek przestawał być jednostką, a stawał się jedynie elementem „ludzkiego ładunku”.


Statek "Odessa" w porcie we Władywostoku. Jedna z jednostek "Floty Gułagu"


poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Granice świata - wizja „Stanów Zjednoczonych Wielkiej Austrii”

Historia często wisi na włosku, a czasami wręcz na „złym skręcie”. 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie samochód arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, następcy tronu Austro-Węgier, zboczył z trasy, stając się bezpośrednim katalizatorem tragicznych wydarzeń XX wieku. Jak pisze Jon Elledge w swojej książce Granice świata:

»Wojna między Austro-Węgrami a Serbią, Rosja, Niemcy, Francja i Wielka Brytania mobilizujące siły, gdy misterna sieć traktatów i sojuszy tworzona przez blisko stulecie weszła w ruch. Pierwsza wojna światowa pochłonęła miliony istnień, obaliła imperia i wywołała rewolucje, przekształcając przy tym mapę Europy«.
 
Sam zamach był zwieńczeniem serii niefortunnych zdarzeń. Członkowie organizacji „Czarna Ręka” z niezwykłą determinacją dążyli do destabilizacji imperium. Pierwsza próba tego dnia, rzut bombą, zakończyła się niepowodzeniem i zranieniem postronnych osób, co powinno było być sygnałem ostrzegawczym. Jednak arcyksiążę, zamiast przerwać wizytę, postanowił odwiedzić rannych w szpitalu.


Zniszczenia po próbie zamachu na Franciszka Ferdynanda. Sarajewo 28 czerwca 1914 roku. 


To właśnie w drodze do szpitala, na skutek wspomnianego przez Elledge’a „złego skrętu” w ulicę, gdzie czekał Gavrilo Princip, losy kontynentu zostały przesądzone. Jak zauważa autor, nie był to odosobniony akt fanatyzmu, lecz kulminacja nastrojów nacjonalistycznych, które od lat drążyły fundamenty starego ładu.

środa, 25 lutego 2026

Lee Miller i wanna Hitlera

Wypalona, dymiąca sceneria Monachium u schyłku kwietnia 1945 roku nie przypominała kolebki narodowego socjalizmu, lecz ponure cmentarzysko ideologii. Wśród ruin i chaosu, dwójka korespondentów wojennych: Lee Miller i David E. Scherman, szukała czegoś więcej niż tylko kolejnego kadru zniszczeń. Szukali serca ciemności, które przestało bić. Moment ten po latach David Scherman wspominał z uderzającą prostotą:

W Monachium znaleźliśmy starszego mężczyznę, który znał angielski. Pokazał nam mieszkanie Hitlera. Pamiętam, że Lee kąpała się w wannie Hitlera…”.


Lee Miller w wannie Hitlera. Monachium 30 kwietnia 1945 roku


To zdanie, choć brzmi niemal jak opis wakacyjnej anegdoty, stało się wstępem do powstania jednej z najbardziej wstrząsających i wielowarstwowych fotografii XX wieku. Obraz kobiety myjącej się w białej, emaliowanej wannie przy Prinzregentenplatz 16, nie był jednak zwykłym zapisem higienicznej potrzeby. Był to starannie wyreżyserowany akt egzorcyzmu.

Kiedy Lee Miller zanurzała się w wodzie, na jej skórze wciąż znajdował się pył z wyzwolonego zaledwie kilka godzin wcześniej obozu koncentracyjnego Dachau. Jej ciężkie, ubłocone buty, które zostawiły brudne ślady na nieskazitelnie białej łazienkowej macie Führera, niosły na sobie fizyczny dowód zbrodni, o których świat dopiero zaczynał się dowiadywać. Ta scena, surrealistyczna, intymna i brutalnie szczera, stanowi idealny punkt wyjścia do zrozumienia fenomenu Lee Miller.

Była to kobieta, która całe życie przesuwała granice: od bycia muzą paryskich artystów, przez pustynie Egiptu, aż po mroczne piwnice monachijskich kamienic. Fotografia w wannie to nie tylko dokument zwycięstwa nad nazizmem, to także klucz do jej skomplikowanej psychiki, w której piękno zawsze sąsiadowało z traumą, a nagość z pancerzem korespondenta wojennego. Aby zrozumieć, jak modelka z okładek „Vogue’a” znalazła się w najbardziej strzeżonej łazience III Rzeszy, musimy cofnąć się do początków jej niezwykłej drogi, która była niczym innym, jak nieustanną walką o prawo do patrzenia tam, gdzie inni zamykali oczy.

piątek, 16 stycznia 2026

Proces Norymberski - Jak sądzono Przywódców III Rzeszy

Procesy norymberskie były historycznym przełomem — po raz pierwszy w dziejach międzynarodowego prawa sąd uznał, że indywidualni przywódcy państwowi mogą być osądzeni za zbrodnie przeciwko pokojowi, prawom wojny i ludzkości. Miały stanowić odpowiedź na ogrom ludzkiego cierpienia oraz zaczątek nowego porządku prawa międzynarodowego.

Dziś w oparciu o książkę Joe J. Heydeckera i Johannes Leeba „Proces Norymberski”, postaram się przyjrzeć bliżej temu wydarzeniu.

Po bezwarunkowej kapitulacji Wehrmachtu i zakończeniu II wojny światowej w Europie, w maju 1945 roku alianci stanęli przed ogromnym zadaniem: Ukaranie osób odpowiedzialnych za zbrodnie reżimu nazistowskiego. Już 30 października 1943 roku Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Związek Radziecki w Deklaracji Moskiewskiej postanowiły wspólnie ukarać niemieckich zbrodniarzy wojennych.


Proces Norymberski - Ława oskarżonych


Chociaż nie od początku było powiedziane, że Niemcy zostaną osądzeni według jakiegokolwiek prawa, poza zemstą. 29 listopada 1943 roku, w trakcie drugiego dnia Konferencji w Teheranie Józef Stalin, podobno w żartach, zaproponował rozstrzelanie 50 tysięcy niemieckich oficerów. Winston Churchill był wyraźnie zaniepokojony taką propozycją, a Franklin Delano Roosevelt poprawił przywódcę Rosji, że należało stracić „tylko 49 tysięcy”.
W sierpniu 1944 roku podczas konferencji w Quebecu Roosevelt i Churchill opowiedzieli się za egzekucją bez procesu Hitlera, Himmlera, Göringa i Göbbelsa.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

"Między Bogiem a Hitlerem" - Kapelani diabła.

Dojście Hitlera do władzy to był zaledwie pierwszy krok na drodze dyktatury Narodowych Socjalistów w Niemczech. Władzę tą należało jeszcze utrzymać i legitymizować ją w oczach opinii światowej. Najlepszym sposobem na to, było zawarcie konkordatu z Watykanem. Takie posunięcie skutkowało pociągnięciem za sobą katolików i likwidacja ewentualnej opozycji z tego kierunku w kraju. Jednak nie tylko o katolików chodziło. W Niemczech z tamtego okresu Protestanci stanowili większość wyznaniową, było ich ponad 64%.
Według Doris L. Bergen autorki książki „Między Bogiem a Hitlerem Kapelani wojskowi w służbie nazizmu” Poparcie z tej strony dla przyszłego dyktatora III Rzeszy i jego zbrodniczego systemu rosło już przed wygranymi wyborami w 1933 roku. Bergen pisze:

»Czwartego kwietnia 1932 roku kościół garnizonowy w Poczdamie otworzył podwoje , czy raczej wpuścił do środka dzierżących pochodnie szturmowców ze Sturmabteilung (SA), którzy mieli trzymać straż, gdy do kościoła wparadują formacje Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników, SA i SS. Nadciągały prosto po przemówieniu Adolfa Hitlera, który prowadził właśnie kampanię wyborczą, by złożyć hołd u grobu Fryderyka Wielkiego.«


Oświadczenie rządowe kanclerza Rzeszy Adolfa Hitlera z 21 marca 1933 roku, wygłoszone w tzw. „Dniu Poczdamu”, podczas uroczystego aktu państwowego z okazji otwarcia Reichstagu w poczdamskim Kościele Garnizonowym.


Kościół garnizonowy był kościołem protestanckim a jego pastor Curt Koblanck był jednym z tych duchownych ewangelickich, których życiorys stanowi niemal modelowy przykład splecenia religii, wojska i państwowej ideologii w Niemczech pierwszej połowy XX wieku. Jego droga, od ambony w Berlinie, przez garnizony i sztaby dowódcze, aż po powojenną parafię w Austrii, pokazuje ciągłość pruskiej tradycji wojskowego duszpasterstwa, która przetrwała cesarstwo, republikę weimarską i III Rzeszę.

środa, 26 listopada 2025

„Żywe torpedy” – gdy Polacy w 1939 roku ogłosili gotowość oddania życia

Na początku 1939 roku w Polsce nie skonstruowano żadnej tajnej broni. Nie ruszyła tajna fabryka, nie powstała supertajna jednostka, nie pojawił się żaden prototyp, który mógłby odwrócić losy nadchodzącej wojny. Za to narodziło się coś, czego nie da się zbudować w laboratorium - masowa deklaracja gotowości na śmierć. „Polskie żywe torpedy” nie były projektem militarnym, lecz zjawiskiem społecznym. Krzykiem narodu stojącego na krawędzi wojny. Ten epizod opisał w swojej książce Krzysztof Drozdowski „Polskie tajemnice II wojny światowej”.


Grafika przedstawiająca możliwy wygląd "żywej torpedy" Zdjęcie poglądowe stworzone przy pomocy AI.

wtorek, 11 listopada 2025

Baśka Murmańska i 11 listopada – niedźwiedzica, która towarzyszyła żołnierzom w drodze ku wolności

Gdy Polska 11 listopada 1918 roku odzyskiwała niepodległość, wielu Polaków wciąż przebywało tysiące kilometrów od ojczyzny. Jedni wciąż walczyli na frontach I wojny światowej, inni, w chaosie rosyjskiej wojny domowej, próbowali odnaleźć drogę powrotną do kraju. Wśród nich byli Murmańczycy, czyli żołnierze Polskiej Siły Zbrojnej na Murmaniu, którzy w lodowej Północy tworzyli zalążek przyszłego Wojska Polskiego. Ich niezwykłą towarzyszką stała się… biała niedźwiedzica o imieniu Baśka.


Baśka i Murmańczycy w mundurach Twierdzy Modlin. Zima 1919-1920

Jej historia, choć miejscami tragiczna, stała się jedną z najbardziej symbolicznych opowieści o tamtych czasach o tęsknocie za krajem, o żołnierskim humorze w obliczu wojennej codzienności i o tym, że droga do wolnej Polski wiodła często przez najdalsze zakątki świata.

czwartek, 1 lutego 2024

"Zeppelin" - Zabić Stalina

Latem 1944 roku przywódcy III Rzeszy próbowali odwrócić losy wojny zamachem, którego plan był dosyć fantazyjny. Biuro VI (Służba Wywiadu Zagranicznego) Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy zrzuciło dwóch rosyjskich agentów pod Moskwą. Ich misja: zabić Stalina!
Szczegóły tej mało znanej operacji wspominanej jedynie zdawkowo przez szefa wywiadu SD Waltera Schellenberga ujrzały światło dzienne w latach 60, kiedy to moskiewski periodyk „Sowetski Sojus” opublikował przebieg domniemanej operacji.

W sierpniu 1943 roku wojska niemieckie na froncie wschodnim poniosły ciężką klęskę, kiedy najlepsze dywizje pancerne Rzeszy zostały zniszczone pod Kurskiem. Zniknęła ostatnia nadzieja Führera na pomyślną letnią ofensywę. Prowadziło to nieuchronnie do zmiany planów strategicznych, a co za tym idzie także planów służb specjalnych. SS-Obersturmbannführer Heinz Gräfe z grupy „VI c” Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy otrzymał rozkaz opracowania planu zniszczenia kierownictwa radzieckiego Naczelnego Dowództwa.


Z lewej Heinz Gräfe i niedoszły zabójca Stalina Piotr Politow   


Gräfe przygotował już wcześniej różne możliwości takiej operacji „Szach czerwonemu królowi”. Plan przedsięwzięcia był więc w dużej mierze już ukończony, wykonanie techniczne ustalone, nawet człowiek, który miał wykonać zadanie, był już określony. Pewnego letniego wieczoru 1943 roku Gräfe czekał na jego przybycie. Obersturmbannführer znał już biografię tego dywersanta, ale chciał przypomnieć sobie wszystkie szczegóły, zanim spotka się z nim osobiście.
Podszedł do stołu i nacisnął guzik. Drzwi do pokoju otworzyły się i wszedł jego adiutant, młody oficer SS. Gräfe rzucił w jego stronę:
- Przynieś mi jeszcze raz teczkę Politowa
Adiutant wyszedł i po kilku sekundach wrócił z grubym portfolio. 
Gräfe Otworzył je i zaczął czytać:

piątek, 29 grudnia 2023

Anna Haag - Pamiętniki niemieckich zbrodni

Ile wiedziało ówczesne niemieckie społeczeństwo o zbrodniach, których dokonano w czasie wojny?

Podczas II wojny światowej pisarka ze Stuttgartu Anna Haag prowadziła tajny dziennik. Pisany w tonie pełnym gorzkiej ironii rysuje bezlitosny obraz swoich rodaków i ujawnia, do jakiego stopnia byli oni świadomi niemieckich okrucieństw.


Polscy jeńcy wojenni rozstrzelani przez 15. Pułk Piechoty Zmotoryzowanej. Ciepielów 9 września 1939 roku.


"Są w Niemczech ludzie, którzy udają, że nigdy nie słyszeli o masakrach i prześladowaniach Żydów" – zauważyła Anna Haag 3 lipca 1942 roku, zaledwie kilka dni przed swoimi 54 urodzinami. Od jesieni 1941 roku pociągi deportacyjne z Rzeszy Niemieckiej toczyły się na wschód, a masowe mordy ludności Europy Wschodniej trwały już pełną parą. Z niedowierzaniem i przerażeniem dodała: "Człowiek łapał się za głowę".

piątek, 24 listopada 2023

Gaz bojowy - Śmierć w okopach (Podcast)

Na początku wielkiej wojny zarówno Francuzi jak i Niemcy dysponowali, zakazaną przez deklaracje haską, bronią chemiczną - głównie środkami drażniącymi. Pierwszy atak chemiczny na większą skalę został przeprowadzony 17 października 1914 roku w okolicach Neuve-Chapelle we Francji. Niemcy w ramach wsparcia dla piechoty, ostrzelali pozycje anglików szrapnelami wypełnionymi gazem łzawiącym. Około 3.000 pocisków 105mm wypełnionych O-dianizyną spadło na alianckie pozycje. Atak był tak dalece nieudany, iż ostrzelani żołnierze nawet nie zauważyli obecności gazu, a o jego zastosowaniu dowiedzieli się dopiero po wojnie. Prawdopodobnie Francuzi użyli gazów drażniących przeciwko Niemcom jeszcze wcześniej, bo już w sierpniu. Jednak tego incydentu również nie odnotowano i w przeciwieństwie do Niemców, początkowo porzucili dalsze próby.





 

sobota, 11 listopada 2023

Nᴀʀᴏᴅᴏᴡᴇ Śᴡɪᴇ̨ᴛᴏ Nɪᴇᴘᴏᴅʟᴇɢᴌᴏśᴄɪ - ɴɪᴇ ᴛʏʟᴋᴏ 11 ʟɪsᴛᴏᴘᴀᴅᴀ

»Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili«.

Te słowa 11 listopada 1918 roku napisał Jędrzej Moraczewski, jeden z polskich działaczy niepodległościowych.
Jednak droga po tak upragnioną niezależność i wolność jeszcze się nie skończyła. Można wręcz rzec, iż dopiero się zaczynała…
Data 11 listopada jednak już na samym początku odradzającej się Polski nie była jednoznaczna. Bo przecież już 31 października 1918 roku, polskim stał się Tarnów.


Tarnów. Legioniści przed budynkiem szpitala wojskowego.


Żołnierze jednej z kompanii 20 Pułku Piechoty Polskiej Armii Austriackiej w Tarnowie gromko krzyknęli:
- Niech żyje Polska!
Następnie jak jeden mąż wyciągnęli ręce, zdejmując z głów swoje szaro-niebieskie czapki. Dłonie pośpiesznie odginały, zrywały i z brzękiem rzucały na ziemię austriackie bączki.
Kapitan Jan Styliński z uśmiechem na ustach poprowadził swoich towarzyszy w mrok budzącego się dnia. Właśnie zaczynał się 31 Października roku pańskiego 1918.
Kompania szybkim marszem ruszyła ulicami Tarnowa do koszar, w których kwaterowały kompanie wiedeńskie. Wkoło panowała cisza i spokój, jak gdyby ten świt nie różnił się niczym od wielu innych leniwie wstających w mieście nad Dunajcem. Kiedy Polacy "wlali" się na ulicę Wałową, niespodziewanie przed nimi pojawili się austriaccy oficerowie jednego z pułków wiedeńskich. Legioniści złapali za broń, w ich oczach błysnęło zdecydowanie i tęsknota — uczucia dojrzewające w narodzie przez 123 lata. Tamci jednak zbili się w grupkę i lekko unosząc dłonie, zawołali:
- Halt!
Z tego zlepku zaborców, na czoło wysunął się jeden człowiek.
- My bić się nie chcemy! - przemówił. Uzbrojeni Polacy na dworcu nie pozwalają żadnemu Austriakowi ujść z bronią w ręku. Nikt z nas nie myślał, że będzie to tak wyglądać.
"Wiedeńczyk" zatoczył nerwowo spojrzeniem po swoich towarzyszach, a następnie po Polakach. Ci ostatni nieco opuścili lufy karabinów. Wtedy kolejny z oficerów zaproponował:
- Pozwólcie nam zatrzymać broń, a niezwłocznie opuścimy wasze miasto. W obecnej sytuacji wydarzenia w Tarnowie spotykają się z naszym désintéressement. Broni, zostawcie nam, chociażby tyle, aby móc przed napaścią się obronić. Żołnierz bez broni niczym od "chama" się nie różni, a czasy niespokojne mamy.
Gdy austriaccy oficerowie wraz ze swoimi żołnierzami opuszczali Tarnów, jeden z ich dowódców skinął w kierunku polskiego oficera, lekko się uśmiechając. Żołnierze cesarza opuszczali Galicję nie tylko ze swoją bronią, ale również z eskortą wojska państwa, które właśnie dziś zaczynało "powstawać z martwych”.

wtorek, 24 października 2023

Kaiserschlacht 1918 - Ostateczne rozstrzygnięcie

21 marca 1918 rozpoczyna się operacja „Michael”. Główna ofensywa ma na celu wymuszenie decydującego przełomu przeciwko aliantom (lub jak kto woli Entencie). Niemieckie dowództwo wie, jeśli atak się nie powiedzie, konsekwencje będą druzgocące…


Niemieccy żołnierze w trakcie ofensywy "Michael" w 1918 roku.


Bez zdecydowanego zwycięstwa nie można usprawiedliwić ani ekstremalnie wysokich strat wojennych, ani wyegzekwować żądań polityczno-terytorialnych, które były postrzegane jako niezbędne elementy dla przyszłości Rzeszy Niemieckiej jako mocarstwa światowego. Takie było głębokie przekonanie niemieckiego kierownictwa wojskowego, a Kaiser Wilhelm II bez zastrzeżeń zgadzał się w tej kwestii ze swoimi doradcami wojskowymi. W rzeczywistości warunki militarne państw centralnych w czwartym roku wojny były korzystniejsze niż w jakimkolwiek poprzednim. Na wschodzie można było w długich negocjacjach dyktować pokonanemu przeciwnikowi daleko idące warunki pokojowe. W międzyczasie Rumuni musieli złożyć broń na Bałkanach. Przy wsparciu Niemców, jesienią 1917 roku zastygły przez lata w miejscu front Isonzo został ostatecznie przełamany, a Włosi ponieśli ciężką porażkę. Oznaczało to, że niemieccy sojusznicy byli na razie zabezpieczeni pod względem militarnym na wszystkich frontach. Ponadto po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny strona niemiecka z 1,4 milionami żołnierzy miała przynajmniej chwilową przewagę na froncie zachodnim.

sobota, 14 października 2023

Agent SS, który rozpoczął II wojnę światową (Podcast)


Kiedy wybuchła II wojna światowa? To pytanie niczym ze szkolnej klasówki. Odpowiedź nie jest i nigdy nie była jednoznaczna. Mało kto dziś pamięta, że Hitler chciał zacząć wojnę 26 sierpnia. Jednak dzień wcześniej polska dyplomacja podpisała umowy sojusznicze z Wielką Brytanią i Francją, na mocy których Paryż i Londyn zobowiązywały się do przyjścia nam z pomocą w razie ataku Niemiec. Planowana przez Hitlera szybka wojna z izolowaną Polską mogła przerodzić się w konflikt europejski z mocarstwami na Zachodzie. Berlin musiał tę okoliczność przeanalizować, dlatego datę ataku przesunięto. 

31 sierpnia około godziny 20:00 Sturmbannführer Alfred Naujocks rozpoczął inscenizowany atak na nadajnik w Gliwicach. Niemcy mieli także przygotowaną akcję uwiarygodniającą atak. Wcześniej porwano mającego polskie pochodzenie byłego powstańca śląskiego Franciszka Honioka, przywieziono odurzonego zastrzykiem, zastrzelono i pozostawiono jako dowód, że napastnikami byli polscy powstańcy. W tym samym czasie miały miejsce inne prowokacje na Śląsku. Niemcy wykorzystywali więźniów swoich obozów koncentracyjnych podrzucanych w polskich mundurach i rozstrzeliwanych na miejscu.

Świat obudził się ze zdumiewającą wiadomością, że Polska rozpoczęła niesprowokowany atak na hitlerowskie Niemcy, a siły niemieckie "odpowiedziały ogniem".
Napad na radiostację gliwicką stanowił tylko fragment znacznie szerzej zakrojonej akcji, koordynowanej przez SD przy wydatnej pomocy Abwehry (wojskowy wywiad i kontrwywiad), której dopiero później przypisano kryptonim „Tannenberg”.

Zapraszam Cię do kolejnego podcastu zrealizowanego wspólnie z Historia jakiej nie znacie.





środa, 27 września 2023

"Ark Royal" - Sukcesy zwieńczone porażką

Kiedy 14 listopada 1941 roku, trafiony dzień wcześniej torpedą z U 81, HMS „Ark Royal” wywrócił się stępką do góry i zatonął, Admiralicja brytyjska pogrążyła się w żałobie.
Strata mocno uderzyła w Royal Navy, admirał James Somerville, dowódca Force H, powiedział z perspektywy czasu:

»Jeśli nie było w pobliżu Ark Royal, czułem się jak ślepy żebrak bez psa.«

Prawie żaden inny okręt wojenny nie brał udziału w tylu przedsięwzięciach, co ten brytyjski lotniskowiec. Można by tu wyliczyć, chociażby polowanie na Pancernik „Admiral Graf Spee”, Patrole w rejonie Norweskim i przeciwko flocie francuskiej u wybrzeży Al-Marsa al-Kabir w 1940 roku, nie wspominając już o udziale w batalii z Bismarckiem i bitwami konwojów u wybrzeży Malty.


HMS "Ark Royal" około 1939 roku.


Ten typ okrętów długo nie był jednak doceniany przez Brytyjczyków. Po I wojnie światowej Royal Navy początkowo nie przywiązywała wagi do roli lotniskowców, jaką miały później faktycznie odegrać. Trzymając się klasycznego pomysłu pancernika, brytyjskie dowództwo marynarki zaniedbało aspekt samolotów startujących z lotniskowców, zwłaszcza że Królewskie Siły Powietrzne również nie widziały w tym celu. Dlaczego RAF miał mieć coś wspólnego z lotniskowcami? A dlatego, że lotnicy marynarki wojennej, niepopularni w latach dwudziestych, znajdowali się w tamtym okresie pod ich dowództwem. Dopiero gdy admirał Reginald Henderson, jako przedstawiciel innowacyjnych podejść do wojny morskiej, zaczął promować utworzenie „Fleet Air Arm” i budowę lotniskowców, konserwatywne struktury kierownictwa Marynarki Wojennej zaczęły nieco ustępować. Henderson w końcu jako „Rear admiral” od 1931 roku dowodził brytyjskimi lotniskowcami, a w 1934 został „Third Sea Lord and Controller of the Navy” – wyraźny znak, że również na wyspach znaczenie lotniskowców w ogólnej koncepcji zaczęło być stopniowo traktowane na poważnie.